werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama
jak urządzić hol z fotelami

Mieszkając z flamingami

Stylowe i przytulne

Nigdy nie marzyli o domu, bo nie lubią pracować w ogrodzie. Wolą wielkomiejskie życie z wygodami w mieszkaniu dużym jak niejedna willa. 

reklama
Gabinet Dariusza to najbardziej kolorowy pokój w domu. zdjęcia w podobnym stylu zdjęcia w podobnym stylu
Gabinet Dariusza to najbardziej kolorowy pokój w domu.
Tapetę Arte we flamingi można kupić w butiku Find-Design. zdjęcia w podobnym stylu zdjęcia w podobnym stylu
Tapetę Arte we flamingi można kupić w butiku Find-Design.

I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? – Zawsze gdy przechodziłem obok tego apartamentu na ostatnim piętrze zazdrościłem jego mieszkańcom – opowiada Dariusz. – Mieli tyle przestrzeni, bo było to jedno z dwóch największych mieszkań na osiedlu, i wspaniały widok z okien – dodaje. Wtedy jeszcze razem z żoną Haliną mieszkali w budynku obok. Od początku byli zakochani w Miasteczku Wilanów – w jego urbanistycznym ładzie, niewysokich domach, które mają co najwyżej cztery piętra i sielskich okolicach. Wystarczy wsiąść na rower i w dziesięć minut jest się już „na wsi” - w dzikim rezerwacie Wisły.

Apartament marzenie

Kiedy pojawiła się informacja, że wymarzony apartament jest na sprzedaż, Dariusz zaczął namawiać żonę, żeby go kupili. Argumentował, że wprawdzie mają duże mieszkanie (96 m2), ale salon jest stanowczo za mały dla licznej rodziny – dwóch dorosłych synów z żonami, piątki wnuków, rodzeństwa i rodziców. No i że wcześniej widzieli z okien pałac w Wilanowie i piękny kościół św. Anny, ale nowe bloki im je zasłoniły, a dla niego widok to rzecz zasadnicza. Gdy Halina w końcu dała się przekonać, okazało się, że na wymarzone mieszkanie znalazł się już kupiec. – A jednak było nam przeznaczone – śmieją się. – Trzy lata później baner o sprzedaży powrócił. Tym razem Dariusz od razu chwycił za telefon.

– Marzyło nam się mieszkanie jasne, lekkie. Spokojne, takie, gdzie po całym dniu dobrze się odpoczywa. Jesteśmy lekarzami i dużo pracujemy – mówi Halina. – Tymczasem zobaczyliśmy ciemne podłogi, ponury korytarz, zamkniętą kuchnię, słupy w salonie. Ale z drugiej strony niedawno odnawiane, z ładnymi łazienkami, więc raczej nie myśleliśmy o dużym remoncie – jedynie o położeniu sztukaterii i przemalowaniu ścian.

O pomoc poprosili Magdalenę Grosiak-Czerkas z Find-Design, która projektowała mieszkanie ich syna. – Weszłam tam i pomyślałam, że ten apartament mógłby wyglądać naprawdę spektakularnie – opowiada architektka. – Dlatego oprócz wersji minimalnej, pokazałam klientom też projekt, który całkowicie zmieniał wnętrze. Tak bardzo im się spodobał, że zamiast kosmetyki wybrali generalny remont.

Salon w szarościach

Zaczęło się wyburzanie ścian, wymiana instalacji i zrywanie starych podłóg, a oni cały czas podsyłali projektantce swoje inspiracje. Przeglądali internet, „Werandę” i inne wnętrzarskie magazyny, przypominali sobie wystrój hoteli w Wielkiej Brytanii i USA oraz domów przyjaciół zza granicy, które ich zachwyciły. Ostatecznie salon połączony z holem, otwartą kuchnią i jadalnią ma dziś prawie 60 m2. Spokojnie mieści piękny włoski stół z blatem z hartowanego szkła, rozkładany na 20 osób. Filary, które są częścią konstrukcji nośnej, projektantka wykorzystała, by zaaranżować kilka przytulnych miejsc do odpoczynku, gdzie można usiąść, poczytać książkę albo porozmawiać. Magda znalazła też dobry sposób, by ukryć klimatyzację, która zazwyczaj szpeci wnętrze. - Schowałam ją w garderobie, a w ścianie zrobiliśmy niemal niewidoczną szczelinę z wylotem powietrza – tłumaczy.

Zobacz też: Stylowy apartament jak eleganckie bistro 

Nie obyło się bez wpadek. Gdy ściany pomalowano na kolor kremowy z nutą brzoskwini, Halinę – która wpadała doglądać remontu – za każdym razem drażnił. Ostatecznie stanęło na delikatnym szarym, który pasuje do białej stolarki i mebli, a także kryształowych żyrandoli, lamp i świeczników. Kolorowe są akcenty – sofa w królewskim niebieskim – zaproponowana przez projektantkę, karmazynowe fotele, które sprowadzili z Włoch sami właściciele oraz obrazy młodych polskich malarzy, które wybrali w jednej z warszawskich galerii. A przede wszystkim odważny wystrój gabinetu.

Odważne tapety na ścianie

Zaczęło się od tapety w złote flamingi, którą Halina wypatrzyła w jednym z magazynów wnętrzarskich. Dzisiaj każdy się nią zachwyca, bo wygląda jak tkanina położona na ścianie. To przez nią musieli zamówić nową kanapę, obitą miodowomusztardowym pluszem – wcześniej wybrana biszkoptowa nie pasowała.

Z kolei tapetę do sypialni wymarzył sobie pan domu. Miała być dokładnie taka, jaką miał główny bohater fimu „50 twarzy Greya” – w delikatny wzór z kwiatami i ptakami na złoconym tle. Architektka odnalazła ją nawet w Stanach Zjednoczonych, okazało się jednak, że musieliby czekać na nią kilka miesięcy, więc ostatecznie zdecydowali się na inną.

Remont trwał aż 10 miesięcy, ale gdy weszli do gotowego już apartamentu – zachwycili się jego efektami. – Bardzo lubimy podróżować, ale ostatnio podczas wyprawy do Tajlandii zatęskniliśmy do naszego mieszkania, tak nam się tu dobrze żyje – mówią zgodnie. I tylko Dariusz wciąż jeszcze marzy o tapecie z „50 twarzy Greya”. – Kiedyś jeszcze będziemy ją mieli w sypialni – śmieje się.

Tekst: Agnieszka Wójcińska
Zdjęcia: Yassen Hristov/Hompics
Stylizacja: Ola Dermont

reklama