Choć nazwisko Sarah Lavoine może mylić, to najprawdziwsza polska księżniczka. Z domu Poniatowska. Przypadek to czy geny – Sarah ma w sobie coś z króla Stasia: subtelna, z wyczuciem smaku, ceni wszystko, co piękne. A że i jej rodzice to artystyczne dusze (mama – projektantka wnętrz, tata – wydawca kultowego francuskiego „Vogue’a”), nie mogło być mowy, by ze sztuką nie miała nic wspólnego. Zaczęła urządzać domy. I tylko w jednym sprzeniewierzyła się królewskim gustom: zamiast projektować na bogato, z przepychem, woli bardziej nowoczesne klimaty.

 

Elegancka nonszalancja


„Perfekcyjnie nieperfekcyjne wnętrza” – napisał dziennikarz którejś z francuskich gazet. „Kate Moss wnętrzarstwa” – wtórował mu kolega po fachu. Bo styl Sarah, tak jak słynnej modelki, jest niewymuszony, nieco nonszalancki, niepokorny.

 

– Nie lubię tak zwanego total look – podkreśla. – Wolę, gdy pokoje nieco się od siebie różnią. Eksperymentuję z kolorami, szukam nowych zestawień. Inaczej bywa nudno. Najpierw patrzy, czego można się pozbyć, czego jest za dużo. – Robię miejsce, by dom miał czym oddychać – tłumaczy. Potem bierze się za światło, bo dobrze oświetlone wnętrze to połowa sukcesu. Wreszcie meble – nie jakiś udziwniony dizajn, liczy się wygoda.

 

Eklektycznie i szykownie

 

Sarah zaprasza swoich klientów do showroomu obok ogrodu Tuileries. Marokańskie dywany, orientalne dodatki (ceni japońskiego artystę Moriyamę), kanapy własnego projektu. Eklektycznie, lecz szykownie. Na luzie, ale bardzo ze smakiem.


– Gdy byłam mała, tata zabierał mnie na pokazy mody. Siadaliśmy w pierwszym rzędzie, a ja czułam się taka ważna. Pamiętam jedną z barwnych kolekcji Yves’a Saint-Laurenta. Myślę, że to on nauczył mnie wyczucia kolorów – wspomina Sarah. – Z kolei mama zwracała uwagę na fakturę tkanin, powtarzała, że warto mieszać style, to dzięki niej mam odwagę eksperymentować – tłumaczy i wymienia innych, którzy ją inspirują: siostra Marie Poniatowska, projektantka biżuterii, przypomina, jak ważny jest detal; mąż, piosenkarz Marc Lavoine, koi muzyką. – A Stanisław August Poniatowski? – dopytuję. – Oczywiście znam jego historię, smutną historię. Cenię go za to, że w tak trudnej sytuacji, w jakiej była Polska, znajdował jeszcze czas na sztukę. Niestety, w Polsce byłam tylko raz. Zdążyłam zobaczyć Zamek Królewski i Pałac na Wodzie. Ale już niedługo moja dobra koleżanka, polska modelka Małgosia Bela zabierze mnie do Krakowa.

 

Z wizytą u projektantki (film po francusku):



Tekst: Monika Utnik-Strugała
Zdjęcia: Alexandra PR, www.sarahlavoine.com

reklama