reklama

W rytmie koloru

Zaproszenia

Co: The EYE Exhibition: Sonia Delaunay. Wystawa czynna do 9 sierpnia 2015 r.
Gdzie: Tate Modern, Bankside, Londyn 


Konsekwencja – oto słowo, które przychodzi na myśl, gdy wychodzimy z wystawy Sonii Delaunay. Jednym z ostatnich eksponatów jest obraz „Syncopated rhythm” z 1967 roku, znany też jako „Czarny wąż”. Wśród mozaiki kolorowych kafli i koncentrycznych dysków wije się czarny kształt. Te kręgi i kolorystyczne zestawienia towarzyszyły artystce od kilkudziesięciu lat: od chwili, gdy poznała Roberta Delaunay, wyszła za niego za mąż i razem rozwijali swoją teorię barw, zwaną symultanizmem. Wystarczy zerknąć na „Elektryczne pryzmaty” z 1914 roku, żeby zobaczyć tę ciągłość. Ekspozycja w Tate jednak nie jest szczegółowym i monotonnym studium artystycznej obsesji. To raczej opowieść o przedsiębiorczej i kreatywnej kobiecie, która przełamywała granice między awangardowym malarstwem, dizajnem, reklamą i modą. I ten wątek życia malarki wydaje się najciekawszy. Bo gdy miniemy pierwsze, nieśmiało eksperymentalne obrazy, a potem charakterystyczne koncentryczne kręgi, natrafimy na przypominający nieco te płótna pled.

Sonia zrobiła go dla swojego małego synka. Podobnymi materiałami zapełniła cały dom. Projektowała ubrania dla siebie i Roberta, brylowali w nich na paryskich balach. Po wybuchu rewolucji październikowej, gdy pieniądze z rodzinnej Rosji przestały płynąć, otworzyła sieć sklepów ze swoimi wyrobami w Hiszpanii. Oglądamy więc zdjęcia modelek w jej ubraniach, jest nawet krótki kolorowy filmik. Są wzory materiałów i ich wielkie bele kręcące się pionowo na rolkach – urządzenie wymyślone przez Roberta na jedną z wystaw, lecz z ducha będące ruchomym, abstrakcyjnym obrazem. Znajdziemy płaszcz zaprojektowany dla Glorii Swanson i ilustracje awangardowej poezji. Widzimy reklamy zegarków Zenith i ogromne płótna przedstawiające śmigło czy silnik samolotowy namalowane dla ozdoby przemysłowego pawilonu na paryskiej wystawie. „Czarny wąż” na końcu ekspozycji to tylko zwieńczenie – przypomnienie punktu wyjścia, z którego Delaunay startowała. Wszystko, co najważniejsze i najciekawsze, jest pomiędzy. 

Tekst: Weronika Kowalkowska, Staszek Gieżyński
Zdjęcia: Katalogi galerii i muzeów

reklama