werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Pochwała prostoty

Domy i Mieszkania

Bez filongów i ćwierćwałków, za to z mnóstwem drewna, bo bez niego dom jest zimny jak salon samochodowy. Pośrodku Ula i Andrzej Mogielniccy ustawili niezwykłą rzeźbę – włoskie schody.  

Okolica piękna, sąsiedzi fajni i niedaleko do miasta

Jestem wariatką architektoniczną – śmieje się Ula Mogielnicka, wspominając, ile już mieszkań wymyśliła  i urządziła. Zanim pojawił się dom, mieszkała z mężem Andrzejem – znanym autorem tekstów – w pent - housie na warszawskim Nowym Mieście. Choć tęsknili za zielenią, to nie chcieli wyprowadzać się do Konstancina czy Wilanowa. Wtedy pan Andrzej przypomniał sobie, że gdy był dzieckiem, babcia woziła go autobusem z Muranowa na Białołękę Dworską do lasu.

 – Pojedź i zobacz, co tam teraz jest – poprosił żonę. Pomysł okazał się dobry: okolica piękna, sąsiedzi fajni i niedaleko do miasta.  – Kupiliśmy dużą działkę, dwa i pół tysiąca metrów kwadratowych, i przez chwilę myślałam, że to będzie po prostu lokata kapitału  – mówi właścicielka. – Mąż jednak stwierdził, że jak już mamy ziemię, to budujemy.

Siedemnaście miesięcy później dom był gotowy

Bryła modernistyczna, bo gospodyni lubi projekty w stylu Franka Lloyda Wrighta. Wewnątrz dużo drewna, które nadaje ciepło. Bez niego, powiada pani Ula, każdy dom jest zimny jak salon samochodowy. Wystrój  prosty. Pan Andrzej zaklinał się, że nie będzie żadnych filongów  i ćwierćwałków. Mebli też jest mało, bo lubią domy bez mebli.
Główną ozdobą domu, wręcz rzeźbą, są stojące pośrodku salonu ogromne schody. Początkowo miały być zupełnie inne, ale gdy pani Ula zobaczyła te właśnie w jakimś włoskim czasopiśmie, wiedziała, że musi je mieć.

– Biegałam po różnych zakładach i pytałam, kto mi takie zrobi, ale nikt się nie podjął – wspomina. W końcu trafiła  na firmę, która akurat miała sprowadzić dokładnie ten model  dla Leonida Kuczmy, ówczesnego premiera Ukrainy. Do Polski przyjechały więc w końcu dwa komplety schodów.

Z widokiem na ogród

W domu znajdują się trzy sypialnie, gabinet i pokój muzyczny, pełny specjalistycznego sprzętu do odsłuchu i nagrywania. Każda  z sypialni ma wyjście do ogródka, jest nawet ogród na dachu, gdzie wychodzi się z jedynej sypialni na piętrze. Powstała ona z prostego powodu – żeby wspaniałe schody miały dokąd prowadzić. Jest tutaj minimalistyczne łóżko z baldachimem oraz trochę afrykańskich dodatków. Ze względu na światło pokój ten – i przylegający do niego taras – są malarską pracownią właścicielki.

Basen, sauna i karaibska muzyka

Już w czasie budowy gospodarze zdecydowali się dołączyć  do domu basen, głównie ze względów zdrowotnych. Szybko okazało się, że zimowe nasiadówki w saunie i basenie przy karaibskiej muzyce oraz nacieranie się śniegiem mają niezaprzeczalny urok. Teren wkoło domu został specjalnie pofałdowany i obsadzony serbskimi świerkami – ulubionymi drzewami właściciela. Pani Ula  zaplanowała przy domu winniczkę, jak żartował jej mąż – „kwaśne winogrona”. Ogród ożywa szczególnie wiosną, ponieważ dzięki inicjatywie lokalnej społeczności zaczynają się sąsiedzkie spotkania ogródkowe. Wtedy również powraca do domu pan Andrzej. Zimną część roku spędza bowiem już od lat na Dominikanie.

Tekst: Staszek Giżyński

reklama
reklama
reklama