werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Pojemniki na chleb

Kolekcje

Chleb niegdyś traktowano z honorami. Przykrywano haftowaną serwetą, żegnano krzyżem, całowano z czcią. Był czymś więcej niż jedzeniem.

Jeden tylko chleb nie wychodzi z mody i podobno jak nastał na świecie, zawsze jest jednakowy – pisał Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów”, zastrzegając jednak, że „jeżeli dawniejszymi laty bywał inakszy od teraźniejszego, to odwołuję moje mniemanie”. Odwołać swe mniemania bystry pamiętnikarz rzeczywiście powinien, bo przez tysiąclecia chleb się zmieniał.

Od placka po bochen

Najpierw z wodnistej papki zacieranej z tłuczonego ziarna jęczmienia, pszenicy czy prosa robiono placek – podpłomyk. Wygniatano i zapiekano go przy ognisku. Egipcjanie wynaleźli sposób na zakwaszanie ciasta. Dzięki temu pieczywo było pulchne i nie wysychało na kamień. Skutki żywienia się twardymi podpłomykami widać po egipskich mumiach – mają starte zęby trzonowe.

Około 500 roku p.n.e. Grek Chryzyp z Tiany napisał „Sztukę pieczenia chleba”, w której umieścił aż pięćdziesiąt przepisów. Różnorodność dostępnego w dawnych wiekach pieczywa potwierdzają też średniowieczne księgi. Pojawia się w nich podział na chleb zwyczajny i czarny (oba żytnie) oraz biały pszenny i bułki. Do tego dochodziły wszelkiego rodzaju ciastka, pierniki, obwarzanki i precle.

W Polsce już w XII wieku pojawiły się pierwsze młyny, zaś w 1260 roku powstał najstarszy w kraju cech piekarzy. Założono go w Krakowie. Chleb nie wychodzi z mody od setek lat. Zdarzały się, co prawda, chwile, gdy popadał w niełaskę, ale rzadko. Nawet w średniowieczu, kiedy dość regularnie dochodziło do zatruć chlebem skażonym sporyszem, jadano go regularnie.

W XVII-wiecznej Francji protest ludu wywołała próba wprowadzenia na rynek chleba na drożdżach. Paryżanie przyzwyczajeni do wypieków na zakwasie uważali takie pieczywo za truciznę. Był on niezdrowy, bo „ma wiele dziur w sobie i gąbczasty, w którym się powietrza wiele zachowa, przeto wiele też w ciele wietrzności czyni”.


W pysk aniołowi

Chleb od wieków towarzyszył ludziom, stał się także częścią sfery religijnej i mistycznej. Już w starożytnym Egipcie na ziarna zbóż mówiono „achnot”, czyli „to, co daje życie”. W Piśmie Świętym łamanie się chlebem to symbol komunii między ludźmi i Bogiem. Najważniejsza modlitwa chrześcijańska, czyli „Ojcze nasz”, jest prośbą o „chleb nasz powszedni”. Nic dziwnego, że religijny lud pieczenie chleba obwarował licznymi zakazami i nakazami. Największą świętością była dzieża, w której ciasto wyrastało. Nie można było jej myć, by podtrzymać proces fermentacji. Niechętnie pożyczano ją innym gospodyniom.

Wystarczyło, by naczynie powąchał pies czy kot, by straciło swą magiczną moc. Odczyniano wtedy uroki na setki sprawdzonych sposobów. Od wycierania go wiankami z Bożego Ciała aż po obijanie miotłą. Sam piec chlebowy uważano za święty. Wierzono, że mieszkają w nim anioł i diabeł, a jeśli przed włożeniem do pieca nie przeżegna się bochenka, diabeł „daje aniołowi w pysk”. W piecu nie palono w Zaduszki, bo uważano, że w kominie mieszkają dusze czyśćcowe.

Takie przesądy i wierzenia wpływały także na sposób traktowania gotowego wypieku. Chleb zawsze żegnano krzyżem przed jego ukrojeniem, kromkę, która upadła na ziemię, całowano, zaś w nocy nie napoczynano nowego bochenka – jest to bowiem czas spoczynku i wstrzymania się od wszelkiej pracy. Wszystko to miało również wpływ na sposób przechowywania chleba.

Mebel na chleb

W większości domostw chleb pieczony był raz w tygodniu: zaczynano w piątek, a kończono w sobotę. Pieczono nawet dziesięć czy dwanaście bochnów, by starczyło na cały tydzień. Karolina Nakwaska z Potockich, autorka poradnika „Dwór wiejski”, sugerowała w połowie XIX wieku, żeby piec dwa razy w tygodniu, bo „chleba starszego trudno ugryźć, a zbyt świeży niezdrowy i dużo go odchodzi, bo ośrodek się zwykle zostaje. Były to jednak odosobnione przypadki zamożnych domów, zaś w najbogatszych‚ co dzień małe jak bułki dla każdego wypiekają bocheneczki chleba żytniego”.

Gotowy produkt przechowywano w specjalnym meblu. Według „Słownika języka polskiego” Samuela Bogumiła Lindego konstrukcję ową nazywano „chlebnicą”. Była to drewniana szafa zaopatrzona w metalowy, dziurkowany spód oraz wierzch, co zapewniało przepływ powietrza. Drzwi miały zamek, by do cennej zawartości nie dostały się łakomczuchy oraz powszechnie występujące w domach gryzonie. Innym sposobem trzymania chleba, popularnym głównie w Niemczech, było układanie go na specjalnych pałąkach wystających ze ściany pod powałą. Z szafy chleb trafiał prosto na stół, więc i ten traktowano wyjątkowo.

– Stół jest dla chleba – mawiano, w związku z czym nie wolno było na nim siadać. Zygmunt Gloger w „Encyklopedii staropolskiej” pisał: „W każdym ziemiańskim domu, w pokoju gdzie gospodarz gości przyjmował, na stole leżał bochen chleba, przykryty ręcznie haftowaną ściereczką lub obrusem”.


Metalowe, drewniane, porcelanowe

Jak mówi Piotr Mankiewicz, właściciel Muzeum Chleba w Radzionkowie, pojemniki na chleb, jakie znamy dziś, to wymysł z końca XIX i początku XX wieku. Po prostu z czasem chleb pieczono coraz rzadziej, wystarczyło pójść do piekarni. To wtedy powstał pojemnik, w którym przechowywano pojedynczy bochenek. Najczęściej okrągły, bo taki kształt miały chleby.

– Pojemniki robiono z drewna, metalu lub porcelany – opowiada pan Piotr. – Na ogół nie są datowane, trudno więc ustalić dokładny czas produkcji. Metalowe skrzynki albo puszki na chleb były zdobione kolorową emalią, bardzo często miały napis „chleb” lub z niemiecka „brot”. Popularne były też sentencje: „Unser taglich Brot gieb uns heute” („Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”). Z kolei chlebaki z porcelany były najczęściej malowane. Podobały się motywy związane z piekarstwem.

Nawiązywano więc do wzorów holenderskich, malowano wiatraki, młyny, polne krajobrazy lub postaci młynarek czy piekarczyków. Ciekawe były naczynia podobne do maselniczki z przykrywką, lecz nieco większe. Służyły, jak mówi Piotr Mankiewicz, do wydzielania porcji chleba.

Gdy rodzice wychodzili z domu, zostawiali dzieciom ukrojone pajdy. Stąd częsty napis na takich pojemnikach: „kromki chleba”. Dzisiejsze pojemniki na chleb odwołują się do dawnych wzorów, a często są to wręcz dokładne kopie. Producenci nazywają je chlebakami, co jest określeniem trochę mylącym. Chlebak bowiem to materiałowa torba do noszenia żywności, używana w wojsku. Jednak określenie „pojemnik na chleb” wydaje się za długie, stąd i skrót myślowy.

Na targach staroci wciąż znajdziemy mnóstwo przedwojennych egzemplarzy. Za niewielką kwotę możemy kupić przedmiot z historią, pamiętający jeszcze prawdziwy pachnący chleb domowy.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Wykorzystano: Magdalena Adamczewska et. al., "Księga Chleba", Poznań 2009; Irena Domańska-Kubiak, "Chleb w tradycji ludowej", Warszawa 1981.
Fotografie: Muzeum Chleba w Ustce/ fot. Hubert Bierndgarski/www.muzeumchleba.pl, Muzeum Chleba w Radzionkowie/fot. Timemachine/www.muzeum-chleba.pl, Museum der Brotkultur, Ulm/www.museum-brotkultur.de, East News, www.redcandy.co.uk, www.hisforhome.com, www.countrycorner.com, www.shutterstock.com

reklama
reklama
reklama