botaniczne linoryty magdaleny chmielek

Papierowe ogrody – Magdalena Chmielek portretuje rośliny utrwalając je na linorytach

Artyści

Godzinami obserwuje rośliny w ogrodach botanicznych na świecie. A potem robi ich portrety w zbliżeniach, ale w kolorach, które podsuwa jej wyobraźnia

linoryty Magdaleny Chmielak
"Ogród VI"

Z Magdaleną Chmielek rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Co takiego jest w roślinach, że zaczęłaś je portretować?

Podoba mi się ich struktura, jest bardzo graficzna, linearna. Wrzosy, trawy, bambusy, palmy mają drobniutkie linie, żyłki na liściach, które tworzą rytmiczną, dynamiczną formę. Zachwyca mnie też światłocień, jaki pojawia się wśród liści, bogactwo barw, tajemniczość. W dzieciństwie moją ulubioną książką był „Tajemniczy ogród” Frances Hodgson Burnett. Najpierw czytała mi ją babcia, potem już ja sama i bardzo mnie pociągała opisana tam dzikość. Może to był początek mojej fascynacji roślinami? Choć jako motyw grafiki odkryłam je dopiero parę lat temu. Są mi bliższe niż ludzie, architektura czy geometryczne figury. W ramach dyplomu stworzyłam swój ogród z papieru. Z kilkuset linorytów wycięłam roślinne kształty i zrobiłam instalację przestrzenną 2,5 metra na 8 metrów.

Jakie ogrody lubisz najbardziej?

Te niekoniecznie zadbane. Wczoraj na przykład widziałam na krakowskim Kazimierzu ogródek pełen zaschniętych roślin, wydał mi się niesamowity. Staram się w takich brzydkich detalach dostrzegać piękno. Ale największą miłością darzę ogrody botaniczne, to od nich zaczęły się moje roślinne grafiki. Pięć lat temu, gdy pojechałam na Erasmusa do Tuluzy, zachwycił mnie ogród japoński, z mostkiem i mnóstwem zieleni – puklami roślin, krzaków i drzew. Chodziłam tam często po zajęciach. Potem, w czasie podróży do Włoch i Portugalii, odwiedzałam tamtejsze ogrody, bardziej dzikie, takie ekspresyjne – przez bogactwo roślin, które się piętrzą, pozostawione bez kontroli. W Monako jest za to ogród botaniczny położony na wzgórzu, z mnóstwem odmian kaktusów i wspaniałym widokiem. Lubię ich zaciszność, bo nie ma tam wielu ludzi. Mogę swobodnie chodzić, robić zdjęcia i szkice, które później przetwarzam w grafiki.

Roślinom na nich daleko do realizmu?

Staram się je wyabstrahować,zmieniam kolory. Nie przepadam za zielenią, wolę fiolety, magentę, ultramarynę, czerwienie, żółcie i w tych barwach przedstawiam moje rośliny. Lubię też używać gradientu, delikatnego przejścia tonów między jednym a drugim kolorem. Eksperymentuję, mieszam różne barwy, choć mam też serię czarno-białych kwiatów.

Używasz najczęściej techniki linorytu.

Wzory na linoleum lubię wycinać spontanicznie, bez wcześniejszych szkiców. Efekt jest wtedy bardziej naturalny, świeży. Od pewnego czasu nakładałam na siebie dwie matryce, by uzyskać wrażenie transparentności, przenikania się świateł i cieni. Robię też małe drzeworyty, ręcznie odbijane na papierze japońskim. Próbowałam również japońskiej techniki mokuhanga, w której odbitki powstają na mokro, za pomocą wody czy kleju, co daje bardzo delikatny efekt. A w czasie pandemii, gdy dużo siedziałam w domu, sięgnęłam po farby olejne. Są świetne, wolno zasychają, można długo pracować z tymi samymi plamami barwnymi, a kolory są intensywne, wyraźne. Malowałam nimi realistycznie, ale coraz częściej myślę, by iść w abstrakcję, bo staram się nie podążać jednym torem, tylko eksperymentować.

A oprócz roślin czym się inspirujesz?

Czekam, żeby można było znów podróżować. Lubię zwiedzać muzea, galerie, chodzić po ulicach. Czuję się trochę zagubiona, bo właśnie miałam jechać do Rzymu, Madrytu. Na szczęście drobne rzeczy też bywają inspirujące, choćby kwiatek kupiony na placu i wstawiony do wazonu czy orchidee, których sporo hoduję w domu – podglądanie, jak kiełkują nowe pędy, też daje mi mnóstwo radości.

Kontakt: instagram.com/magda.chmielek.art

Zdjęcia: ARCHIWUM ARTYStki
Na zdjęciu głównym: „My garden II”, linoryt

Sklep Zwierciadło Sklep Zwierciadło