werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Alina Szapocznikow była kobietą

Artyści

Alina Szapocznikow zaczęła od rzeźbienia radzieckich żołnierzy, skończyła na marmurowych rolls-royce'ach. Ale najważniejszą inspiracją było jej własne ciało. Kusiła nim i w sztuce, i w życiu.

Kto to jest ta mała ślicznotka? – zapytał Jerzy Tchórzewski Wojciecha Fangora na jakimś wernisażu w Zachęcie, wyraźnie znudzony otaczającymi go obrazami.

– A, to Aluśka Szapocznikow, moja przyjaciółka – odparł Fangor i zaproponował, że ich sobie przedstawi. Tchórzewski przystał chętnie, twierdząc, że „na tej wystawie nie ma na co patrzeć, a jej się warto przyjrzeć”. „Mała ślicznotka” natychmiast skojarzyła nazwisko malarza z surrealistycznymi obrazami i zaprosiła obu twórców na wieczór do siebie, bo „na wernisażach nie da się porozmawiać”. Na odchodne spytała jeszcze Tchórzewskiego, czemu się nie ogolił, i dodała, że „mógłby już sobie wyprać koszulę”.

Kochankowie

Aluśka – śliczna, młoda i uśmiechnięta – nie była bynajmniej uroczą miłośniczką sztuki, która kręci się wokół artystów. Była znakomicie zapowiadającą się rzeźbiarką, a jednocześnie osobą z wielkim bagażem życiowym. Jako nastolatka trafiła wraz z matką do pabianickiego getta, potem przeniesiono je do łódzkiego. Gdy getto zlikwidowano, przez Auschwitz przewieziono ją do Bergen-Belsen, wreszcie do Teresina i tutaj doczekała wyzwolenia. O tych przeżyciach nigdy nie mówiła, nawet najbliższym. Nienawidziła rozdrapywania ran i całej aury męczeństwa.

Zaraz po wojnie trafiła do Pragi, szybko nauczyła się czeskiego i dostała się na studia artystyczne. Podawała się za Żydówkę z Czeskiego Cieszyna i na tej podstawie dostała niezbędne dokumenty. Uczyła się u rzeźbiarza Otokara Velinskiego, chodziła też na zajęcia do Bedricha Stefana. Z tym pięćdziesięciokilkuletnim artystą połączył ją związek, który wywrócił życie rzeźbiarza do góry nogami.

Dziewczyna niby traktowała całą sprawę poważnie, jednak jednocześnie romansowała z kolegą ze studiów, Zdenkiem Palcrem. Obaj konkurenci wiedzieli o sobie i nienawidzili się, obu pozostawiła ze złamanymi sercami, wyjeżdżając do Paryża na stypendium. Obaj mężczyźni do końca życia nie mogli przeboleć straty dziewczyny.

Palcr stworzył rzeźbę „Kochankowie”, której bohaterowie przypominają jego i Alinę. Z kolei nieśmiały Stefan pisał w liście: „Nie chodzi o to, że chcę, żebyś tu była, ale nadal prześladuje mnie pytanie: dlaczego?”. I snuł nieśmiałe fantazje, że „chciałbym umyć Ci plecy, chciałbym patrzeć, jak bierzesz kąpiel”. Żadne z tych pragnień nie ziściło się. W Paryżu Alina poznała Ryszarda Stanisławskiego i wyszła za niego za mąż. Był historykiem sztuki i wieloletnim dyrektorem Muzeum Sztuki w Łodzi, z którym związana była także rzeźbiarka.

Z wyjazdu do Szampanii pisała: „Kocham ludzi, których spotykam, i oni kochają mnie. To najpiękniejsze, co mi życie daje”. Kiedy nadszedł czas zimnej wojny, para powróciła do Polski, podobnie jak wielu wojennych emigrantów.


Strefa całkowicie erogenna

Warszawa zachwyciła Alinę. Był rok 1951, miasto leżało w gruzach, ale artystka czuła, że tu jest inny klimat, że tu stworzyłaby coś prawdziwego. Estetyka socrealizmu jej nie przeszkadzała. Stworzyła pomnik przyjaźni polsko–radzieckiej, rzeźbę „Chłopak wiejski”, która przez lata funkcjonowała jako „Droga do socjalizmu”.

Sztukę traktowała poważnie, o artystycznych koncepcjach rozmawiała nawet z pozującymi jej do polsko-radzieckiego pomnika żołnierzami. Jednocześnie tworzyła kameralne prace, w których krystalizowała się największa fascynacja rzeźbiarki: ludzkie ciało. A konkretniej ciało kobiece, najczęściej jej własne. Lata później notowała: „Mój gest kieruje się w stronę ciała ludzkiego, tej „strefy całkowicie erogennej, w stronę najbardziej nieokreślonych i najulotniejszych jej odczuć”.

„Ależ tak. Jestem kobietą” – pisała radośnie w jednym z listów do męża. Zauważali to oczywiście inni mężczyźni. Wojciech Fangor w wierszu „Gruzy, cegły, Foksal” uczynił z jej imienia refren: „Przerwy mają żółte mlecze i kaczeńce. Uśmiech wiosny. Alina”. Jerzy Tchórzewski wspominał, jak pewnego razu odwiedziła go w domu, gdy pracował nad obrazem „Spacer”.

W mieszkaniu była jego cioteczna babcia starowinka i kilkuletni syn, on zaś malował starą kobietę, która idzie pod rękę z nagą pięknością. Gdy Alina zobaczyła płótno, radośnie stwierdziła, że ona mu zapozuje, bo ma ładny brzuch, po czym podniosła spódnicę. Nie można się dziwić, że malarzowi drgnęło serce, ręce zaś same ruszyły do przodu. Rzeźbiarka dopiero wtedy zmitygowała się i skromnie stwierdziła, że nie chciała go podniecać, choć propozycję podtrzymuje. Tchórzewski jednak nie skorzystał.

Niespełnionym aspektem kobiecości Aliny było macierzyństwo. Pojawiło się wiele plotek na temat obozowych eksperymentów, jednak najbardziej prawdopodobną przyczyną bezpłodności wydaje się ciężka choroba – gruźlica otrzewnej, którą przebyła po wojnie. Aby skompletować rodzinę, adoptowała z mężem syna Piotra. Jednak samo małżeństwo także się wypaliło i rzeźbiarka związała się z Romanem Cieślewiczem, grafikiem.

Tymczasem artystyczna kariera rozwijała się prężnie i Szapocznikow miała reprezentować Polskę na Biennale w Wenecji. Oprócz niej wyznaczono Teresę Pągowską i Tadeusza Brzozowskiego. Ruszyła do Włoch samochodem z Brzozowskim, co było źródłem całej serii zabawnych epizodów. Brzozowski bowiem słabo orientował się w terenie, więc nadrobili wiele kilometrów, nim pojawili się na miejscu.

Do Wenecji dotarli nad ranem, zostawili auto na pustym parkingu. Niestety, po południu okazało się, że parking jest pełen takich samych fiatów 1100 i artyści za cholerę nie mogli odnaleźć swojego. Musieli czekać do późnej nocy, aż wszyscy sobie pojadą. Pobyt na Biennale spędzili, imprezując. Zdarzyło się nawet, że na jakiś raut nie mieli zaproszenia, więc przemknęli do lokalu na czworakach, za plecami ochroniarzy. Więź między artystami była tak silna, że gdy Alina zmarła, Brzozowski ustawił sobie w pracowni jej wielki portret – zdjęcie. Jak wspominał syn malarza, towarzyszyła mu w malowaniu aż do śmierci.


Rolls-royce i ślizgawka

Tymczasem rzeźbiarka znów postanowiła zmienić swoje życie. Wyemigrowała z powrotem do Paryża. Jak wspominał Andrzej Wajda, wyruszyła pociągiem z jedną reklamówką w ręce. W środku była tylko szczoteczka do zębów. We francuskiej stolicy pracowała z niekonwencjonalnymi materiałami: robiła odlewy z winylu i poliuretanu. Odlewała swoje nogi, piersi, twarz. Przetwarzała, powiększała i zwielokrotniała, tworząc nieomal ekshibicjonistyczne rzeźby.

Mówiła, że fizyczny kontakt daje jej możliwość przekazania w rzeźbie samej siebie. W 1965 roku za rzeźbę „Goldfinger”, nawiązującą tytułem do filmu z Jamesem Bondem, dostała nagrodę Fundacji Copley. W jury zasiadał między innymi Marcel Duchamp i Max Ernst. Dużo też rysowała – syn Piotr wspominał, że w pracy nie robiła sobie nawet przerwy na obiad, a rysunkami pokrywała każdą wolną przestrzeń, włącznie z paczkami po papierosach.

Wszystko w sztuce już było, więc nic w sztuce nie było – głosiła rzeźbiarka. Jej artystyczne plany stawały się coraz bardziej śmiałe. Zaplanowała projekt „American dream”, który miał polegać na wyrzeźbieniu z marmuru rolls-royce’a w skali 2:1. Alina pisała: „Jeśli znajdzie się snob, który postawi to w ogródku, spełni się mój amerykański sen”.

Plan pozostał niezrealizowany, choć powstały dwa miniaturowe marmurowe samochodziki – na próbę. Innym pomysłem było z kolei urządzenie ślizgawki w kraterze wulkanu, najlepiej Wezuwiusza. W środku znany łyżwiarz figurowy miał ślizgać się w takt muzyki. Chwila ulotna, chwila błaha – jest to jedyny symbol naszego ziemskiego żywota – mówiła o projekcie artystka.

Chwile rzeczywiście okazały się ulotne, gdy piękne ciało rzeźbiarki odmówiło posłuszeństwa. Zdiagnozowano u niej raka piersi, przeszła operację i terapię. Zachowało się jej zdjęcie ze szpitala, gdy siedzi w łóżku uśmiechnięta, nie patrząc na stojącą na pierwszym planie kroplówkę. Choroba wzmocniła jej chęć życia i tworzenia. Powstał cykl „Nowotwory”, o którym mówiła, że „trzeba zachować wszystko, co chirurg odrzuci od siebie, te tampony i nożyczki”.

W jej pracach – asamblażach – pojawiały się fragmenty bielizny, kawałki podartych zdjęć. O swojej sztuce mówiła: „Ja produkuję niezgrabne przedmioty”. Powstała jeszcze seria prac zatytułowana „Zielnik”. Choroba jednak okazała się silniejsza od woli walki artystki. Zmarła 2 marca 1973 roku w sanatorium Praz-Coutant.


Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie/www.artmuseum.pl, Muzeum Stuki w Łodzi/www.msl.org.pl, Muzeum Narodowe we Wroclawiu/www.mnwr.art.pl, katalogi aukcyjne, East News
Wykorzystano: Józef Grabski, red., „Alina Szapocznikow: zatrzymać życie: rysunki i rzeźby”, Kraków; Warszawa: IRSA, 2004; Agata Jakubowska, „Portret wielokrotny dzieła Aliny Szapocznikow”, Poznań 2007; Jerzy Tchórzewski, „Świadectwo Oczu”, Kraków 2006 

reklama
reklama
reklama