Magdalena Ponagajbo dokumentuje polskie schroniska górskie

Polskie schroniska górskie – Magdalena Ponagajbo dokumentuje ich niezwykłą architekturę i podpowiada, gdzie zobaczyć najlepiej zachowane wnętrza

Sztuka Życia

Turbacz, Kalatówki, Morskie Oko – niejeden turysta spędził tam noc czy choćby wypił herbatę. Magdalena Ponagajbo widzi w nich coś więcej niż miejsce wypoczynku. To skarby architektury i designu, które niestety odchodzą w niepamięć.

Magdalena Ponagajbo dzięki stypendium Ministerstwa Kultury stworzyła projekt dokumentujący estetykę polskich schronisk górskich
Magdalena Ponagajbo – projektantka grafiki użytkowej. Dzięki stypendium Ministerstwa Kultury stworzyła projekt dokumentujący estetykę polskich schronisk górskich.


Z Magdaleną Ponagajbo rozmawiał Stanisław Gieżyński 

Co panią fascynuje w schroniskach górskich?

Schronisko to najbardziej szlachetna forma gościnności, nienastawiona na komercję. Panuje tu egalitaryzm, nie ma lepszych i gorszych, wszyscy spędzają czas w takich samych warunkach.

Architektura w górach jest praktyczna: mamy wspólną salę, sypialnie z łóżkami piętrowymi i kuchnię turystyczną, gdzie możemy coś ugotować. Ta ostania pojawia się coraz rzadziej, bo właściciele wolą sprzedawać gotowe posiłki. Stare budowle są zazwyczaj niewielkie, bo i ruch turystyczny był kiedyś mniejszy. W schronisku panuje wyjątkowa atmosfera, a zarazem prostota, która wymusza pewne rozwiązania estetyczne.

A co z ich wystrojem? Czy istnieje „styl schroniskowy”?

Zacznijmy od tego, że w moim projekcie skupiałam się na schroniskach z czasów powojennych. Estetyka Cepelii czy Spółdzielni Ład jest mi bardzo bliska. Sztuka ludowa w latach 50. i 60. była ciekawa; w procesie tworzenia przedmiotów brali udział wykształceni artyści. To były inspiracje, ale powstawały bardzo dobrej jakości tkaniny, meble czy lampy. Każdy dziś rozpozna charakterystyczne elementy wystroju schroniska: boazerie, kamienne podłogi, drewniane krzesła o wycinanych formach, kominek. Oczywiście też metaloplastyka.

Ja wyszukuję wysmakowane elementy: fragmenty oryginalnej myśli projektanta czy projektantki. Na przykład Anny Górskiej, która zaprojektowała kilka schronisk w Tatrach od podstaw. Miała wyjątkowy styl, a do projektów podchodziła całościowo. Wymyślała wszystko, od klamek aż po dach.

Drzwi i boazeria w jadalni Strzechy Akademickiej w Karpaczu
Drzwi i boazeria w jadalni Strzechy Akademickiej w Karpaczu. Zwracają uwagę malowane panele, najpewniej jeszcze z początku XX wieku.

Mówi pani o fragmentach wystroju. Nie zachował się żaden budynek w oryginalnej formie?

Schroniska to w większości konglomeraty wielu estetyk i epok. Bywało, że płonęły i trzeba je było stawiać od nowa. Budynki rozbudowywano i dostosowywano do współczesnych wymogów. Wreszcie same sprzęty w naturalny sposób się zużywały. Dla mnie odkryciem była Polana Chochołowska, gdzie zostało dużo pięknych detali, na przykład ręcznie zdobione ceramiczne lampy – każda inna. Właściciele zainwestowali tam także w repliki oryginalnych mebli. Schronisko na Szyndzielni ma skrzydło jadalni zachowane w prawie niezmienionej formie. Zostały oryginalne meble, piękne talerze na ścianach, boazerie i sgraffita.

W dekoracjach wnętrz obowiązywała szeroko pojęta góralszczyzna?

Wystrój oparty był o lokalną estetykę, różnił się więc regionalnie. Mówimy o schroniskach górskich, ale przecież budowano je także w innych częściach Polski. W Tatrach dużo było motywów w stylu scen rodzajowych z góralami, juhasami i owcami. Malowano je na ścianach i lampach. Ale już w Sudetach dominowały motywy przyrodnicze i przedstawienia narciarzy. Nie ma też tak dużo snycerki.

Chciałbym z bliska poznać tę schroniskową estetykę. Dokąd mam pójść na wycieczkę?

W Polsce jest ponad sto górskich schronisk, jest więc w czym wybierać! Na pewno warto odwiedzić Polanę Chochołowską i Szyndzielnię, a w Sudetach – Strzechę Akademicką w Karpaczu. Sugeruję być na miejscu w czasie, gdy turystów jest mniej. To żywe miejsca, ludzie siedzą na ławach, zasłaniają malunki na ścianach. Poniedziałek czy wtorek w godzinach porannych to dobry moment, by spokojnie poszukać architektonicznych smaczków. Zachęcam do eksploracji i wyszukiwania takich detali!

Zdjęcia: Magdalena Ponagajbo, Portret: Beata Leszczak

Zdjęcie główne: Sala jadalna na Polanie Chochołowskiej, niżej: Rzeźba sowy zdobiąca klatkę schodową schroniska Strzecha Akademicka