Teściowa mówi: tylko okrągły, przyjaciółka – na jednej nodze, a mąż upiera się przy szklanym.

 

 

Każdy ma rację, bo dziś w modzie jest rozmaitość.
A gdyby tak móc zaszaleć, nie liczyć się z miejscem ani kosztami... – trzy projektantki wnętrz opowiadają o wymarzonym stole i o tym, jak urządziłyby swoją jadalnię.


Agnieszka Suchora: – Wyobraźcie sobie jasne, przestronne wnętrze – białe ściany, przecierana na biało podłoga, taki skandynawski look. Pośrodku trzymetrowy solidny stół z naturalnego drewna – jaki tylko we Francji można kupić. Przy nim krzesła, każde w innym kolorze: błękitne, oliwkowe, szare, białe... Przy jednym końcu córka odrabia lekcje, przy drugim ja wyrabiam ciasto – nikt sobie nie wchodzi w paradę, a wszyscy są razem. Sięgam ręką i zdejmuję z półki zeszyt z przepisami, bo w mojej jadalni nie ma babcinego kredensu, za to biblioteka aż do sufitu. Na zeszyt padają promienie słońca, cieniem kładą się liście drzew – wdzierają się przez balkonowe drzwi (ze szprosami i szarą framugą), które prowadzą na olbrzymi taras. Z niego rozciąga się widok na jezioro. Z kubkiem kawy mogę wyjść z jadalni wprost do ogrodu i biegać na bosaka po murawie.


Agnieszka Pudlik: Dla mnie najważniejszymi meblami w domu są stół i łóżko. Co do pierwszego, mam taki jeden wymarzony: włoskiej firmy Gervasoni, z porcelanowymi nogami i blatem z orzecha. Szklanych i metalowych stołów nie uznaję – są chłodne, a przecież jadalnia to serce domu, tu musi być przytulnie, rodzinnie. Dlatego światło wybrałabym przydymione – duże klasyczne lampy z abażurami. A pod stół położyła dywan – z kokosu, sizalu lub trawy morskiej, żeby kontrastował z mieszczańskim charakterem jadalni. Krzesła – najlepiej tapicerowane, w łagodnych kolorach. W ogóle wolałabym, żeby wnętrze nie było zbyt krzykliwe – połączenie kremów, beżów i czerni. Wystarczy, że na stole pojawią się barwne dania, wesoła porcelanowa zastawa, bukiety kwiatów, wzorzyste serwety, świeczki i lampiony. I jeszcze coś: musi być wygodnie. Obok stołu potrzebuję pomocnika z wysuwanym blatem – barek lub kredens – aby podczas spotkań z przyjaciółmi nie biegać wciąż do kuchni.


Katarzyna Mrzewa: – A ja urządziłabym swoją jadalnię w bielach i szarościach. Prostą i nowoczesną. Wymarzony stół? Już go widzę. Duży, drewniany, olejowany, aby podkreślić surowość drewna. Koniecznie z grubym blatem. Nad nim dizajnerskie lampy, na przykład Sotto Luce Momo albo Modo. Krzesła kontrastowe: lekkie, minimalistyczne, ze skóry lub tworzywa, na chromowanych nogach. Ważne, by od blatu były tylko trochę wyższe, zbyt duże sprawią, że jadalnia będzie napuszona. Wreszcie duże okna, od podłogi do sufitu, zasłony z miękkiej, naturalnej tkaniny w kolorze złamanej weneckiej bieli. Podłoga z gresu przypominającego kamień. No i zieleń – bez niej nie umiem żyć. Ale nie przypadkowy miks bluszczu i paproci, tylko duże donice, nawet wysokości stołu, a w nich rośliny z wielkimi, ciemnozielonymi liśćmi.

Tekst: Monika Utnik-Strugała, Joanna Derda
Fotografie: archiwa firm

Nr 3 (111/2012)  

reklama