reklama

Krzesła marzeń

Salon

Nie udało mi się nigdy zauważyć krzesła, które przestępuje z nogi na nogę – narzekał poeta Zbigniew Herbert. My też takiego nie znaleźliśmy. Wypatrzyliśmy za to dla Państwa mebelki, które przyciągną wzrok, rozbudzą emocje, a może i chęć posiadania.

Pięćdziesiąt. Ni mniej, ni więcej. Tyle typów krzeseł znaleźliśmy w słowniku mebli. Mamy więc takie specjalnie zaprojektowane do czytania (z oparciem pod głowę), do obserwacji nieba (odchyla się do pozycji niemal leżącej), do palenia tytoniu (z szufladką na akcesoria), wciąż doskonałe klismos (wywodzące się ze starożytnej Grecji) czy pokazowe (fantazyjnie splecione pręty bukowe wymyślone przez Thoneta). I czterdzieści pięć kolejnych. Wśród nich muszelki, piórka, płucka, worki, sarenki i koniki. Tulipanowe, wachlarzowe, do karmienia niemowląt i wygrzewania się przy kominku. Frywolne jak pomysły włoskiego Creazioni i napuszone jak królewski tron. A my co?

Zazwyczaj krzesła stawiamy przy stole w jadalni, dwa – przy stoliku w kuchni i jedno przy biurku. Skromnie, tymczasem nietypowe rozwiązania mogą doskonale sprawdzić się w praktyce. Nieduży elegancki mebel stawiamy w holu, wyeksponowany jak rzeźba. Jest idealny do tego pomieszczenia, bo przeważnie na komodę czy fotel brakuje już miejsca. Albo samotny obraz na ścianie – bez towarzystwa wygląda smętnie, tymczasem możemy pod nim powiesić półkę, postawić szafkę albo właśnie krzesło i stworzyć niebanalną kompozycję.

Spróbujmy je umieścić przy łóżku jak podręczną szafkę albo jako wieszak na apaszki czy biżuterię. A gdyby tak zamiast stolika przy kanapie postawić krzesło albo dwa? Pewnie, że można, ale to pomysł dla osób ceniących nie tylko wymyślne wzornictwo, ale i porządek. Mebelek kusi bowiem, by porzucić na nim spodnie, bluzkę, krawat, gazetę... Krzesło może być czymś więcej, pod warunkiem, że będzie inne. – Hitem jest zamienianie nóg, na przykład na metalowe – podpowiada Joanna Szachowska-Tarkowska, właścicielka sklepu Glamstore w Warszawie, kolekcjonerka powojennych krzeseł z odzysku.

– Kupuję prosty, drewniany mebelek na pchlim targu, daję do renowacji i potem maluję na zdecydowany kolor, a nogi do połowy na czarno. Podpatrzyłam ten pomysł na targach w Mediolanie. Uważam, że nawet poczciwy ludwik nabierze sznytu. Można też podmienić siedzisko z drewnianego na pleksi.

Joasia jest przeciwniczką staroświeckiego, do bólu poprawnego brązu, więc podrzuca pomysły na kolory. Stary eklektyczny klasyk zaintryguje pomarańczową barwą, a jeśli mebel ma prostą formę, można ozdobić go pasami. Cztery zwyczajne krzesła zmienią się nie do poznania, jeśli pomalujemy je na jeden kolor, ale w różnych odcieniach. Proponuje pójść jeszcze dalej i na oparciu wypisać imiona członków rodziny, a jeśli krzesło jest obite materiałem – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby oparcie... wyhaftować. Absolutnie démodé są bladości.

Coraz częściej decydujemy się na wściekłe kolory tkanin lub mocne motywy (grochy, kwiaty, napisy, pasy, cętki) albo jedne i drugie razem wzięte. Popatrzmy na poczciwe krzesło z jeszcze innej perspektywy. Już nie dekoratorskiej, ale i towarzyskiej. Przecież to, na czym siedzimy, wpływa na nasze zachowanie. Ciężkie, twarde drewniane stołki raczej nie zachęcą do plotek czy radosnego biesiadowania. Za to czerwony Thonet z fikuśną poduchą w pasy od razu rozluźni atmosferę.


Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: archiwa firm

reklama
reklama