reklama

Zielono zakręceni

Ogrody małe i duże

Czy z kwiatami, tak jak ze swoimi uczniami, Dalila rozmawia po francusku? – O, nie – śmieje się właścicielka ogrodu w Sobótce. – Kwiaty nie potrzebują słów, tylko czasu i troski.

Nie ma ogrodów bezobsługowych – twierdzi Dalila. – To praca na pełny etat. Teraz jest tego pewna, ale kiedyś, gdy na wieś wpadała tylko w odwiedziny, myślała, że rośliny same się wysiewają, przycinają, podlewają. O tym, jak bardzo się myliła, przekonała się, kiedy założyła własny ogród.

– Byłam typową paniusią z miasta: eleganckie kostiumiki, wysokie obcasy, długie paznokcie. Owszem, lubiłam wypady na wieś, do mamy i siostry, ale potem wracałam do swojego świata – wspomina. Czyli do Wrocławia, gdzie razem z mężem prowadzili szkołę języków obcych. – Byliśmy z niej bardzo dumni, ale sukces przypłaciłem zdrowiem – wspomina Andrzej. – Długo leczyłem się na różne choroby, aż w końcu zdałem sobie sprawę, że lekarstwa nic tu nie pomogą. Muszę zmienić styl życia.

Rzucili wszystko i zamieszkali w swoim weekendowym domku w Sobótce. W latach trzydziestych należał do naczelnika poczty. Od wojny mieszkał w nim pan Dunajewski, akowiec, uczestnik powstania warszawskiego, prześladowany przez władze, który jak wielu mu podobnych uciekł z Warszawy na ziemie odzyskane. Założył tu Muzeum Ślężańskie, gdzie zgromadził lokalne rzeźby. Jego żona dawała lekcje angielskiego.

W nowym życiu państwo Tondel dalej uczą języków, ale dla przyjemności i po to, by podtrzymać tradycje tego domu. Uczniowie pani Dunajewskiej przysyłają do nas swoje dzieci i wnuczęta – mówi Dalila. Ale przede wszystkim skupili się na ogrodzie. Dalila spiłowała paznokcie i została ogrodniczką pełną gębą. Ponieważ nie miała pojęcia o roślinach, nawiązała kontakty w sieci z miłośnikami a to rododendronów, a to liliowców czy róż. Jak mówi, są „zielono zakręceni”. Spotykają się w realu, polecają sobie nowe sadzonki.

– Kiedyś umówiliśmy się w ogrodzie botanicznym i jak zwykle wymienialiśmy cebulkami. W pewnej chwili podeszła do nas jakaś pani, myśląc, że sprzedajemy rośliny. „A pani, przepraszam, z naszego forum?”, spytałam. Wszyscy wybuchnęli śmiechem – opowiada Dalila.

To przyjaciele z internetu podpowiedzieli, że mała architektura doda ogrodowi uroku. Wkrótce na ścianie domku ogrodnika pojawił się stary zlew, a pod wiekową jabłonią rzeźba-fontanna. Ciekawe, co w tym sezonie polecą jej znajomi.

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Janek Brykczyński  

reklama
reklama