Rzeźbiarskie kadry i fascynacja ludzkim ciałem w fotografiach Arkadiusza Branickiego
ArtyściArkadiusz Branicki zamiast dłuta używa aparatu. Rzeźbi nie w kamieniu, ale w kobiecym ciele. I zawsze znajduje w nim piękno.
Z Arkadiuszem Branickim rozmawiała Agnieszka Wójcińska
Kochasz rzeźbę?
Fascynują mnie prace Rodina czy starogreckie posągi, w których można odnaleźć idealne proporcje i dążenie do estetycznej harmonii. Gdy się na nie patrzy, rodzi się chęć stworzenia czegoś podobnego. Ale rzeźbienia w kamieniu czy drewnie musiałbym się bardzo długo uczyć, a swoją artystyczną przygodę zacząłem dopiero przed czterdziestką. Poza tym, gdy się rzeźbi i podejmie się jakąś decyzję, ona jest nieodwołalna. Natomiast fotografia daje nieograniczone możliwości, podczas tworzenia można coś zmienić, próbować różnych wariantów, bo pracuje się z ciałem modelki.
Przeczytaj też: Andrzej Wiktor to mistrz techniki heliograwiury. Jego fotografie są jak malarstwo – mają niepowtarzalny charakter
Skąd wiadomo, że to właśnie najlepsze ujęcie?
Nie wiadomo. W trakcie sesji tylko to sobie wyobrażam, ale nie jestem pewien, jak zachowa się ciało, nawet jeśli pracuję z modelką, którą już znam. Ono zmienia się w czasie, nie tylko z latami, ale w ciągu miesiąca albo zależnie od tego, jak danej nocy spała, czy jaki ma nastrój.
W fotografii dokumentalnej mówi się o bressonowskim decydującym momencie, chwili, która uchwycona, daje idealne ujęcie. Uważam, że to dotyczy też fotografii studyjnej, a więc i aktu. Czasem umawiam się z tą samą modelką, przy tym samym świetle, a wychodzi zupełnie co innego. Ta zmienność sprawia, że fotografia staje się cudem – potrafi stworzyć obraz jedyny i wyjątkowy, którego już nigdy się nie powtórzy.
Czym jest dla ciebie nagość?
Po tych kilkunastu latach pracy z aktem jest… zwyczajna. Nie ekscytuję się nią. A jednocześnie myślę, że nadzy jesteśmy bardziej prawdziwi. Zresztą w ogóle nie lubię sztuczności, przestylizowania. Pamiętam jedną ze swoich pierwszych sesji, na którą przyszła modelka punk – z intensywnym makijażem, w kurtce z ćwiekami. Na moją prośbę makijaż zmyła i zrobiła nowy, lekki, rozebrała się i nagle zmieniła się diametralnie, stała się świeżą, delikatną kobietą.
Mówisz, że nie są to zdjęcia erotyczne. Co starasz się pokazać?
To, że każdy człowiek nosi w sobie jakieś piękno, wystarczy je odnaleźć, uwidocznić. Niekiedy jest to detal – linia dłoni, napięcie w karku. Kulturowe postrzeganie piękna zmienia się z czasem. Ale umiejętność dostrzegania go niezależnie od kanonów to swoisty dar. Myślę, że go mam. Robię zdjęcia różnym kobietom: tancerkom, gimnastyczkom, lecz większość moich modelek to zwykłe kobiety. Na co dzień niezauważalne, przeciętne – na moich fotografiach stają się kimś innym, wyjątkowym, kto zapiera dech patrzącym. Pięknym i nieśmiertelnym, zatrzymanym na zdjęciu na zawsze.
A jaką historię opowiadasz?
Nie lubię mówić, co miałem na myśli. Fotografia jest obrazem i wolę, żeby każdy sam go odczytał. Od kilku lat już nawet nie nadaję tytułów, żeby niczego nie sugerować. Ale gdy kilka osób kupi odbitki tej samej fotografii i ona przywołuje zupełnie różne skojarzenia i osobiste opowieści, jestem zachwycony. Porusza mnie też, gdy widzę swoje zdjęcia w mieszkaniach ludzi. Z każdą fotografią się utożsamiam, jej powstanie to długi proces. Wyobrażam sobie, że ktoś na zdjęcie patrzy, ono jest z nim, wpływa na czyjeś życie. Mam nadzieję, że czyni je troszkę lepszym i piękniejszym.
Kontakt do artysty: facebook.com/branickiarkadiusz
fot. Archiwum prywatne