werandacountry.pl werandaweekend.pl
grafiki Gabrieli Gorączko

Grafiki Gabrieli Gorączko inspirowane folkiem

Artyści

Ludowe wzory i kolory łączy ze sobą na nowo. Grafiki Gabrieli Gorączko są jak piękne wycinanki i opowiadają bardzo współczesne historie.

reklama
Gabriela Gorączko
Gabriela Gorączko

Dorastałaś w Sanoku. Stąd ten folk?

Rodzina trafiła tu w latach 30., bo pradziadek przeniósł się z Krakowa, by otworzyć zakład zegarmistrzowsko-optyczny, którego w mieście nie było. Do dziś prowadzą go mój tata i dziadek. Ale choć w dzieciństwie chodziłam na tańce ludowe i koncerty do skansenu, folk zafascynował mnie dopiero w czasie studiów na wrocławskiej ASP.

Co cię pociąga w ludowości?

Cały czas ją odkrywam. W czasie samotnych wypraw w Bieszczady poznaję lokalną historię, kuchnię i sztukę, między innymi Łemków i Bojków, którzy kiedyś tu żyli. Podobają mi się kolory – z opalanych, a potem malowanych łemkowskich chat i ze strojów ludowych, najczęściej z lnu farbowanego naturalnymi barwnikami. Biały, niebieski, czerwony, zielony i złoty w odcieniu oliwki, jak na ubraniach konopnych, były idealnie dobrane. W dzisiejszym komercyjnym folku tak nie jest, wszystko jest sztampowe, oparte na kopiowaniu kilku wzorów. Zauważyłam to, gdy zaproszono mnie na wystawę do Japonii. Tam ludowe rzeczy są bardzo estetyczne i skomponowane w przemyślany sposób. A my jakbyśmy się tego dziedzictwa trochę wstydzili. Czasem mam wrażenie, że więcej u nas skandynawskich niż rodzimych wzorów.

 

folkowe grafiki
„Samotny kłos”, 2018 r.


To skłoniło cię, by wrócić do tradycyjnego folku, etnologii?

Tak, ale chcę podać go na nowo. Tworzę neofolk – wyciągam najpiękniejsze rzeczy z polskiej kultury ludowej i buduję z nich współczesny świat, używając nowych technologii. W czasie dyplomu robiłam sitodruki zaprojektowane na komputerze. Choć naturalnie rysuję też ręcznie. W „Nie lękaj się ptaszyno” użyłam akrylowych markerów, cienkopisów i rzeźbionych dłutem pieczątek z gumki do ścierania. Teraz pracuję nad linorytami z cyklu „Zduńskie historie”, inspirowanymi starymi piecami kaflowymi z naszego rejonu. Na każdym kaflu jest tam oddzielna opowieść z codziennego życia.

Jak wybierasz tematy?

Lubię skupiać się na jednej historii, symbolu, legendzie. Na przykład „Nie lękaj się ptaszyno” opowiada o zaślubinach, które nie zawsze szły po myśli panny młodej. Bywało, że rodzice wybierali jej partnera. To wiadomość dla współczesnych kobiet, żeby nie bały się iść własną drogą. Moje grafiki często są emocjonalne, chcę, żeby odbiorcę pocieszały, dodawały mu otuchy.

> PRZECZYTAJ TAKŻE: Kolorowe kilimy artystek ze studia Tartaruga <

 

grafiki Gabrieli Gorączko
„Niezapominajki”, 2020 r.

No i mają bardzo intrygujące tytuły…

„Niezapominajki” to przypomnienie, że warto być dobrym, żyć w zgodzie z własną duszą i sumieniem, cokolwiek by się działo. Pojawia się tam bocian, symbol szczęścia i pomyślności, bardzo ważny w kulturze ludowej. Widać go też w grafice „Na pozytywne myślenie”, którą zrobiłam na aukcję charytatywną dla malarki z Sanoka. Wilczyca z „Na zdrowie” wznosi za to toast za odbiorców, jak lubimy to robić na Podkarpaciu.

Chętnie przedstawiasz też rośliny, jak w „Samotnym kłosie”.

To opowieść o połoninach, które są jak jedna falująca płachta, zwłaszcza jesienią. Chciałam pokazać dobre strony samotności. Po studiach wróciłam do Sanoka, żeby jeszcze więcej dowiedzieć się o lokalnej tradycji. Wtedy zajęłam się zielarstwem i ziołolecznictwem, wśród Łemków bardzo popularnym. Ale lubię też rośliny po prostu przenosić na papier. Jednak najbardziej czuję się portrecistką – bliskie jest mi rysowanie twarzy i charakterów. Lecz nie z natury, tylko z podświadomości. Mają coś ze mnie, bo poznawanie siebie to ważne źródło inspiracji.

Z Gabrielą Gorączko rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Kontakt do artystki: booku.pl

> PRZECZYTAJ TAKŻE: TKANE OBRAZY AGNIESZKI OWSIANY <

ZDJĘCIA: ARCHIWUM ARTYSTKI