W roli głównej: miśnieńska porcelana, czeskie szkła Wilhelma Kralika, stare szachy, przyciski do papieru... uff! Niezłą mamy kolekcję. Jak się nią nacieszyć? Może za szkłem? Może nie tylko w serwantce?

Gdybyśmy tak wybrali się na przechadzkę po XIX-wiecznych polskich domach, okazałoby się, że na honorowym miejscu w salonie znaleźlibyśmy serwantkę z porcelaną. Mimo że w okazałych rezydencjach było mnóstwo pomieszczeń pomocniczych do przechowywania platerów, cukiernic, filiżanek, kielichów, to i tak wystawiano je w tym przeszklonym salonowym meblu. Dzięki temu nikt z gości nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia, widząc porcelanę z Chin. Dziś mniej chodzi już o to, by chwalić się bogactwem, raczej chcemy nacieszyć oczy zbieranymi przez lata przedmiotami albo rodzinnymi pamiątkami, gdy dookoła urawniłowka.

Jedni pokażą rzadkie kamienie, inni flakoniki do perfum, biżuterię, książki albo czeskie szkła Wilhelma Kralika, ale dekorują nimi już nie tylko salon. Często nasze wyjątkowe bibeloty wystawiamy w kuchni, łazience, holu. Słynną serwantkę – bo opisaną w rodzinnych wspomnieniach – ma na przykład Jerzy Sthur. Nie dość, że sama jest cenna, bo ponadstuletnia, odziedziczona po prababce Annie, to jeszcze na honorowym miejscu pyszni się w niej prawdziwy rarytas: serwis tejże prababki, sprezentowany przez ukochanego męża z okazji narodzin ich pierwszego dziecka.

Na różowej porcelanie namalowane są portrety małżonków, a wszystko jest wzorowane na serwisie z podobizną Franciszka Józefa.Ale nie tylko w serwantkach możemy pokazywać nasze zbiory. Mamy przecież przeróżne szklane regały – kubiki przymocowane do aluminiowej rury rozpartej między sufitem a podłogą (Porada) – w sam raz do salonu albo holu, witryny jak ze sterylnego lekarskiego gabinetu (Cattelan Italia) nadające się i do salonu, i do łazienki, w końcu szafki z przeszklonymi szufladami i podnoszonym przezroczystym blatem, pod którym znajduje się półka na drobiazgi (Tonin Casa), idealne do kuchni.

– Ostatnio zapanowała moda na błyszczące, polerowane wykończenia mebli i bardzo dobrze w tę tendencję wpisuje się szkło, przeżywając swój renesans – mówi Dominika Cornobis, architektka z warszawskiego salonu Recamiere. Pomysłów, jak je wykorzystać, by „zagrała” nie tylko nasza kolekcja miśnieńskiej porcelany, jest wiele. Czasem nawet jeden szklany mebel może sprawić, że mieszkanie nabierze subtelności. Chcąc na przykład przełamać bogaty styl wnętrza albo sprawić, żeby ciężkie kanapy i fotele nie przytłaczały, wystarczy ustawić stół z przezroczystym blatem o klasycznym geometrycznym kształcie.

Szkło dobrze wygląda w sąsiedztwie drewna i metalu, np. jako balustrada mahoniowych schodów czy wypełnienie starych dębowych drzwi, ale projektanci proponują już nawet szklane kominki, przezroczyste wanny i podłogi. Jednak przesadzać nie należy. – Całe szczęście, że przejrzystości są neutralne i pasują do wnętrz w różnym stylu – mówi Dominika Cornobis. Okazuje się, że czasem najistotniejszą zaletą szkła jest to, że go niemal nie widać, a wydobywa piękno z przedmiotów. I o to chodzi.


Tekst: Bożena Hałuszczyńska
Fotografie: archiwa/serwisy prasowe firm

reklama