werandacountry.pl werandaweekend.pl

Wnętrza urządzone z tradycją

Stylowe i przytulne

Na pomysł rodzinnych zjazdów wpadł wiele lat temu stryj Marty. Założył specjalny związek, który demokratycznie wybiera zarząd i prezesa. Chciał, żeby rozrzuceni po świecie krewni mieli ze sobą kontakt i pielęgnowali rodzinne tradycje. Marta pochodzi ze starego rodu Dembińskich, z powstańczą przeszłością.

Początki jej rodziny sięgają 1578 roku, a w prostej linii po prababce, z domu Murat, spokrewniona jest z samym Napoleonem: najmłodsza siostra Bonapartego, Karolina, wyszła za mąż za jego generała Joachima Murata, który wsławił się w bitwie pod Marengo w 1800 roku. – Mama była historykiem i pilnowała, byśmy znali panieńskie nazwiska babek do czwartego pokolenia wstecz – wspomina Marta. – Stąd tak zapadła mi w pamięci historia Murata.

Zjazdy Dembińskich odbywają się co pięć lat w różnych miejscach Polski. Najpierw jest uroczysty obiad, potem zwiedzanie okolicy. – Przedstawiamy nowych członków rodziny, obradujemy nad zarządem, składamy się, gdy któryś z krewnych potrzebuje pomocy – opowiada Marta. Ostatnio to ona gościła rodzinę. Do stołu zasiadła prawie setka dziadków, stryjów, kuzynów. Całe szczęście, że zupełnie przypadkiem zamieszkała w dwustumetrowym domu.

Marta jest projektantką wnętrz. Gdy pewnego razu nadzorowała budowę domów w Dąbrówce pod Warszawą, pomyślała, że właściwie mogłaby w jednym z nich zamieszkać. Wcześniej nie wyobrażała sobie życia za miastem. Ale osiedle położone w miejscu, gdzie sto lat temu przemysłowiec Karol Szlenkier (właściciel warszawskiej fabryki firanek, tiulu i koronek) założył sad, miało jakiś nieodparty urok. Do dziś rosną tu stare grusze. Tak długo wierciła dziurę w brzuchu mężowi i dzieciom, że zgodzili się na przeprowadzkę. Nie tylko Marta, ale i jej mąż Michał wychowali się w domach z tradycją, dlatego własne cztery kąty urządzili głównie rodzinnymi pamiątkami.

W salonie stanął fotel z rafii odziedziczony po mamie gospodyni. Kanapkę i eklektyczny stolik kupił z kolei jej ojciec, jeszcze przed wojną. Turecka buchara to pamiątka po stryju. Jest też stół i krzesła z lat 60. od rodziców Michała, które pochodzą z kultowej spółdzielni ŁAD (powstała w 1926 r., pracowali dla niej najlepsi polscy rzemieślnicy, robili meble, tkaniny, makatki, ceramikę). Ale największą chlubą gospodarzy jest jeden z pierwszych wyprodukowanych na świecie projektorów filmowych Knox słynnej marki Krupp-Enermann.

Dziadek Michała, Władysław Paschalski, miał przed wojną Fabrykę Mechaniki Precyzyjnej i zgromadził wiele ciekawych nagrań. Zakopane w ogródku, cudem przetrwały wojnę i trafiły do Wytwórni Filmów Dokumentalnych na Chełmskiej. Dziadek był zresztą bardzo przedsiębiorczy, produkował też gilzy do papierosów, które zostały nawet uwiecznione na jednym z secesyjnych plakatów.

Historii rodzinnych pamiątek można słuchać godzinami: o fotelach kupionych od Cygana, o starych karafkach sprezentowanych kiedyś przez babcię na czarne jak atrament nalewki z czeremchy, czy o wygrzebanym w antykwariacie obrazie „Lądowanie na Malcie”. – Oj, ten to już sama kupiłam, żeby uwiarygodnił moje pokrewieństwo z Napoleonem – żartuje gospodyni.


Tekst: Monika A. Utnik, Tomasz Łuczak
Fotografie: Joanna Siedlar

reklama