Rzeźbiarz-ogrodnik musi być cierpliwy, bo to, co stworzy, widać dopiero po kilku latach. A i żywe dzieło wymaga nieustannej opieki – przycinania, obrywania, podlewania.

Jesteśmy w Holandii. Dirk Dankert zaprosił nas do swojej wiejskiej posiadłości. Wokoło poldery – ziemia zabrana morzu gdzieś w XVII wieku. No i ten klimat, o którym my na wschodzie możemy tylko pomarzyć. Wokół królują rośliny zimozielone i tak typowe dla tego regionu tulipany.

Dirk, myśląc o własnym ogrodzie, chciał, aby było w nim jak w domu. Poprosił projektanta o salon, kuchnię z zielnikiem, jadalnię, pokój do odpoczywania, reprezentacyjny hol. Dlatego pojawiły się „ściany”. A to z wysokich grabów, a to z ciemnozielonych krzewów cisa, te najniższe zaś z bukszpanu.

– Roślinami zajmuję się intensywnie dwa razy w roku. Wczesną wiosną mamy wielkie cięcie, w czerwcu kolejne, żeby skrócić młode przyrosty – opowiada Dirk. – Krzewy powinny być gęste i mieć formę zgodną z wizją naszego projektanta.

Wiosną przyda się trochę mocnych barw. Dlatego wszędzie pojawiają się jaskrawe czerwienie i pomarańcze – kwitną tulipany, narcyzy i cesarskie korony. Taki kontrastowy akcent dobrze robi zielonym rzeźbom.


Tekst i zdjęcia: Anna Słomczyńska

reklama