werandacountry.pl werandaweekend.pl

Ilustracje Elżbiety Gaudasińskiej

Artyści

Rozmowa z Elżbietą Gaudasińską – malarką, graficzką, ilustratorką książek dla dzieci, autorką projektu „Krótkie utwory wielkiego poety”, czyli 21 obrazów do wierszy Zbigniewa Herberta.

Stanisław Gieżyński: Proszę opowiedzieć, jak to było z tym Herbertem?

Elżbieta Gaudasińska: Matko jedyna, znowu? Już raz to wszystko spisałam…

Tak w skrócie poproszę… Był taki pomysł w Czytelniku, żeby robić projekty autorskie dla dzieci i młodzieży, połączyć obraz i tekst. Ponieważ rok wcześniej projektowałam okładkę zbioru poezji Herberta, pomyślałam, że tam jest dużo utworów, które nadają się do czytania od wczesnego dzieciństwa, w każdym wieku. Zabrałam się do malowania, w Czytelniku projekt był już zaopiniowany, że do druku…

I wtedy Herbert podpisał list… No tak, to był rok 1975, poeta podpisał „List 59” i dostał zakaz publikacji. To zabawne, akurat wcześniej ilustrowałam bajkę Okudżawy i jej wydanie zostało na dwa lata zawieszone, bo właśnie w ZSRR go zakazali.

Minęły lata, a książka wciąż się nie ukazała. Tak to się składało, że albo Herbert był na cenzurowanym, albo brakowało pieniędzy na druk. Poeta zmarł, musiałam się więc wystarać o pozwolenie pani Herbertowej. Do teraz namalowałam dwadzieścia kilka obrazów inspirowanych wierszami, wszystko jest gotowe, ale książki brak.

Popatrzmy na wiersz „Bajka ruska”. „Postarzał się car ojczulek, postarzał…” – zaczyna się niewinnie, ale potem jest o duszeniu gołębi i wisielcach. Niezbyt się nadaje dla dzieci. Kiedy byłem mały, bałem się bajek, na przykład tych pisanych przez braci Grimm.

No tak, bajki w ogóle są okrutne, a Grimmowie szczególnie straszni. Ilustrowałam kilka razy ich baśnie dla różnych wydawnictw.

I malowała Pani te beczki nabite kolcami, do których wrzuca się złoczyńców…

(śmiech) Malowałam… dla jednej złej macochy. U Charles'a Perrault taka beczka była dla pewnego podstępnego fatyganta. Też ją namalowałam.

Herbert pisał, że „najładniejsze bajki są o tym, że byliśmy mali”. To prawda?

W pewnym momencie rodzice zaczynają mówić dzieciom: „A jak byłeś mały, to…”. I to jest taka bajka, w której dziecko staje się głównym bohaterem. Słucha z zapartym tchem historii, której nie pamięta. Wiersz „Guzik” to opowieść mamusi, która mówi Herbertowi, że jak był mały, to połknął guzik, ona płakała i tak dalej.

Spotkała Pani kiedyś poetę?

Nie. To znaczy tak – spotkałam go w tekście, w jego wierszach. Spodobały mi się, bo miały inny klimat, chciałam w nim pozostać. Herbert raczej kojarzył się z poważnymi rzeczami, rozterkami intelektualisty.

Dlaczego w ogóle zajęła się Pani ilustracją?

(śmiech) Bo trzeba było zarabiać. Dwa lata po dyplomie u Aleksandra Kobzdeja zrobiłam wystawę. Sprzedałam cztery prace i zarobiłam 900 złotych. To były takie pieniądze, jak 900 złotych teraz. No i zabrałam się do ilustrowania.

A co trzeba robić, żeby ilustrować książki dla dzieci?

A bo ja wiem? Może czytać takie książki? Ja do tej pory czytam. Moim wnuczkom. Ale zawsze miałam ulubione czytanki, do których wracałam. Dobre książki dla dzieci to odświeżająca lektura. Ja mówię, że to są takie „pocieszki”.

Kto pisał „pocieszki”?

Astrid Lindgren, Adam Bahdaj, Wiktor Woroszylski… Stare historie o Mikołajku też są takie. W ogóle uważam, że na początku i na końcu życia kultura powinna człowiekowi dawać wsparcie. Nie czytam ani nie oglądam niczego, co jest ostatecznie tragiczne, historii, w których nie ma w ogóle nadziei.

Ciągle tworzy Pani prace dla dzieci?

Coraz mniej. Z pismami od dawna nie współpracuję – zrobiłam miejsce młodym, ale wciąż zajmuję się ilustracją książkową. Choć najchętniej skupiłabym się tylko na malarstwie i ilustrowaniu tekstów własnego wyboru, tak jak utworów Herberta.

Mogę zobaczyć te obrazy? Nie. (śmiech)

OK. To może na koniec poproszę o wygłoszenie jakiejś myśli ex cathedra? Przekażę ją światu…

Ludzie, dbajcie o dzieci!

Tekst: Stanisław Gieżyński
Zdjęcia: Łukasz Sokół, Galeria Grafiki i Plakatu

reklama