Każda kobieta może wyglądać jak Audrey Hepburn. Wystarczy, że upnie włosy, kupi duże okulary przeciwsłoneczne i krótką sukienkę bez rękawów – to słowa samej Audrey. Jej rola w „Śniadaniu u Tiffany’ego” z 1961 roku wskazała nowy kanon kobiecego stylu. Jak słusznie zauważała aktorka, dostępny dla każdej kobiety. Mała czarna i wielkie okulary pozwalały poczuć się jak filmowa gwiazda. Przyciemniane szkła były kluczowym elementem stylizacji. Oczywiście chroniły oczy przed słońcem, ale przede wszystkim dawały anonimowość i roztaczały aurę tajemniczości. Na tym zawsze zależało celebrytom.
 

Podobno wszystko zaczęło się od innej pani nazwiskiem Hepburn – Katharine. A konkretnie od zdjęcia, które przypadkowy fotograf zrobił jej pewnego słonecznego dnia 1937 roku. Przedstawiało schowaną za ciemnymi szkłami gwiazdę podczas spaceru po Hollywood Boulevard. Obiegło gazety i wywołało sensację. Filmowe gwiazdy i gwiazdki natychmiast założyły ciemne szkła na nosy i ruszyły w miasto. Było to tak nagminne, że tłumy gapiów rzucały się niemal na każdą osobę w okularach przeciwsłonecznych, która pokazała się w modnym miejscu.
 

Ciemne szkła oczywiście nie były już wtedy nowinką. Niejaki Sam Foster zaczął je masowo produkować w 1929 roku. Zrobione z celuloidu okulary sprzedawał na plażach Atlantic City. Sto pięćdziesiąt lat wcześniej zabarwione na ciemno okulary stosowano przy chorobach oczu, pojawiały się nawet spekulacje, że mogą być pomocne w przykrych przypadkach schorzeń wenerycznych. W wieku XX okazało się, że ochrona przed słońcem potrzebna jest automobilistom i pilotom. Produkowano więc wszelkiego rodzaju przyciemniane gogle, aż wreszcie w 1936 roku firma Bausch & Lomb stworzyła lekkie i eleganckie okulary, które dokładnie zakrywały oczy. Model ten nazywano później aviatorami – od lotniczego zastosowania. Trafił w końcu na rynek pod nową marką nazwaną Ray-Ban.
 

reklama


 

Staroświeckie gogle spotykano również na plażach (robił je np. Polaroid), a sama nazwa przez jakiś czas była synonimem przeciwsłonecznych okularów. Pod koniec lat 30. na łamach „New York Timesa” jeden z redaktorów wyrażał pewne niezrozumienie dla coraz bardziej rozprzestrzeniającej się mody na przydymione szkła. „Jedna z ich nazw to gogle – pisał. – Jest równie atrakcyjna, co sam przedmiot”. Utyskiwania jednak na nic się zdały, bo okulary stawały się coraz bardziej popularne. Oficjalnie do kanonu mody weszły, gdy zaczęto je pokazywać w sesjach mody w gazetach. Dziś nie wiadomo, komu należy się w tej kwestii palma pierwszeństwa. W latach 1938-1939 modelki w goglach i okularach przeciwsłonecznych pojawiły się na łamach „Vogue’a” i „Harper’s Bazaar”. Kilka lat później jeden z szefów Polaroida przytomnie zauważał, że właściwie nie ma już reklam, na których przynajmniej jedna osoba nie miałaby okularów przeciwsłonecznych.
 

Masowa produkcja i przystępna cena szkieł sprawiły, że ludzie kupowali po kilka par. W fachowym „Business Weekly” zauważano, że modna dziewczyna ma przynajmniej dwie pary – jedną do uprawiania sportu, drugą do noszenia na co dzień. A czasem nawet trzecią – na wieczór. Tu znów z narzekaniem włączał się „New York Times”, pisząc, że zupełnie niezrozumiałe jest noszenie ciemnych szkieł w nocnych klubach. Chyba że chodzi o kamuflaż – puentował autor artykułu. Maskujące właściwości okularów najpełniej bodaj wykorzystała niedługo później Jackie Onasis. Znajomi wspominali, że w jej domu, przy wejściu, stała miska pełna okularów. Kiedy Jackie wychodziła, zawsze brała parę. Na ze- wnątrz czekał już słynny Ron Galella, ojciec chrzestny wszystkich współczesnych paparazzich.
 

Gwiazdy filmowe i celebryci od lat skutecznie nakręcają sprzedaż okularów. Chcesz wyglądać jak Audrey w „Śniadaniu u Tiffany’ego”? Kup model Manhattan Olivera Goldsmitha. Wolisz styl Jackie O.? Proszę bardzo: Nina Ricci 3203 albo modele zaprojektowane specjalnie dla niej przez François Pintona. Miłośnicy Steve’a McQueena założą persole. Fani Eltona Johna szkła firmy Cutler and Gross. Elton znany jest zresztą jako wielki miłośnik okularów i sam twierdzi, że jego kolekcja liczy… dwieście pięćdziesiąt tysięcy par. By zabłysnąć, nie trzeba jednak sięgać na półkę z produktami designerskimi. W 1952 roku projektant Ray Stegeman wymyślił dla marki Ray-Ban model Wayfarer. Dziś to bodaj najpopularniejszy na świecie okularowy kształt. I nosili go wszyscy – od Marilyn Monroe po Dona Johnsona w serialu „Miami Vice” czy bohaterów filmu „Blues Brothers”. Kultowe szkła zrastają się niemal z filmowymi bohaterami, często stając się także nieodrodnym atrybutem w życiu poza ekranem. Jak to ujął Jack Nicholson: „W okularach jestem Jackiem Nicholsonem. Bez nich – tłustym gościem po sześćdziesiątce”.


Tekst: Staszek Gieżyński
Zdjęcia: Getty Images, East News, Holon Muzeum,1STDIBS.com, Shutterstock