reklama
Kolekcjoner porcelany z twarzą włoskiej diwy

Kolekcjoner porcelany z twarzą włoskiej diwy

Kolekcje

To zabawa, przygoda, inwestycja i fascynacja piękną kobietą. Talerze ozdobne Fornasettiego są dla mnie czymś więcej niż kolekcjonowaniem – wylicza Adam Muszka.

reklama

Kolekcjonerem talerzy z motywami prac Piera Fornasettiego zostałem przez przypadek. Było to podczas studenckiego wakacyjnego wyjazdu nad morze. Jedna ze ścian domu, w którym mieszkałem, była nimi udekorowana. Fornasetti swoją muzę Linę Cavalieri także odkrył przypadkiem. Przeglądając starą francuską gazetę, zobaczył niezwykłą kobietę, włoską śpiewaczkę operową, gwiazdę europejskich scen z początku XX wieku, uważaną wówczas za najpiękniejszą kobietę świata.

Pocztówki z fotografiami Liny krążyły po całym kontynencie, a jej intrygujący życiorys można porównać do biografii Tamary Łempickiej. Podobnie jak Fornasettiego oczarowało tajemnicze spojrzenia Liny, mnie uwiodła porcelana ozdobiona jej wizerunkiem. Chciałem mieć choćby jeden przedmiot z tej ogromnej kolekcji.

Niedługo potem na aukcji zobaczyłem talerz w świetnej cenie. Dzisiaj jest już raczej nie do dostania, a nawet gdyby był, kosztowałby co najmniej drugie tyle. To ten sprawiający wrażenie, jakby był sklejony z kawałków. Po jakimś czasie pojawił się drugi talerz, a potem kolejne. Potem pomyślałem, że ładniej wygląda dziewięć, a jeszcze później, że dwanaście talerzy. Teraz mam w domu ponad trzydzieści. Trzy wiszą nawet w pracy, żebym się nimi cieszył przez cały czas, jeden się stłukł i wiąże się z tym ciekawa historia. Kiedyś w salonie Rosenthal w Warszawie zorganizowałem wystawę moich talerzy. Miałem ich wtedy dwanaście. Jeden, pewnie słabiej przymocowany, po prostu spadł ze ściany i rozpadł się na kawałki.

Paradoksalnie to był ten „stłuczony”, od którego zaczęło się moje kolekcjonowanie! Później jakimś cudem udało mi się go odkupić. Teraz zastanawiam się, czy nie oprawić tych kawałków w jakieś ciekawe ramy…

Moja kolekcja stale się poszerza. Ostatnio kupiłem dzbanek, zastanawiam się nad świecami zapachowymi, które w Polsce można znaleźć w salonach Rosenthal. Co ciekawe, po wypaleniu sprawdzają się jako oryginalne wazony.

dekoracje do domu talerze na ścianę
dekoracje do domu talerze na ścianę
dekoracje talerze na ścianę
dekoracje talerze na ścianę

Niedawno wziąłem udział w aukcji internetowej, gdzie licytowałem talerz, na którym widniała twarz Liny ułożona z puzzli. Na początku cena była do zaakceptowania, ale w ostatnich minutach mocno poszybowała w górę. Przebiłem wszystkich! Po chwili zastanowiłem się, czy nie przepłaciłem. Dzisiaj wiem, że nie, bo ten motyw już się nie pojawił, a ja bardzo uważnie śledzę rynek. Obserwuję aukcje nie tylko w Europie, ale i w Stanach, zaglądam na fora dyskusyjne, mam na oku innych kolekcjonerów. Staram się reagować szybko, bo to modny designer.

Piero Fornasetti jako niezwykle płodny artysta uwiecznił Linę Cavalieri na ogromnej liczbie prac. Znanych jest jej 500 wcieleń zebranych w kolekcji „Tema e Variazioni”. Każde zachwyca, niezależnie od tego, czy artysta umieścił swoją muzę wśród chmur, na tarczy zegara, w paszczy krokodyla czy w balonie.

O dziwo, wciąż pojawiają się nowe, nieodkryte dotychczas wariacje na temat Liny, ponieważ schedą po artyście zajmuje się jego syn Barnaba, który prowadzi w Mediolanie „Casa Fornasetti”. Raz nawet miałem okazję z nim porozmawiać, co miło wspominam do dziś. Natomiast zawsze, kiedy odwiedzam Mediolan, wstępuję do galerii, by popatrzeć na prace mistrza i choć przez chwilę chłonąć tę niezwykłą atmosferę. Czuję tam ducha Piera.

Tekst: Beata Woźniak
Zdjęcia: Michał Mutor
Stylizacja: Joanna Płachecka