reklama

Wiatrak z francuskim polotem

Stylowe i przytulne

Armelle i Bruno kupili najwyżej położoną w okolicy działkę. Ponad ich posiadłością znajduje się tylko stacja meteorologiczna. Oprócz widoków zauroczyła ich kamienna wieża, a jakże, z czasów rewolucji francuskiej.

Zaplanowałam krótkie wakacje w Burgundii. Od pół wieku mieszka tam mój wujek Bernard. – Zaprosiłem na kolację Brunona i jego żonę Armelle. Mieszkają w wieży z czasów rewolucji francuskiej – oznajmił pewnego dnia. Nazajutrz już robiłam tam zdjęcia.

Armelle i Bruno z synami do Burgundii przenieśli się rok temu. Wcześniej sprzedali XVII-wieczny pałacyk w Prowansji, którego utrzymanie okazało się zbyt kłopotliwe i bardzo kosztowne. Wybrali malutkie St Georges pod Auxerre. Miejscowi nazywają je wsią w mieście. Zresztą nie bez powodu Paryżanie właśnie w St Georges mają weekendowe domy.

Kupili działkę z XVIII-wieczną wieżą, która na przestrzeni dziejów była też wiatrakiem. Wyglądała „jak nowa”, bo poprzedni właściciel też miał do niej wyjątkowy sentyment. Postanowili dobudować do wieży dom. Nie obeszło się bez kłopotów. Trzeba było wykarczować kawał lasu, a projekt musiał spełniać obowiązujące w okolicy bardzo surowe wymogi architektoniczne – konkretne nachylenie dachu, określona wielkość okien, obowiązkowe okiennice; narzucono nawet kolory stolarki. Właścicielom udało się wywalczyć duże przeszklone drzwi na taras. Widać główny architekt też dostrzegł piękno leżących w dole pagórków.

Armelle pochodzi z rodziny artystów (jej mama była malarką, przepięknie też haftowała), więc jej wrażliwość na sztukę była pielęgnowana od dziecka. W wolnych chwilach maluje pejzaże, a ponieważ praca nie zabiera jej zbyt wiele czasu (jej sklep z butami w Auxerre prosperuje zupełnie dobrze, nawet gdy nie wpada do niego codziennie), zajęła się urządzaniem nowego domu.

Bruno, podobnie jak mój wujek, jest prawnikiem, więc mógł jedynie akceptować pomysły żony. Zajął się też zakrojonymi na szeroką skalę poszukiwaniami brakującej części balustrady schodów z wieży. Skradziono ją prawdopodobnie kilkadziesiąt lat temu. Ogłoszenia zamieszczane w specjalistycznych magazynach przez prawie rok dały efekt. Ktoś w Bretanii miał dokładnie taką samą stojącą bezużytecznie w garażu!

W tym czasie Armelle miała coraz to nowe pomysły. – Niełatwo połączyć nowoczesny charakter wnętrza, odważną kolorystykę ścian ze stylem rustykalnym, antykami. Trzeba uważać, aby nie przesadzić – tłumaczy Armelle. W salonie w centralnym punkcie stoi tradycyjny burgundzki, wiejski kominek, podłoga jednak odbiega od stylu. Zamiast ceglastej terakoty zdecydowała się na polerowany gres w odcieniu écru. Podobnie jest w holu łączącym dom z wieżą: wiekowy kamień i ściany pomalowane na czerwono, a nad drzwiami lustro – oryginalny Ludwik XVI.

Oczywiście każdy z domowników chciał mieszkać w wieży. O tym, że swoje pokoje mają tam chłopcy, zadecydowała ich pasja. – Synowie kochają muzykę, bardzo głośną – śmieje się Armelle. – Starszy, Nicolas, gra nawet na gitarze elektrycznej, więc „odizolowanie” ich wydało nam się doskonałym pomysłem.

A i tak idealną ciszę od czasu do czasu przerywają hardcorowe dźwięki, które niosą się po okolicy.


Tekst, stylizacja i fotografie: Monika Lewandowska

reklama
reklama