Fascynacja ludzkim ciałem w fotografii Arkadiusza Branickiego

Rzeźbiarskie kadry i fascynacja ludzkim ciałem w fotografiach Arkadiusza Branickiego

Artyści

Arkadiusz Branicki zamiast dłuta używa aparatu. Rzeźbi nie w kamieniu, ale w kobiecym ciele. I zawsze znajduje w nim piękno.

Arkadiusz Branicki fotografia
„IMG_7781.”, 2017 r.


Z Arkadiuszem Branickim rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Kochasz rzeźbę?

Fascynują mnie prace Rodina czy starogreckie posągi, w których można odnaleźć idealne proporcje i dążenie do estetycznej harmonii. Gdy się na nie patrzy, rodzi się chęć stworzenia czegoś podobnego. Ale rzeźbienia w kamieniu czy drewnie musiałbym się bardzo długo uczyć, a swoją artystyczną przygodę zacząłem dopiero przed czterdziestką. Poza tym, gdy się rzeźbi i podejmie się jakąś decyzję, ona jest nieodwołalna. Natomiast fotografia daje nieograniczone możliwości, podczas tworzenia można coś zmienić, próbować różnych wariantów, bo pracuje się z ciałem modelki.

Przeczytaj też: Andrzej Wiktor to mistrz techniki heliograwiury. Jego fotografie są jak malarstwo – mają niepowtarzalny charakter

 

Skąd wiadomo, że to właśnie najlepsze ujęcie?

Nie wiadomo. W trakcie sesji tylko to sobie wyobrażam, ale nie jestem pewien, jak zachowa się ciało, nawet jeśli pracuję z modelką, którą już znam. Ono zmienia się w czasie, nie tylko z latami, ale w ciągu miesiąca albo zależnie od tego, jak danej nocy spała, czy jaki ma nastrój.

W fotografii dokumentalnej mówi się o bressonowskim decydującym momencie, chwili, która uchwycona, daje idealne ujęcie. Uważam, że to dotyczy też fotografii studyjnej, a więc i aktu. Czasem umawiam się z tą samą modelką, przy tym samym świetle, a wychodzi zupełnie co innego. Ta zmienność sprawia, że fotografia staje się cudem – potrafi stworzyć obraz jedyny i wyjątkowy, którego już nigdy się nie powtórzy.

Czym jest dla ciebie nagość?

Po tych kilkunastu latach pracy z aktem jest… zwyczajna. Nie ekscytuję się nią. A jednocześnie myślę, że nadzy jesteśmy bardziej prawdziwi. Zresztą w ogóle nie lubię sztuczności, przestylizowania. Pamiętam jedną ze swoich pierwszych sesji, na którą przyszła modelka punk – z intensywnym makijażem, w kurtce z ćwiekami. Na moją prośbę makijaż zmyła i zrobiła nowy, lekki, rozebrała się i nagle zmieniła się diametralnie, stała się świeżą, delikatną kobietą.
 

Arkadiusz Branicki fotografia
„IMG_7902.”, 2021 r.
Arkadiusz Branicki fotografia
„24_bal_MG_5430.tif”, 2015 r.

Mówisz, że nie są to zdjęcia erotyczne. Co starasz się pokazać?

To, że każdy człowiek nosi w sobie jakieś piękno, wystarczy je odnaleźć, uwidocznić. Niekiedy jest to detal – linia dłoni, napięcie w karku. Kulturowe postrzeganie piękna zmienia się z czasem. Ale umiejętność dostrzegania go niezależnie od kanonów to swoisty dar. Myślę, że go mam. Robię zdjęcia różnym kobietom: tancerkom, gimnastyczkom, lecz większość moich modelek to zwykłe kobiety. Na co dzień niezauważalne, przeciętne – na moich fotografiach stają się kimś innym, wyjątkowym, kto zapiera dech patrzącym. Pięknym i nieśmiertelnym, zatrzymanym na zdjęciu na zawsze.

A jaką historię opowiadasz?

Nie lubię mówić, co miałem na myśli. Fotografia jest obrazem i wolę, żeby każdy sam go odczytał. Od kilku lat już nawet nie nadaję tytułów, żeby niczego nie sugerować. Ale gdy kilka osób kupi odbitki tej samej fotografii i ona przywołuje zupełnie różne skojarzenia i osobiste opowieści, jestem zachwycony. Porusza mnie też, gdy widzę swoje zdjęcia w mieszkaniach ludzi. Z każdą fotografią się utożsamiam, jej powstanie to długi proces. Wyobrażam sobie, że ktoś na zdjęcie patrzy, ono jest z nim, wpływa na czyjeś życie. Mam nadzieję, że czyni je troszkę lepszym i piękniejszym. 

Kontakt do artysty: facebook.com/branickiarkadiusz

fot. Archiwum prywatne

 

Zwierciadła Kalendarz Zwierciadła Kalendarz