reklama

Gwiazdka po francusku

Stylowe i przytulne

Tradycyjne święta w nietradycyjnych kolorach. Będzie Mikołaj, będą kolędy, ale zamiast zieleni i czerwieni – beże, szarości, biel.

Mieszkanie można urządzić w starej stodole, młynie, na strychu. Zdarza się, że ktoś wybiera opuszczony kościół. Ale Monika pobiła wszystkich na głowę, bo wprowadziła się do... szpitala. – Znajomi powiedzieli, że nie będą nas odwiedzać, bo zdrowie jeszcze im dopisuje – śmieje się Monika. – A przecież dom w niczym nie przypomina ponurych gmachów przepełnionych pacjentami. Szpital powstał tuż po wojnie, miał zaledwie dwa piętra i jedną klatkę schodową. No i to, co najbardziej mnie urzekło: przepiękne duże okna – opowiada z entuzjazmem.

Kilka lat temu personel przeniósł się do nowoczesnego budynku, a starą kamienicę wykupił deweloper, który zrobił generalny remont i wydzielił przestronne mieszkania. – Jakież było zdziwienie teściowej, gdy weszła do środka – ledwo poznała wnętrza dawnego szpitala, choć przez całe życie pracowała w nim jako ginekolog – wspomina Monika. – Ale jeszcze większe było nasze zdziwienie, gdy okazało się, że w salonie kiedyś była sala porodowa, w której na świat przyszły całe pokolenia mieszkańców Lubania!

Monika od kilku lat prowadzi sklep internetowy Cynamonowy Kredens z meblami francuskimi. Po francusku postanowiła się też urządzić. – Wszystko dzięki synkowi. Gdy się urodził, nagle okazało się, że mam mnóstwo wolnego czasu. Powróciłam więc do dawnej pasji: przeglądałam gazety wnętrzarskie, buszowałam po internecie w poszukiwaniu oryginalnych dodatków, dobierałam tkaniny. Wreszcie stwierdziłam, że moje studia na politologii to była pomyłka i czas nareszcie zająć się tym, co naprawdę lubię. Zapisałam się na dekorację wnętrz, a potem otworzyłam sklep. Dlaczego meble francuskie? We Francji mieszkała babcia męża, którą często odwiedzaliśmy. Polubiłam ten styl za świeżość, jasne kolory, optymizm.

W mieszkaniu znalazły się więc przede wszystkim meble znad Loary – fotele i ława. Tata Moniki pomagał czyścić drewno, ona malowała i obijała. Z kolei stół w kuchni jest dziełem zaprzyjaźnionego stolarza. On zrobił też wymarzone shuttersy, w dodatku za grosze: z drzwiczek i listew kupionych w Castoramie.

Teraz Monika powoli szykuje się do świąt. Ozdoby będą pod kolor domu: białe, szare i beżowe. Wigilię spędzą co prawda u rodziców, bo trzydziestu osób ich mieszkanie nie pomieści. Ale czują się tam jak u siebie – mama, podobnie jak Monika, też urządziła się po francusku. – Na szczęście potrawy przygotowuje zawsze tradycyjnie polskie.

Tekst: Anna Smoleńska
Stylizacja: Jolanta Musiałowicz
Zdjęcia: Olo Rutkowski

reklama
reklama