3 najczęstsze błędy podczas remontu

3 najczęstsze błędy podczas remontu. Marek Suchocki w książce „Z życia projektanta” zdradza, jak wyjść z niego cało

Jak to urządzić?

Kłótnie, awantury, przepalone budżety. Jak przeżyć remont i nie stracić przy tym głowy ani partnera? Zamiast uczyć się na własnych błędach, lepiej skorzystać z doświadczenia fachowców.

Marek Suchocki, projektant wnętrz i autor książki „Z życia projektanta”
Marek Suchocki, projektant wnętrz i autor książki „Z życia projektanta”

– Piękne mieszkanie bez ergonomii jest jak piękne buty w za małym rozmiarze – może robią wrażenie, ale codziennie obcierają – uważa Marek Suchocki, projektant wnętrz i autor książki „Z życia projektanta”. Funkcjonalność to dla niego absolutny priorytet, bo przestrzenie, z których klienci są najbardziej zadowoleni, to po prostu mieszkania, w których wygodnie się żyje i wszystko świetnie działa.

Marek Suchocki projektuje wnętrza od ponad 20 lat. Swoją drogę zawodową zaczynał bezpośrednio na placach budowy, pracując ramię w ramię z ekipami wykonawczymi w czasach, gdy ta branża w Polsce dopiero raczkowała. Przez dwie dekady zrealizował blisko 1000 projektów i przeprowadził kilkaset remontów. Dziś swoją wiedzą dzieli się w sieci – na YouTube jego kanał „Aranżacja Wnętrz” (@projektantwnetrz) subskrybuje ponad 240 tysięcy osób, na Facebooku obserwuje go 125 tysięcy, a kolejne dziesiątki tysięcy gromadzi na Instagramie i TikToku.

Całą tę wieloletnią praktykę postanowił zebrać w książce „Z życia projektanta”, która właśnie miała swoją premierę. To nie jest kolejny suchy podręcznik z zasadami projektowania. To pełna humoru, życiowych anegdot i kodów QR (które czynią ją naprawdę interaktywną!) publikacja zza kulis branży remontowej.

Warto po nią sięgnąć na długo przed wpuszczeniem pierwszej ekipy do domu. W środku znajdziesz konkretne wskazówki – od tego, jak kupić mieszkanie i nie przegrać w sądzie, po informacje, co zabrać na odbiór techniczny lokalu i jak przygotować rzetelny kosztorys. Autor nie gryzie się w język: punktuje błędy architektów, podpowiada, na czym można bezpiecznie zaoszczędzić i dzieli się historiami o nierzetelnych fachowcach (jak choćby o elektryku z wojska czy projekcie, który skończył się na… komisariacie).

W książce szczegółowo omówił 18 najczęstszych błędów popełnianych podczas remontu – od niefunkcjonalnego układu gniazdek po ślepe podążanie za trendami. Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Maroon Icon publikujemy trzy z nich. Zobaczcie, jakich pułapek się wystrzegać, żeby nie uczyć się na własnych pomyłkach i po remoncie... nie musieć wchodzić do własnej wanny bokiem!

Książkę „Z życia projektanta” można nabyć na stronie: maroonicon.com/nasz-sklep/z-zycia-projektanta


Najczęściej popełniane błędy podczas remontu:

1. Gniazdko za zmywarką

Stolarz, z którym współpracuję na co dzień, wspominał, że to najczęstszy błąd, z jakim się spotyka. Sam już nie wie, z czego to wynika, ponieważ nie dość, że świadomość elektryków jest już duża, to on – jeśli ma wykonywać daną kuchnię – zawsze pojawia się wcześniej na pomiarach i mówi, gdzie ma powstać instalacja wodna i elektryczna. Podejrzewa, że właśnie tak robi większość stolarzy. Mimo to, miał już 4 razy sytuację, kiedy wręcz zaznaczał na ścianach, gdzie jakie gniazdko ma się znaleźć, a gdy przyjeżdżał na montaż kuchni okazywało się, że… gniazdko jest zamontowane bezpośrednio za zmywarką.

Podobno ludzie różnie się tłumaczą: „Nie wiemy”, „Fachowiec tak zrobił”, „Byliśmy przekonani, że to Pan coś namieszał”, „Nie zrozumieliśmy, no bo jak gniazdko ma być zrobione w szafce umywalkowej? Tak blisko wody? To przecież nie ma sensu. To się logiki nie trzyma. To przecież już lepiej dać bezpośrednio za zmywarką”. No właśnie nie lepiej, ponieważ zmywarka ma swoją głębokość, a wtyczka z gniazdka swoją, i niestety, jeśli jest ona bezpośrednio za zmywarką, to nie da się jej zamontować. Wtedy największy problem ma stolarz, bo bez przeróbki nie jest w stanie zamontować mebli i włożyć sprzętu, a on nie ma do tego uprawnień! Praca się przeciąga, on ma już kolejne terminy i wszystko zaczyna się sypać jak domek z kart. Dlatego takie gniazdko dajemy zawsze w szafce obok – zazwyczaj jest to szafka zlewozmywakowa.

Oczywiście nie zawsze, lecz często. Jeśli tak jest, to sugeruję od razu zrobić gniazdko podwójne, aby mieć możliwość instalacji systemu servo drive. Jest to – jak dla mnie – cudowne urządzenie pomagające w otwarciu i zamknięciu szafki bez potrzeby używania rąk. A w związku z tym, że prawie 80% Polaków w szafce pod umywalką ma kosz na śmieci, takie wspomaganie naprawdę się przydaje.

Wspominał także, że jeszcze jednym częstym błędem, jaki widzi, jeśli ktoś kupuje meble nie u stolarza, a gotowe, jest brak wentylacji przy lodówce. Producenci lodówek piszą o takiej konieczności w instrukcjach montażu, a ja dodam ze swojej strony, jako podpunkt, że przy lodówkach „side by side” musicie zwrócić uwagę na to, że mają one dosyć głębokie drzwi. Po pierwsze, powinny mieć odstęp 2-5 cm od mebli, w zależności od modelu, a po drugie, nie stawiamy ich przy ścianach lub wysokich i głębokich zabudowach, ponieważ drzwi tych lodówek muszą się szeroko otworzyć, abyśmy mogli chociażby wyciągnąć półkę ze środka.

2. Jak otworzyć te fronty szafek?

Dziwna sytuacja – kilka lat temu zadzwonił do mnie wspomniany powyżej stolarz i powiedział, że czeka mnie chryja i to nie mała. „Zaprojektowałem” kuchnię Pani Iwonie tak, że gdy przywiózł meble do montażu, nie otwierały się fronty górnych szafek, ponieważ zahaczały o wystające z sufitu lampy. Faktycznie, 2 minuty później dostałem telefon od klientki. Po wysłuchaniu długiego monologu, wypełnionego wielkimi pretensjami, zacząłem dociekać. Gwoli wyjaśnienia – nie robiłem tam pełnego projektu, była to tylko konsultacja dotycząca doboru materiałów, lecz na pewno zaznaczałem punkty elektryczne.

Zapytałem więc: „Czy lampy są w odpowiednich miejscach?”, „Czy z jakichś względów sufit w tym miejscu się nie obniża?”, „Czy ze stolarzem nie uzgodnili innej głębokości górnych szafek, a może on je źle wykonał?”. Na wszystkie pytania usłyszałem odpowiedź „NIE!”, a w związku z tym, że budowa była 20 minut od mojego domu, podkuliłem ogon, zebrałem się i pojechałem na miejsce zobaczyć, co się stało. To nie tak, że nie brałem pod uwagę swojego błędu – brałem. Każdy się myli i mnie również się to zdarza, lecz taka pomyłka bardzo by mnie zdziwiła, bo często podkreślam ten błąd na kursach i w e-bookach. Może miałem jakieś zaćmienie? Zdarza się. Początkowo – pomijając to, że nic mnie nie tłumaczyło i czułem, że będzie mnie to kosztować trochę pieniędzy – nie znajdowałem nic na swoje usprawiedliwienie. Faktycznie, fronty nie miały najmniejszych szans w pełni się otworzyć, ponieważ zawadzały o lampy.

Wziąłem więc swoje zapiski i sprawdziłem, czy punkty świetlne są w zaproponowanych przeze mnie miejscach, chociaż już bez miarki widziałem, że tak, ale się łudziłem. Głębokość szafek też się zgadzała – nie mogłem tego wyjaśnić w żaden sposób. Zaczynałem już uzgadniać zmiany ze stolarzem – elektryki Pani nie chciała ruszać, bo wszystko było pomalowane – aż mnie tknęło. Zerknąłem do specyfikacji materiałowej i zapytałem: „A nie kupiła Pani innych lamp, niż ja proponowałem?”. Pytanie było retoryczne, mina klientki mówiła wszystko. Pani zmieniła zaproponowane przeze mnie halogeny, które miały chować się w sufit podwieszany, na wystające tuby – bo „bardziej jej się podobały”. Dopiero wtedy zrozumiała, dlaczego poleciłem takie, a nie inne oprawy.

Mały kamień z serca, że ja tego ambarasu nie spowodowałem, lecz problem pozostał. Stolarz musiał zrobić tzw. „blendę”, czyli zmniejszyć fronty szafek tak, aby otwierały się pod tubami. Wszystko kosztowało trochę czasu i pieniędzy, lecz udało się to odkręcić. Między innymi właśnie na tego typu „szczegóły” musicie zwracać uwagę. Takie wpadki często się przydarzają, właśnie przy zmianach w trakcie prac, bo gdy wszystko było dobrze przemyślane, każda mała zmiana może wprowadzić sporo zamieszania.

3. Trzy spore błędy w małej łazience

Mała łazienka jest trochę jak mała torebka – im mniejsza, tym sprytniej trzeba poukładać zawartość, bo inaczej po otwarciu wszystko wyleci na podłogę. Tyle że w łazience wylewa się nie zawartość torebki, a nasza cierpliwość. Dlatego dziś o trzech sporych błędach, które widziałem już tyle razy, że mógłbym zacząć pobierać za samo pytanie „po co to zrobiliście...”.

Błąd nr 1 – Parawan, który miał ułatwiać życie...

Pomysł dobry – macie wannę i chcecie się wykąpać bez zalewania podłogi, więc kupujecie parawan nawannowy – najlepiej składany, żeby był swobodniejszy dostęp do środka. Wszystko pięknie, aż do momentu, kiedy... po zamontowaniu okazuje się, że nie da się go złożyć, bo na ścianie obok wisi bateria prysznicowa z deszczownicą. Efekt? Parawan stoi w połowie drogi jak obrażony, a Wy wchodzicie do wanny bokiem, jakbyśmy chcieli się wymknąć z własnego mieszkania po cichu.

Rada: Zanim kupicie parawan, sprawdźcie jego zakres ruchu i to, czy bateria lub deszczownica nie będą mu przeszkadzać. W małej łazience każdy centymetr wejścia ma znaczenie.

Błąd nr 2 – Pralka w pułapce

Scenariusz wygląda tak: ustawiacie pralkę w rogu, a potem – z potrzeby dodatkowego miejsca – dobudowujecie obok szafkę lub zabudowę. Świetnie, tyle że po dwóch latach pralka się psuje i trzeba ją wymienić. A tu „zonk” – od boku zabudowa, od przodu ściana, a od góry blat. Pralkę można wyciągnąć tylko wtedy, gdy najpierw rozmontujemy szafkę.

Rada: Przy projektowaniu zostawcie przynajmniej kilkanaście centymetrów luzu z boku pralki lub sprawdźcie, czy pralkę będzie można wysunąć z przodu.

Błąd nr 3 – Pralka za zamkniętymi drzwiami

Często, żeby „schować” pralkę, robi się front na zawiasach, żeby było ładniej. Problem w tym, że po praniu powinna ona zostać otwarta, żeby wyschła – a razem z nią front. W małej łazience taki 60-centymetrowy panel otwarty na oścież potrafi skutecznie zablokować pół pomieszczenia. Efekt? Albo front stoi w drzwiach albo Wy stoicie na froncie.

Rada: Jeśli już zabudowujecie pralkę, pomyślcie o drzwiczkach przesuwnych lub żaluzjowych. Łazienka powinna być praktyczna nie tylko na wizualizacji 3D, ale przede wszystkim po pierwszym praniu.

Podsumowując, mała łazienka to pole minowe projektowych pułapek. Każdy z tych błędów wynika z braku wyobrażenia, jak faktycznie będziecie korzystać z przestrzeni. A przecież łatwiej jest przesunąć baterię na etapie projektu niż wciskać się bokiem do wanny przez kolejne lata.

Tekst pochodzi z najnowszej książki Marka Suchockiego „Z życia projektanta” Wydawnictwa Maroon Icon

Zdjęcia: materiały prasowe
Zdjęcie główne: shutterstock