reklama
aranżacja salonu skandynawski styl

Skandynawski dom i pełne kwiatów atelier Anny Blincoe

Atelier artystów

Pracę w ogrodzie porównuje do malowania obrazu. Przygląda się kwiatom, starannie dobiera modele, a potem z artystyczną swobodą przenosi na płótno. Z inspiracji naturą powstał niezwykły dom angielsko-duńskiej artystki.

reklama
pracownia w stylu skandynawskim
NAD STOŁEM ANNA POWIESIŁA SWOJĄ ULUBIONĄ PRACĘ PRZEDSTAWIAJĄCĄ DUŻE, PURPUROWE SERCE BANANOWCA. A NA SĄSIEDNIEJ ŚCIANIE MALOWANE TUSZEM DELIKATNE MAGNOLIE.

Z różą przyjaźnił się Mały Książę, urodę róż opiewali średniowieczni trubadurzy, a Anna potrafi o nich opowiadać godzinami. Zresztą nie tylko o nich. Rododendrony, magnolie, słoneczniki... Kwiaty to jej wielka miłość. Kiedy ich nie maluje, pracuje w ogrodzie. Sadzi, przycina, pieli... Nie zawsze tak było. Długo uwieczniała krajobrazy, portrety i akty, ale kiedy zamieszkała w starej willi z pięknym ogrodem, porzuciła widoki i ludzi dla kwiatów.

Stuletnia willa i spełnione marzenia

Urodziła się w Kerteminde, małym miasteczku na duńskiej wyspie Fyn, ale jako mała dziewczynka przeprowadziła się do Malezji. Tam jej ojciec, Brytyjczyk, nadzorował plantacje kauczukowców i oliwek. Dzisiaj z łezką w oku wspomina beztroskie dzieciństwo.

Uwielbiała życie w tropikach, ale kiedy rodzice się rozwiedli, wyjechała z matką do pięknej Kornwalii i rozpoczęła edukację artystyczną. Po latach wróciła do rodzinnej Danii i zamieszkała z mężem i dziećmi, Chloe i Davidem, w stuletniej willi w Gentofte, na północ od Kopenhagi.

Zobacz też ATELIER ALEKSANDRY LASKI

– Zawsze marzyłam o dużym domu z pięknymi stiukami na sufitach i wielkim ogrodem. Moje pragnienie się spełniło – mówi artystka. Oczywiście najważniejszy jest ogród. Sama go zasadziła. Zna każdy krzaczek i kwiat. Stale się w nim coś zmienia, bo nie znosi nudy i ma doskonałą rękę do kwiatów. Czego tu nie ma...

 

 

Kilka odmian róż i rododendronów, dzikie truskawki rosnące bezpańsko koło klombów, pola lawendy, śliwy, jabłonie. Krzewy i jodłę przeniosłam z ogrodu matki. Przyjęły się doskonale. Wiosną posiałam chabry. Teraz błękitny dywan ciągnie się malowniczo pomiędzy żółtymi bylinami.

 

NA SUROWYCH DECHACH STANĘŁY ROBIONE NA ZAMÓWIENIE KANAPY ANGIELSKIEJ MARKI DUDGEON SOFAS i ORYGINALNY STOLIK KAWOWY – WIKLINOWY KUFER z BO-TIKKEN.

Skandynawskie wnętrza ożywione przez kwiaty

Kolory i zapachy ogrodu przenikają do domu. Dosłownie, bo wnętrza willi usiane są kwiatami. Na ścianach wiszą rysunki naszkicowane ołówkiem. Idealnie wyglądają na ścianach jasnego salonu. Są krwiste amarylisy, bladoróżowe magnolie, egzotyczne protee malowane barwnymi tuszami. – Piękno mnie wzrusza i uspokaja – mówi Anna, wskazując na jedną z mroczniejszych prac, ciemnopurpurowe serce bananowca wiszące nad jej biurkiem.

– Wokół nas jest tyle zła, ale wierzę, że patrząc na coś miłego, stajemy się lepsi. Unikam jednak przesłodzenia. Sztuka musi być silna, a nie cukierkowa. Rysunki i obrazy patrzą na nas ze wszystkich ścian domu. Najwięcej jest ich w pracowni. Kiedy artystka tworzy większe formaty, rozkłada płachty papieru na podłodze, siada i rysuje. „Czy czujesz się czasem jak kwiat?” – pytała prawie sto lat temu malarka kwiatów Georgia O’Keeffe w jednym z listów. Malując kwiaty, Anna z pewnością tak właśnie się czuje.

Całą sesję z domu artystki można zobaczyć w wydaniu papierowym Weranda 7/2018

Tekst: Joanna Kornecka
Zdjęcia: Birgitta Wolfgang/Sisters Agency