#zostańwdomu czytaj e-wydanie - tylko 8,99 zł
reklama

Przepis na pyszną jadalnię

Jadalnia

Jeszcze kuchnia czy już salon? Urządzenie jadalni to nie lada wyzwanie, bo rzadko kiedy poświęcamy jej dziś osobne pomieszczenie. Coraz częściej jadalnia to tylko stół.

Nie oszukujmy się, czasy gdy na dwóch przeciwległych krańcach stołu siadywali milczący współmałżonkowie, dawno minęły. Pamiętają państwo scenę z filmu „American Beauty”, gdy Lester, jego żona i córka jedzą kolację. Wyszukane potrawy, elegancka porcelana, klasyczna muzyka w tle i rozmowa o niczym. Skończyło się to katastrofą.

Długie stoły ustawione w osobnym pomieszczeniu i rząd krzeseł nie sprzyjają bliskości. Choć oczywiście są i tacy, dla których jadalnia to świętość, czekająca w pełnym rynsztunku i gotowości na przyjęcie niespodziewanych gości. Ja wolę jadalnie takie jak ta w filmie Felliniego „Amarcord” – z drewnianym stołem, komodami, misami jedzenia, gdzie typowa włoska rodzina zajada typową włoską kolację. Nawet jeśli mamy miejsce na osobną jadalnię, warto się zastanowić. Wykorzystamy ją pewnie kilka razy w roku.

Na co dzień jesteśmy tak zabiegani, że jadamy na mieście, a przy domowym stole nie biesiadujemy, tylko raczej na moment przysiadamy z espresso w jednym ręku i gazetą w drugim. Z reguły jadalnia jest częścią kuchni, salonu lub też znajduje się na pograniczu obu tych pomieszczeń, tym bardziej że współczesne trendy nakazują unikać dzielenia domu na pokoje, a przestrzeń jak najszerzej otwierać.

Warto jednak wyróżnić jadalniany kącik: jeśli tylko pozwala na to kształt pokoju, stół i krzesła można ustawić w wykuszu czy wnęce albo zaprojektować mieszkanie dwupoziomowe i jadalnię urządzić o dwa stopnie niżej niż kuchnię. Dobrym pomysłem jest dzielenie pomieszczeń roślinami – mała oranżeria pełniąca funkcję ścianki działowej na pewno będzie sprzyjała wspólnemu biesiadowaniu. Czasem wystarczy po prostu wyłożenie podłogi innym rodzajem drewna lub kamienia, czasem pomalowanie ścian na inny kolor.

Warto pamiętać, by w przypadku jadalni otwartej na salon jej aranżacja i styl mebli pasowały do wystroju domu. Bez problemu znajdziemy stoły i krzesła, które zagrają z wnętrzami klasycznymi, prowansalskimi, skandynawskimi czy ultranowoczesnymi. Coraz częściej zamiast drewna używa się szkła i marmuru, nie tylko na blaty, ale też nogi stołów. Do łask powracają stoły owalne na jednej nodze – czy będzie ona ażurowa, podświetlana, czy też nienaturalnie gruba jak podstawa przerośniętego prawdziwka, to już zależy od wyobraźni projektanta.

Ważne jednak, by stół, jeśli nie służy wyłącznie do jedzenia, był stabilny i wytrzymały. Szklane blaty są bardzo eleganckie i modne, ale nadają się tylko dla singli jedzących na mieście, łatwo przecież można je zarysować, ukruszyć. A poza tym, jak czytać gazetę, gdy marzną łokcie.

Meble ustawiamy tak, żeby nie przeszkadzały w poruszaniu się ani po kuchni, ani po salonie. Nie mogą więc stać w przejściu lub tam, gdzie często otwierają się drzwi, bo inaczej będziemy mieli wrażenie chaosu, zamieszania, jedzenia w ciągłym biegu, życia gdzieś „pomiędzy”. Tymczasem jadalnia powinna być miejscem, gdzie odpoczywamy, spotykamy się z najbliższymi i skupiamy na rozmowie.

Dlatego lepiej nie ozdabiać jej nasyconymi, ostrymi barwami – korzystniej wyglądają kolory ziemi, kremy, beże i biel, które uspokajają i łagodzą napiętą po całym dniu atmosferę. Unikajmy też przeładowania wnętrza nadmiernymi ozdobami czy abstrakcyjnym malarstwem, które odwraca uwagę i każe się zastanawiać, co autor dzieła mógł mieć na myśli. Zrezygnujmy z włączonego telewizora czy głośnej muzyki.

No i pamiętajmy, że jadalnia to nie tylko stół i krzesła, ale również kredensy (hitem jest łączenie starych babcinych kredensów z modernistycznymi meblami), komódki na wino – butelka wybornego trunku zawsze musi być pod ręką, czy oryginalne półki na pękate słoje z przetworami.

Powinno być przytulnie i nastrojowo, a jak mówi Judyta z filmu „Nigdy w życiu”: wspólny posiłek ma scalać rodzinne więzi, choć akurat w jej wydaniu (kłótnia małżonków przy tłustym żurku z przepisu teściowej) brzmi to trochę ironicznie.


Tekst: Monika A. Utnik
Fotografie: archiwa firm

reklama
reklama
reklama