W malarstwie Natalii Rybki dominuje natura i... zieleń. Jej obrazy tak realistycznie przedstawiają florę, że można je pomylić ze zdjęciami
ArtyściNatalia Rybka maluje las tak realistycznie, że jej obrazy można pomylić ze zdjęciami. Ale najważniejsze w nich jest to, czego nie widać na pierwszy rzut oka.
Z Natalią Rybką rozmawiała Agnieszka Wójcińska
Czego szukasz w lesie?
Tam oddycham pełną piersią, znajduję spokój, wyciszenie, zbieram myśli i zastanawiam się nad codziennością. Jednak, wbrew temu, czego spodziewa się wiele osób po moich obrazach, mieszkam w mieście – w Katowicach. Tu się wychowałam, ale w dzieciństwie dużo czasu spędzałyśmy z siostrami na podwórku, blisko natury. A na wakacje jeździłyśmy do cioci i wujka pod Poznań. Wciąż mam w głowie, jak chodziliśmy z kuzynami do lasu na rowery, spacer, nad jezioro.
W twoim zielonym gąszczu kryje się pełno tajemniczych stworzeń…
Malując, chcę pokazać nie tylko piękno natury, ale także relację między Bogiem i człowiekiem. Próbuję zaznaczyć obecność, która, gdy mamy czas na oddech, daje nam znać, że jest coś więcej niż tylko to, co widzimy gołym okiem. A zarazem, choć niedosłownie, utożsamia się z nami – stąd ma ludzkie kształty. Temat obecności Boga w naszym życiu jest dla mnie bardzo ważny, cały czas go zgłębiam. I mam wrażenie, że obserwując naturę, jej cuda, łatwiej ten temat zrozumieć.
Piszesz na swojej stronie, że malując las, opowiadasz o człowieku…
Jesteśmy skomplikowani i bardzo się od siebie różnimy – wyglądem, emocjami, charakterem, tym, jak postrzegamy świat i do niego podchodzimy. Malowanie bogactwa lasu to moim zdaniem dobry sposób, by ukazać to, że każdy człowiek jest inny i wyjątkowy i że trudno ludzi między sobą porównywać.
A skąd tajemnicze tytuły: „Nasze policzone dni”, „Patrzycie z wyglądu”?
To wszystko biblijne wersety. Zazwyczaj takie, które mają dla mnie znaczenie, wiążą się z jakimiś przemyśleniami. W zasadzie są ważniejsze niż to, co namalowane, nadają temu sens. „Nasze policzone dni” odnoszą się na przykład do przemijania i do tego, że warto dobrze przeżyć życie.
Zieleni jest w twoich pracach najwięcej.
Zielona paleta to moja naturalna baza, bo maluję rośliny. Ale czasem sięgam po inne kolory – róż, fiolet, żółty, by podsycić tę zieleń, przyciągnąć uwagę.
Jak w cyklu z drzewami w kolorze ultramaryny?
Tam trochę zwodzę odbiorcę – bo widzi od razu ten intensywny kolor, ale często nie dostrzega ukrytej obok postaci. Staram się w ten sposób powiedzieć, że jest wiele rzeczy w naszym życiu, których nie zauważamy, choć są istotne. Skupiamy się na tym, co pierwsze rzuca się w oczy, a to, co znaczące, odsuwamy na dalszy plan. Dla mnie to Bóg, ale ktoś inny może odbierać to inaczej.
Symbolika przedstawianych roślin jest ważna? Jak je wybierasz?
Zanim zacznę malować, szukam takich o określonym kształcie liści, strukturze czy działaniu, skojarzeniach, jakie budzą, czytam o nich.Mam sporo atlasów przyrodniczych, albumów, przewodników zielarskich.
Przeczytaj też: Przyroda pozwala więcej widzieć, słyszeć i odczuwać – natura w malarstwie Laury La Wasilewskiej
A skąd ten hiperrealizm w twoich pracach?
Od małego lubiłam przerysowywać różne rzeczy. I tak mi zostało – wolę odzwierciedlać rzeczywistość, niż ją tworzyć. A że mój temat jest mocno abstrakcyjny, lubię mieć wyraźny przekaz. Zależy mi, żeby moje prace mogli zrozumieć różni ludzie, utożsamić się z tym, co maluję, nawiązać relację. Opowiadam o związku Boga z człowiekiem, ale nie narzucam odbiorcom takiej interpretacji. To raczej zaproszenie, zachęta, by badali ten temat. Zdarza się, że ktoś po wystawie powie, że dla niego to historie o więzi człowieka z naturą. A ja cieszę się, że moje obrazy coś w nim poruszyły.
Kontakt do artystki: nataliarybka.com
Zdjęcia: archirum artystki
Na zdjęciu główym: "Sens nie filozoficzny", 2017