Zaczęło się sentymentalnie: od figurek dzieci i zwierząt.

 

Dziś na filiżankach Goebla są obrazy Renoira i Klimta.

Rzecz działa się w 1934 roku. Franz Goebel, producent porcelanowych figurek z Bawarii, wędrował ulicami Monachium, gdy jego uwagę przykuła wystawa sklepu z dewocjonaliami. Ominął wzrokiem komunijne świece, krzyżyki i różańce. Obok leżały karty pocztowe zdobione kolorowymi rysunkami. Temat był jeden: dzieci. Chłopcy i dziewczęta czytali książki, prowadzili się za ręce, zbierali kwiaty, bawili się ze zwierzętami. Franz wszedł do sklepu i spytał o autora obrazków. Siostra Maria Innocentia Hummel – brzmiała odpowiedź. Goebel szybko skontaktował się ze zgromadzeniem Marii, franciszkankami z Siessen.

 

Jego pomysł był prosty: zrobić figurki na podstawie obrazków. Zakon się zgodził, choć sama Maria Innocentia nie była zachwycona. Zdecydowały pieniądze, bo współpraca gwarantowała stały dochód, a finanse zgromadzenia pozostawiały wiele do życzenia. W 1935 roku na targach w Lipsku Goebel pokazał pierwsze figurki. Świat oszalał na punkcie „hummeli”, bo słodkie i niewinne dzieciaki przywoływały najlepsze wspomnienia z dzieciństwa.


Firma Franza już wcześniej całkiem nieźle radziła sobie na rynku porcelany. Założyli ją razem pradziadek i dziadek Franza w 1871 roku. Początkowo „F. & W. Goebel” produkowała kredę do pisania oraz kulki do zabawy dla dzieci. Kiedy zdobyli pozwolenie na budowę pieca do wypału ceramiki, rozwinęli skrzydła. Na pierwszy ogień poszła stołowa porcelana, za nią inspirowane miśnieńskim stylem rokokowym figurki dzieci, zwierząt i tancerek.

 

Rodzina Goeblów marzyła jednak o zdobyciu rynków międzynarodowych. Owe marzenia wcielił w życie Max Louis Goebel, który stanął na czele firmy w 1911 roku. Był to człowiek światowy, kształcił się w Nowym Jorku i znał amerykańskie gusta. Swojego młodego syna Franza również wysłał do Ameryki. Dzięki tym wyprawom powstała kolekcja figurek zaprojektowanych specjalnie dla amerykańskich dam. Co ważne, płaciły za nie w dolarach, a nie w praktycznie bezwartościowych reichsmarkach. Potem przyszedł czas na artdécowskie ozdoby, które kupowano na pniu.

 

Jednak Franz Goebel cały czas szukał nowych wzorów. Chciał robić przedmioty, które byłyby czymś więcej niż tylko ładną dekoracją. Miały pokazywać emocje! Żyłą złota okazała się właśnie współpraca z siostrą Marią Innocentią. Pierwsza figurka z serii, nazwana „Szczenięca miłość”, przedstawiała chłopca w kapeluszu grającego na skrzypcach siedzącemu u jego stóp szczeniakowi.


Gdy jest wojna, raczej nie biega się po sklepach w poszukiwaniu porcelanowych cacek, ale paradoksalnie właśnie wtedy fabryka rozkwitła. Przestawiona na „wysiłek wojenny” przez sześć lat produkowała porcelanowe bezpieczniki i… miniaturowe modele czołgów. Przydały się generałom do planowania taktyki na sztabowych mapach.


W 1945 roku Goebel znowu zaczął robić ozdobną porcelanę. Amerykańscy żołnierze wracali do domu i każdy chciał przywieźć rodzinie prezent. Figurki idealnie się do tego nadawały. Miliony ludzi zakochały się w pięknie malowanych postaciach. Nie umknęło to uwadze samego Walta Disneya. Gdy rysownikowi zamarzyła się seria figurek przedstawiających bohaterów kreskówek, wybór był oczywisty: Goebel. Pięć lat później do amerykańskich domów trafił jelonek Bambi, Myszka Miki, Kaczor Donald i reszta filmowego towarzystwa.


Od czasów współpracy z siostrą Marią Innocentią firma promowała artystów. Stąd pomysł, by otworzyć Galerię Goebel, która zachęca współczesnych twórców do projektowania porcelany. Doskonale jej się to udaje. Dziś sprzedaje zarówno klasyczne, jak i nowoczesne wzory. Wesołe pastelowe figury Rosiny Wachtmeister cieszą oko kolekcjonerów w równym stopniu, jak pop-artowskie prace Brazylijczyka Romero Britto. Miłośnicy sztuki zwrócą uwagę na kolekcję Artis Orbis. Wazony, patery i filiżanki zdobione są reprodukcjami najznakomitszych malarzy, od Gustava Klimta przez Alfonsa Muchę po Vincenta van Gogha, Auguste’a Renoira, Claude’a Moneta czy Salvadora Dali. To małe, misternie malowane cuda. Można kupować po jednej i zbierać filiżanki z obrazami ulubionego twórcy albo postawić na rozmaitość i pić kawę raz z Dalego, innym razem z Muchy.


Z okazji stulecia Goebel postanowił powrócić do tradycji – wejście do fabryki ozdobiła prawie dwumetrowa figura. „Wesoły wędrowiec” – chłopczyk z parasolką i walizką, narysowany kiedyś przez siostrę Marię.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: od przedstawiciela Goebel Porzellan w Polsce, www.frasco.pl

 

Nr 1 (109/2012) 

reklama