Gdy Ola miała dwanaście lat, babcia namalowała dla niej obraz, a na nim biały domek z gankiem porośniętym dzikim winem. Od niedawna w takim mieszka.

Za chwilę. Ola czeka na przyjaciółkę ze studiów, z ukrainistyki – jak co roku umówiły się na ozdabianie pisanek woskiem. Nauczyły się tego we Lwowie. Mają specjalne "pisoczki" do nakładania wosku na wydmuszki i farbki do barwienia ich na zimno. Spod "pisoczka" Moniki, która jest malarką, wychodzą istne dzieła sztuki, ale Ola też nieźle sobie radzi.

Dwanaście lat temu. Poznała swojego męża Maćka. Na zajęciach karate kyokushin na warszawskim AWF-ie. On ćwiczył już od wielu lat, ona znalazła ogłoszenie i postanowiła spróbować. Po paru latach pobrali się i pomyśleli o mieszkaniu.

Siedem lat temu. Ola i Maciek wybrali się na weekend do letniskowego domku rodziców w podwarszawskim lesie. – Kupili działkę, kiedy się urodziłam. Pośród tych drzew uczyłam się chodzić – wspomina. – Czemu właśnie nie tu miałby stanąć dom z obrazu twojej babci? – zapytał Maciek. Wkrótce cieszyli się wymarzonym, ale pustym domem. – Jak ma wyglądać w środku? – pytała samą siebie. Wzięła się za wertowanie pism wnętrzarskich. Wycinała zdjęcia z fajnymi pomysłami, żeby potem do nich wrócić. Niczym tolkienowskie enty, opiekunowie drzew, nie jest "pochopna", każdą decyzję musi przemyśleć. Lubi, gdy pomysły i rzeczy przybywają powoli.

Sześć i pół roku temu. Pojawił się pomysł na kuchnię. Podczas podróży poślubnej do Algarve na południu Portugalii Olę i Maćka zauroczyły ręcznie malowane błękitno-białe kafelki. Po powrocie podobne znaleźli w hiszpańskiej firmie Vives.

Pięć lat temu. Ola wyszperała na starociach secesyjne kafle na kominek. Były połamane i pokryte ciemną farbą. Maciek zakup skrytykował, lecz Ola była pewna, że da się je uratować. Cudu dokonał genialny młody konserwator Wojciech Osiak.

Rok temu. Jadąc drogą, którą przemierza od lat, wiedziona impulsem, zatrzymała się i weszła do sklepu, gdzie stała czereśniowa kanapa w stylu Ludwika XV. Do kompletu były jeszcze dwa fotele i cudny podnóżek. Kupiła wszystko od ręki. Teraz stoją w salonie.

Cały czas. Ozdabia dom starannie dobranymi drobiazgami. Pełno tu serwetek wydzierganych z kordonka: różowe i białe w sypialni, zielone w łazience, niebieskie w kuchni. Bawi ją wyszukiwanie ich w internecie – ma już około setki, więc zrobiła eksperyment: naszyła część na żakardową zasłonkę do spiżarni. Wyszedł prześliczny wzór. – Lubię takie precyzyjne zajęcia – mówi – i od dziecka pasjonuje mnie botanika. Pracuję jako wolontariuszka w Zielniku Uniwersytetu Warszawskiego. Jest tam około trzystu tysięcy niesklasyfikowanych, zasuszonych okazów roślin, każdy trzeba nakleić na kartkę i opisać. Ostatnio odkryliśmy skrzynię z roślinami zebranymi przez XIX-wiecznego botanika Franciszka Błońskiego. Skarby!

Stare tablice botaniczne, wyszukane przez Olę w antykwariacie, od niedawna ozdabiają ścianę w salonie. Kto wie, na jakie jeszcze skarby trafi...

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz
Fotografie: Joanna Pawłowska
Za pomoc w sesji dziękujemy sklepom Fabryka Wnętrz i IKEA