Muza Dunikowskiego – tyle zostało po Sarze Lipskiej. Jak to możliwe, że nikt nie pamięta o jej obrazach, rzeźbach, projektach kostiumów i wnętrz?

Krótki romans profesora i studentki zaowocował dziwnym związkiem na całe życie, trudną wspólnotą dusz. On, Xawery Dunikowski, był ikoną rzeźby XX wieku. O niej, Sarze, kompletnie zapomniano.

„Sara Lipska – twoje hasło byłoby tutaj” – taką informacją uraczył mnie internetowy katalog Biblioteki Narodowej. Podobnej treści komunikat jest na stronie biblioteki Żydowskiego Instytutu Historycznego. Wspomniałem o tym Ewie Ziembińskiej, kuratorce wystawy Sary w Królikarni. Zaśmiała się tylko i powiedziała, że powinienem był zadzwonić do niej. Od razu by mi wyjaśniła, że informacji o Lipskiej nie znajdę. A przecież przez kilkadziesiąt lat rzeźbiła, malowała, projektowała ubrania i kostiumy, dekorowała wnętrza. Współpracowała z Baletami Rosyjskimi Diagilewa, projektowała dla Heleny Rubinstein, robiła portrety Colette, przyjaźniła się z Antoine’em de Paris – najsłynniejszym paryskim fryzjerem XX wieku.

Zostały tylko okruchy pamięci, porozrzucane tu i ówdzie strzępki informacji. Jej życie to tajemnica, którą dopiero teraz poznajemy.

Uczelniany romans

O pierwszych latach Sary wiadomo niewiele. Ona i jej brat bliźniak urodzili się w Mławie, w kupieckiej rodzinie żydowskiej. Na późniejszym o wiele lat zdjęciu można zobaczyć jej rodziców: Ruchlę i Mendela Jozka. Ojciec w czarnym chałacie i kapeluszu, twarz zdobi dostojna siwa broda. Pierwsza myśl – tradycjonalista, być może chasyd. Ale wszystko wskazuje na to, że był człowiekiem otwartym na nowe idee. Bo przecież bez zgody i finansowego wsparcia rodziny Sara nie mogłaby studiować w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych.

Naukę zaczęła w 1904 roku, na kierunku: rzeźba. Jej profesorem został 29-letni wówczas Xawery Dunikowski, wschodząca gwiazda polskiej sztuki. Studentka figuruje w dokumentach jako Sara Lipszyc. Czy to chęć podkreślenia żydowskich korzeni? Dziwne, bo w swojej sztuce Sara konsekwentnie unikała kwestii narodowej tożsamości. Na odwrocie zdjęcia z 1904 roku, które przedstawia studentów SSP, przy nazwisku Sary dopisek: „muza prof. Dunikowskiego”. Jak doszło do zbliżenia artystów, nie wiemy.

W 1915 roku Dunikowski zwierzał się przyjacielowi, że zakochany był dziewięć razy i za każdym razem w Żydówce. A przecież sam uważał się za antysemitę. Być może odpowiadał mu ten rodzaj urody, Sara zaś była jego ucieleśnieniem: szczupła, ciemnowłosa, o pięknie wykrojonych ustach i szlachetnych kościach policzkowych. Romans kwitł w najlepsze, para udała się nawet na wyprawę do Syrii i Palestyny. A potem Sara zaszła w ciążę.


Trudno nam zrozumieć naturę związku Sary i Xawerego. Ona w prywatnej korespondencji tytułowała go „Mistrzem”. Z listów wyłania się obraz kobiety uległej, świadomej niższej pozycji w świecie sztuki. „Złoty, dziękuję Mu również za wiadomości o trybie twórczej Jego pracy, którą zawsze podziwiam” – pisała. On zaś był mentorem, artystą oddanym twórczości bez reszty. Przekonany o dziejowej misji swej sztuki rzeźbiarz znany był z przykrego charakteru i wysokiego mniemania o sobie. Gdy kiedyś porównano jego prace do twórczości Michała Anioła, Dunikowski zaperzył się i, sepleniąc, stwierdził, że rzeźby Włocha to „kartofle powrzucane w kondomy”.

Na Montparnassie

Sztuka, nie zaś miłość czy rodzina, stanowiła esencję życia Dunikowskiego. Mimo to, gdy w 1908 roku przyszła na świat Maria Xawera, rzeźbiarz dał dziecku swoje imię i nazwisko – na akcie urodzenia widnieje jego podpis. Ale dowodów na zawarcie małżeństwa brak.

W tym samym czasie do księgarni trafiła książka Janusza Korczaka „Mośki, Joski i Srule”, ilustrowana przez Lipską. Artystka dostała też nagrodę za projekt okładki katalogu firmy futrzarskiej Tytusa Kowalskiego. Największym echem odbiła się jednak prezentacja obrazu „Gołębie” w Zachęcie w 1912 roku. Wystawa Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” miała „dział żydowski”, na temat którego wyzłośliwiała się prasa. Autor „Gazety Warszawskiej” notował jednak: „na jedyne uznanie zasługuje pani Sara Lipszyc, której obraz »Gołębie« jest w tym dziale najlepszy”. Owa „najlepszość” polegała na tym, że praca ma własny styl, zdradza „bezpośredni talent”.

Wkrótce potem Sara z Marią Xawerą na zawsze opuściły Polskę. Zamieszkały na paryskim Montparnassie. Dwa lata później przyjechał tam Dunikowski. Najprawdopodobniej wtedy zobaczył córkę po raz pierwszy. Przyjazd Xawerego można potraktować jako próbę odbudowania rodzinnego życia z Sarą. Ona w tym czasie projektowała ubrania i scenografie dla Baletów Rosyjskich, na punkcie których Paryż wtedy oszalał.

Stroje i meble


Dunikowski nie mógł chyba przystosować się do rodzinnego życia. Krytyczce Helenie Blum opowiadał później, jak bardzo zajmowała go codzienność: „sprzątanie, kupowanie w sklepiku”. Dla artystycznego pięknoducha musiała to być męczarnia. Ani słowem nie wspomniał o rodzinie, twierdząc wręcz, że „z Paryżem go nic nie łączy”. A jednak kilkakrotnie sportretował wówczas córkę i Sarę. W paryskich pracach powraca także motyw dziecięcej laleczki – pewnie należącej do Marii Xawery. Powstała też – po dziesięciu latach znajomości! – rzeźba przedstawiająca głowę Sary. W 1920 roku Dunikowski otrzymał stanowisko profesora na krakowskiej ASP – ostatecznie porzucił wtedy Paryż i rodzinę.

A życie zawodowe Sary kwitło. Kostiumy dla opery i baletu, projektowanie mebli i wnętrz. To właśnie Sara udekorowała u schyłku lat 20. wnętrza dwóch apartamentów Antoniego Cierplikowskiego, znanego jako Antoine de Paris. Postać to była niezwykła, najsłynniejszy paryski fryzjer epoki. Niedoszły felczer z Sieradza czesał takie sławy, jak Sarah Bernhardt, Mata Hari czy Eleonora Roosevelt. Przyjaźnił się z Sarą, która szyła dla niego ekstrawaganckie stroje.

Projektowanie mody stało się pasją Lipskiej. Otworzyła nawet swój butik. Ubierała się w nim paryska śmietanka – między innymi Helena Rubinstein, dla której Sara tworzyła również wystroje witryn sklepowych. Nigdy jednak nie porzuciła ambicji związanych ze sztuką. Prowadziła pracownię rzeźby, gdzie stworzyła portrety między innymi Siergieja Diagilewa, Colette, Heleny Rubinstein czy Antoniego Cierplikowskiego.

Niespelniony romans

Sara pilnie śledziła rozwój kariery Dunikowskiego, jeździła regularnie na jego wystawy. Pisywała mu o swoich wrażeniach z ekspozycji, rzadko tylko wspominając o własnych pracach. Drugą wojnę światową spędziła w Akwitanii i Paryżu, Dunikowski zaś przeżył piekło Auschwitz. Pisał potem do niej, że chciał przed wojną zrobić jej niespodziankę, zbudować willę w pięknym miejscu, bo ona tak kocha przyrodę. „Wojna zaskoczyła i nie wiem, czy będę już miał siłę powrócić do tej idei”.

Nie miał – willa nigdy nie powstała, choć widać wyraźnie, że uczucie do Sary ciągle w Dunikowskim żyło. Na pierwszej powojennej wystawie cztery z jego prac przedstawiały Lipską. W jego warszawskim mieszkaniu wiszą portrety Sary i Marii Xawery, stoją rzeźbione głowy Sary. Przesłał jej te fotografie, ona zaś odpowiedziała entuzjastycznym listem. Rozczulała się nad dzbanuszkami i świecznikami. „Dwie inne fotografie, zbyt wzruszające dla mnie, opiewam niemo w duszy” – pisała. Może chodziło o te, które przedstawiają właśnie portrety jej i córki?

Lipska wyrzeźbiła tylko jedną podobiznę Dunikowskiego. Musiała zdać się na pamięć i portret, do którego Xawery kiedyś jej pozował. „Wolałabym robić Jego portret obecny z natury – z wszystkimi zmianami, które nadeszły i zmieniły wyraz Jego głowy” – kończyła. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze spotkała się z Mistrzem – najpewniej nie. Rzeźbiarz zmarł w 1964 roku, Sara w 1973.

Tekst: Stanisław Gieżyński
Fotografie: Muzeum Rzeźby im. Xawerego Dunikowskiego, Oddział Muzeum Narodowego w Warszawie
Dziękuję pani Ewie Ziembińskiej za pomoc w napisaniu tekstu.
Wystawę prac Sary Lipskiej można oglądać w warszawskiej Królikarni do 4 listopada.
18 października odbędą się tam warsztaty modowe „Haute Couture dla każdego”. www.krolikarnia.mnw.art.pl

reklama