Kradzieże cebulek, bulwy droższe niż obrazy Rembrandta – oto objawy „choroby kwiaciarzy”. Pamiątką po niej jest specjalny wazon na kwiaty.


Był 5 lutego 1637 roku

Do holenderskiego miasta Alkmaar z całego kraju wędrowali kupcy, handlarze i gapie. Oto jeden z miejscowych przytułków dla sierot wszedł w posiadanie kilkuset tulipanowych cebul. Teraz miały pójść pod młotek. Fascynacja tulipanami narastała w kraju od kilku lat, cebulki były coraz droższe. Na aukcji w Alkmaar handlarze licytowali jak szaleni, windując ceny sprzedaży wprost niebotycznie. Najdroższe okazy poszły za 2 tysiące guldenów.

Pięć lat później Rembrandt van Rijn za „Straż nocną” dostał ledwie 1600. Parę dni po pamiętnej licytacji w Alkmaar rynek tulipanów kompletnie się załamał; tysiące Holendrów straciło majątki, zostając z garścią wartych grosze cebulek. Szaleństwo to przeszło do historii jako tulipanomania.


Trudno dociec, co w tych kwiatach tak zafascynowało Holendrów.

Na pewno ważny był intensywny, wpadający w oko kolor oraz egzotyczne pochodzenie roślin. Do Europy dotarły z imperium osmańskiego. Było to gdzieś w połowie XVI wieku. Wedle oficjalnych przekazów pierwsze cebulki zasadził w Holandii botanik Carolus Clusius w 1593 roku. Gdy został dyrektorem ogrodu botanicznego w Lejdzie, sprowadził je z Wiednia. Część z nich trafiła do jego ogródka. Pierwszego roku wiele padło ofiarą myszy, ale te, które zakwitły, wzbudziły zachwyt i naukowca, i sąsiadów. Clusius nie chciał ich sprzedawać osobom niezwiązanym z botaniką. Dochodziło więc do kradzieży bulw i tak tulipany zaczęły zdobywać Holandię.


Najbardziej ceniono odmiany, w których czerwone i fioletowe plamy rozlewały się na białym tle.

Najpiękniejsze wzory przypominały ptasie pióra lub płomienie rozrysowane na brzegach płatków. Były efektem działania przenoszonego przez mszyce wirusa powodującego pstrość tulipanów. Specjalne księgi dokumentowały rozmaite odmiany i prezentowały wygląd kwiatów na akwarelach. Część dokumentów zachowała się do dzisiaj. Wiemy więc, że najbardziej ceniona była fioletowa odmiana ‘Viceroy’ i czerwona ‘Semper Augustus’. Cebulki tej pierwszej sprzedawano nawet za trzy tysiące guldenów, drugiej za więcej. Były to sumy astronomiczne. Pamflet z tamtych czasów dokładnie wymieniał, co można za taką kwotę nabyć. Autor notował, ile to wołów, świń, buszli zboża, litrów wina, kop jajec i gomółek masła można kupić. W wyliczeniu dotarł do kwoty dwóch i pół tysiąca guldenów. Za pozostałe pięćset można było kupić statek. I załadować go tymi wszystkimi dobrami.


Tulipany opętały holenderską duszę.

Rosły przy domach, pojawiały się na obrazach (u Ambrosiusa Bosschaerta w takim detalu, że rozpoznawano odmiany). Symbolizowały vanitas – nieuchronność przemijania, ale mało kto się tym przejmował. Niosły obietnicę zysku, traktowano je więc jak największy skarb. Pewien ksiądz z Haarlemu pisał do bratanka, że obok szalejącej dżumy w kraju pojawiła się nowa zaraza – „choroba kwiaciarzy”.


Najzamożniejsi miłośnicy kwiatów pragnęli pochwalić się zbiorami.

Wiotki kwiat musiał być odpowiednio wyeksponowany, by inne go nie zasłaniały. Nie wiadomo, kto wpadł na pomysł tulipaniery – wazonu, w którym każdy z kwiatów znajdował się w osobnej przegródce. Pojawiają się domysły, że w środku umieszczano cebulki, by kwiaty wyrastały przez otwory. Jednak udokumentowany opis wazonów znajdziemy dopiero sto lat później i dotyczy innych kwiatów – hiacyntów.


Tulipaniera była jednym z głównych wyrobów Delft

Holenderskie szaleństwo widać w ilości otworów na kwiaty – mogło być ich nawet trzydzieści. To rzecz niespotykana w tulipanierach z innych krajów. Sama waza skonstruowana była zazwyczaj na kształt piramidy, często przybierała wręcz formę chińskiej pagody. Wzorem była Porcelanowa Wieża w Nankinie. Chińczycy zresztą szybko podjęli produkcję tulipanier, choć ich wyroby były mniejsze i o innych kształtach. Sama forma przypominała czasem porcelanowy tulipan. W późniejszych czasach pojawiły się proste „cegły” z otworami na kwiaty.
Krach z 1637 roku to do dziś modelowy przykład bańki spekulacyjnej. Rynek padł, bo cebulki kupowano w ciemno, gdy były w ziemi, nie płacąc gotówką, lecz papierami dłużnymi. Tulipany jednak pozostały. A wraz z nimi tulipaniery.

 

Tekst: Staszek Gieżyński

reklama