reklama

Fangor w przekroju

Zaproszenia

Co: Wojciech Fangor. Wspomnienie teraźniejszości. Wystawa czynna do 13 września 2015 r.
Gdzie: Wrocław, Muzeum Narodowe.


To nie jest wystawa retrospektywna w pełnym tego słowa znaczeniu – zapewnia kurator Stefan Szydłowski. – We Wrocławiu zobaczymy sto dwadzieścia prac Wojciecha Fangora. Tyle zdarzało mu się malować jednego roku – śmieje się. Fangor tworzy od siedemdziesięciu lat i retrospektywy jeszcze się nie doczekał. W Muzeum Narodowym najstarszy obraz pochodzi z roku 1948, najnowszy z 2012. – Wystawa ma pokazywać pewien charakter prac Fangora, umożliwiać odkrywanie go na różne sposoby – mówi kurator. – Ekspozycję zbudowałem tak, by po jej obejrzeniu chciało się do niej wracać jeszcze wiele razy, idąc różnymi ścieżkami. Ja mam taką ochotę!

Wystawa zaczyna się od „M27” – jednej z prac, które Fangor pokazał w 1970 roku w Muzeum Guggenheima. To oczywiste otwarcie, bo wielu osobom malarstwo Fangora kojarzy się właśnie z okresem, gdy malował iluzje optyczne. Rozmyte geometryczne kształty pulsują, a oko z trudem próbuje złapać ostrość. Op-art to klamra spinająca wystawę – powraca w ostatniej z sześciu sal ekspozycji. Tam oglądamy już prace wielkoformatowe. Zestawienie barw daje złudzenie, że malarz użył farb fluorescencyjnych, a nie zwykłych olejnych. To, co znajdziemy między op-artami, jest przeglądem twórczych idei malarza. Szczególnym, bo zbudowanym z prac z kolekcji prywatnych i zbiorów własnych Fangora. Jest więc „Jesień” – obraz z debiutu artysty w Klubie Młodych Artystów i Naukowców. Nie zabrakło prac socrealistycznych, budzących szczególnie duże emocje. – On był socrealistą odrębnym, przede wszystkim dlatego, że potrafił malować realistycznie – tłumaczy Stefan Szydłowski. – To malowanie zakorzenione we francuskiej tradycji XVIII wieku. Obejrzymy portrety Einsteina, Lenina czy „Dialektykę i metafizykę”. Jest też obraz przełomowy, jednocześnie realistyczny i abstrakcyjny. – Widzimy abstrakcję, ale gdy z tytułu dowiadujemy się, że przedstawia soczewki, od razu je spostrzegamy – opowiada kurator.

Fangor wiele lat mieszkał w Anglii, potem w Ameryce. Kilkakrotnie powracał do tematu konsumpcjonizmu czy kultury korporacyjnej. Widać to choćby w serii „Wodzowie Indian”, w której na postacie znanych przywódców rdzennych Amerykanów nakładają się logo wielkich korporacji. Cykl „Obrazy telewizyjne” dokumentuje obecność telewizji w naszym życiu. – To znakomita obserwacja dzisiejszych czasów, gdy w portrecie „Akt i TV” kobieta wyciera się po kąpieli przed telewizorem (na ekranie Whitney Houston), a nie przed lustrem – zauważa kurator wystawy. Ta seria – tak jak „Obrazy międzytwarzowe” – nie została chyba jeszcze w pełni doceniona przez kolekcjonerów, ale z pewnością obie zostaną z czasem odkryte – dodaje.

Fangor to bez wątpienia jeden z najznakomitszych żyjących polskich artystów. Jego plakat do „Murów Malapagi” uznaje się za początek polskiej szkoły plakatu. Jak dotąd jest jedynym Polakiem, który miał indywidualną wystawę w Muzeum Guggenheima. Zajmuje się rzeźbą – jedna z nich, z aluminium pomalowanego farbami samochodowymi jest na wystawie. – Nie ma co opowiadać, trzeba po prostu przyjść i zobaczyć Fangora – zachęca Stefan Szydłowski. I oczywiście wrócić, by przejść się po wystawie raz jeszcze – inną ścieżką.

Tekst: Weronika Kowalkowska, Staszek Gieżyński
Zdjęcia: Katalogi Galerii I Muzeów

reklama