Spacerując po domu Doroty, nietrudno zgadnąć, jakie miejsca na świecie odwiedziła. Wszędzie widać ślady jej wędrówek.

Dorota jeszcze nie zmieniła domu z zewnątrz. Nie zajęła się też ogrodem, bo jak twierdzi, nie ma ręki do roślin. Najbardziej cieszą się z tego psy – Eden i Gizmo, bo póki co, to one rządzą na działce. Gruntownie zmieniła za to dom w środku. A że jest architektem, pomysłów jej nie brakowało.

Trzy lata temu zdecydowała się zamieszkać w domu po rodzicach, bo tylko tu mogła pomieścić wszystkie „skarby”. – Oni też dużo podróżowali. Z każdej wyprawy przywozili jakieś pamiątki. Tworzyły niepowtarzalny klimat, który mnie fascynował – opowiada. Taras jest wspomnieniem greckich wakacji. Ścienna fontanna, kolumna i tafla piaskowca oddzielająca od sąsiadów przypominają słoneczne wyspy.

Schody z pracowni na piętro (tam znajdują się kuchnia, jadalnia i salon), wyłożone są malowanymi meksykańskimi kaflami. W salonie stoi hinduski stół „kartowy” i stara, nadpalona w czasie pożaru biblioteka. – Lubię meble kolonialne. Może nie do końca są dopracowane, ale mają duszę – tłumaczy Dorota.

Także łóżko do sypialni przyjechało z Indii. Ale w tym pokoju najważniejszy jest kominek. – Dawno temu w sklepie zobaczyłam bardzo starą, piękną drewnianą obudowę kominka. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, jak ją wykorzystam i czy w ogóle mi się przyda – wspomina Dorota. – To był świetny zakup.

W pracowni na parterze, gdzie spędza najwięcej czasu, by znaleźć miejsce dla pamiątek, postawiła półokrągłą ścianę z gipskartonu z trzema dużymi wnękami. Trzyma tu drewnianą żyrafę z Kenii, laskę szamana do wywoływania deszczu, indiański łuk przywieziony z Kolorado. Ścianę wyłożyła ciętym w drobne paski piaskowcem ułożonym jak puzzle. – Z tym międzynarodowym towarzystwem lepiej mi się pracuje – żartuje.

Dorota właśnie wróciła ze swojej najdłuższej podróży – przez ponad miesiąc zwiedzała Amerykę Południową. Była w Argentynie, Chile, Brazylii. Tym razem przywiozła nie przedmioty, ale postanowienie, że uporządkuje ogród. Już umówiła się z fachowcem, a w garażu czeka stara łódź rybacka, którą kupiła na Mazurach. Podwieszona na żeglarskich linach posłuży za huśtawkę. Psom trzeba będzie wydzielić miejsce na wygodny wybieg. – I ogród w końcu będzie mój – cieszy się Dorota.


Tekst i stylizacja: Ewa Orłoś
Fotografie: Joanna Siedlar

reklama