Magiczne i symboliczne – jedwabne historie Wilgi Badowskiej. Jak powstają obrazy malowane na tkaninie?
ArtyściZwierzęta Wilgi Badowskiej przypominają skalne malowidła – magiczne i symboliczne. Tworzy je w rzadkiej bardzo pracochłonnej technice woskiem na jedwabiu.
Z Wilgą Badowską rozmawiała Agnieszka Wójcińska
Wymyśliła pani własną technikę malowania.
Zaczęło się od ciucha – ponad 30 lat temu chciałam coś namalować na koszulce dla chłopaka. Nie było wtedy takich farb do tkanin jak dziś. Pamiętam, jechałam do domu do Olsztyna pociągiem z gorączką i przyszło mi do głowy, że można malować woskiem ze świecy, a potem to włożyć do farby. Koszulka nie powstała, ale zaczęłam tworzyć obrazy na bawełnie z prześcieradła.
Bardzo się spodobały mojemu profesorowi z gdańskiej ASP, Kazimierzowi „Kachowi” Ostrowskiemu, więc zrobiłam z nich dyplom. Potem dostałam w prezencie dwie bele białego jedwabiu. Ta „biała kartka” trochę mnie onieśmielała, więc przeleżały z trzy lata w szafie. Aż je wyjęłam, i to było bingo! Wosk nie wsiąkał w nie jak w bawełnę, rysunek był precyzyjny i mogłam użyć trwalszych kwasowych farb do jedwabiu, więc kolory nie płowiały.
Jak powstają pani prace?
Najpierw jest projekt na papierze. Potem, już na jedwabiu, wszystkie miejsca, które mają być białe, pokrywam woskiem, by nie doszła tam farba. Następnie kładę pędzlem szczeciniakiem albo z użyciem szablonów inne kolory, tak do pięciu. Każdy zabezpieczam woskiem i kładę kolejny.
Wosk to mieszanka z parafiną, która pęka, dając efekt tzw. scratchowania – podsiąka pod nią farba, tworząc wzory. Tutaj natura ma swój udział.
Nosi pani imię jak ptak, a portretuje zwierzęta. Czuje pani z nimi szczególną więź?
Imię wybrała mi mama, artystyczna dusza, najpierw aktorka, potem bibliotekarka. Gdy była ze mną w ciąży, przeczytała opowiadanie o dziecku i ptaku pod tytułem „Wilga”. To dziwne, że zarejestrowali to imięw urzędzie. A zwierzęta lubię i pasują do techniki, której używam, bo ich sylwetki wyraźnie odcinają się od tła. Moje prace kojarzą się z przedstawieniami z początków dziejów cywilizacji, choćby u starożytnych Egipcjan. To takie dążenie do znaku – precyzyjnego, symbolicznego, bez wielu planów. Zwierzaki można też ciekawie zniekształcić – zrobić abstrakcyjną plamę, dodać dziób, łapę i powstaje sowa. Kiedy namalowałam cykl z sowami, widziałam przed nimi wielu uśmiechniętych ludzi i każdy miał ulubionego ptaka, z jakąś miną.
A skąd pomysły, jakie zwierzę akurat namalować?
Pojawia się potrzeba wewnętrzna, nie wiem skąd, może z góry. Coś poruszy we mnie jakąś strunę i akurat chcę malować tak, a nie inaczej. Trudno to wyjaśnić. Z wielona zwierzętami powstają cykle prac – przyglądam im się pod różnymi kątami, pokazuję pojedynczo albo w grupie, eksperymentuję z techniką, kolorami. Kiedyś koleżanka architektka poprosiła mnie o kolorowy obraz z karuzelą do mieszkania, które projektowała. Strasznie długo się męczyłam, jak to ugryźć. W końcu skupiłam się na koniach z karuzeli i na ostatnich obrazach z cyklu to już są tylko konie biegnące gdzieś w przestrzeni, trochę abstrakcja.
Kolory są dla pani ważne.
Z nimi jest jak z motywami, coś mnie uwrażliwia na konkretne barwy w danym momencie. To jak z wyborem ubrania rano – człowiek wstaje i myśli: „dziś ta sukienka”, „na pewno nie te spodnie”. Jest na coś nastrój.
Co stara się pani przekazać pracami?
Bardziej chcę coś zobaczyć. Jak w filmie z dzieciństwa „Zaczarowany ołówek” – jego bohater, gdy coś chciał mieć, rysował to magiczną kredką. Ja też powołuję do życia byty, którym chcę się przyjrzeć. Ostatnio zajęłam się abstrakcją na płótnie i przywołuję kolory – intensywne, zniuansowane, jakich nie namalowałabym na tkaninie.
Kontakt do artystki: wilgabadowska.pl
Zdjęcia: archiwum artystki
Zobacz też: Przypominają piankę na kawie lub komórki pod mikroskopem. Swoje tkaniny artystyczne Beata Warda tworzy... lutownicą