Przyroda pozwala więcej widzieć, słyszeć i odczuwać – natura w malarstwie Laury La Wasilewskiej
ArtyściKiedyś malowała portrety, dziś ludzie są raczej bohaterami drugiego planu. Dla Laury La Wasilewskiej najważniejsze jest piękno ulotnych chwil.
Z Laurą La Wasilewską Rozmawiała Agnieszka Wójcińska
Człowiek, natura, niebo – to twoje ulubione tematy.
Wszędzie, gdzie jestem, patrzę w niebo. W moim krakowskim mieszkaniu zajmuje ono większą część okna. Czuję ogromną wdzięczność, że tam jest, niezależnie od tego, jaki ma kolor. Uważam, że musimy być blisko z naturą i tam szukać wytchnienia od codzienności, bo jesteśmy jej częścią.
To ważne zwłaszcza teraz…
Tak, mamy ciężkie czasy – pandemia, wojna w Ukrainie, jeszcze wzmocniły to poczucie. Ale też przyspieszenie technologiczne sprawia, że wielu z nas biegnie i nie ma czasu nawet spojrzeć w niebo czy na przyrodę. Co ciekawe, odkąd mieszkam w Krakowie, mój związek z naturą jest jeszcze mocniejszy. Tu jest tyle dzikich zakątków: Błonia, droga polami na Tyniec, nadbrzeże Wisły, Zalew Bagry. Nagle okazuje się, że zwykły park czy rzeka są cudowne przez swoje kolory zmieniające się wraz z porami dnia czy roku. To ulotne piękno staram się uchwycić i przekazać.
Kiedyś malowałaś przede wszystkim portrety, teraz człowiek zaledwie gdzieś majaczy, nie na nim się skupiasz…
Nie jest głównym bohaterem, tylko wpisuje się w pejzaż jak w chińskiej czy japońskiej sztuce. To przyroda pozwala więcej widzieć, słyszeć i odczuwać. Podpatruję więc człowieka wśród niej – przyglądam mu się, gdy idzie przez łąkę, wygląda przez okno, biegnie. Niczego nie upiększam, jak robią to ludzie wrzucający zdjęcia na Instagram. Raczej jestem narratorką powieści, która zwraca uwagę widzów na pewne chwile. Dla mnie nie są to przypadkowe momenty, ale małe perełki wyłowione z czasu. Jakieś przeżycia, które się nie powtórzą, są autentyczne, nie wyreżyserowane. Moja sztuka to też swego rodzaju autoportret. Pokazuję nie tylko uchwycone w ułamku sekundy radości, smutki, melancholię czy zadumę, lecz to, co mnie interesuje. Lubię skupiać się na detalu, dlatego niektóre fragmenty są ostrzejsze, a inne niedopowiedziane.
Przeczytaj też:
-
Mity i tajemnice – urzekająca oszczędność formy w malarstwie Katarzyny Kudełki
-
Ewa Czwartos maluje Madonny jak u Botticelliego – jej obrazy przypominają dzieła renesansowych mistrzów
Ważnymi bohaterami prac są też zwierzęta, zwłaszcza psy.
Dorastałam wśród nich. Oprócz mamy, taty i brata były moimi pierwszymi modelami. Gdy miałam parę lat, rodzice przeprowadzili się z Gdyni na wieś za Wejherowem. Tata prowadził tam warsztat naprawy amerykańskich starych samochodów, jeden z pierwszych w Polsce, a rodzice przygarniali psy po przejściach, chore. Ludzie ciągle nam je podrzucali i zebrała się spora gromada. Przede wszystkim te większe, owczarki niemieckie, kaukaskie, dobermanka, ale była i pinczerka – mała, za to z silnym charakterem. Pamiętam spacery z psami po okolicznych wzgórzach, na które chodziliśmy z ojcem. To wtedy poczułam tę bliskość z przyrodą i nauczyłam się obserwować świat.
Może dlatego potrafisz tak dobrze uchwycić zwierzęta…
Portretuję je podobnie jak ludzi. Staram się nie malować ze zdjęć, ale spotkać na żywo, poznać charakter, właścicieli. Wybieram rasy, których dotąd nie znałam albo ich sylwetka mnie zachwyca – whippeta, pudla, dalmatyńczyka. No i mam wrażenie, że ten temat jest spójny z moją twórczością. Symbioza człowieka, natury i nieba to jej główny motyw. Bez tego zatracilibyśmy się w codzienności.
Kontakt: instagram.com/laura_la_wasilewska
Zdjęcie główne: „Przypływ nr 3”, zdjęcia: Archiwum prywatne