Grzegorz L. Piotrowski malarstwo

Między realizmem a abstrakcją – pejzaże Grzegorza Leona Piotrowskiego

Artyści

Pejzaż może być banalny albo nie. Mnie interesuje w nim przejście pomiędzy realizmem a abstrakcją – mówi Grzegorz Leon Piotrowski.

Grzegorz L. Piotrowski malarstwo
„Staw” 2020

Z Grzegorzem Leonem Piotrowskim rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Okolice Lanckorony, gdzie mieszkasz, mają wpływ na to, co i jak malujesz?

Bez wątpienia. Trafiłem do Małopolski za moją żoną Joanną, bo tu, na wsi, jest jej rodzinny dom. Z okien widzę górę Leńcze, za nią jest kolejna, a dalej następna. W Małopolsce pejzaż jest zakrzywiony, zupełnie inny niż ten, do jakiego przywykłem na początku mojej malarskiej drogi, światło jest inne. Urodziłem się i wychowałem w małej miejscowości Mościce pod Gorzowem Wielkopolskim.

A tam horyzont jest płaski – są trzy pasy: nieba, lasu i ziemi. Malowałem tamtejsze pejzaże, ale potem porzuciłem tę tematykę, zaliczyłem styl akademicki na studiach, wędrówki w stronę modnej abstrakcji, robiłem obiekty i instalacje, przez wiele lat malowałem akty. Aż dwa lata temu to wszystko się wyczerpało i wróciłem do pejzażu oraz farb olejnych.

Krajobrazy, które portretujesz, nie są do końca realistyczne...

Pejzaż może być banalny albo nie. Mnie interesuje w nim przejście między realizmem a abstrakcją. Chcę, żeby obraz wychodził z natury i dotykał granicy abstrakcji, ale jej nie przekraczał. Linia horyzontu ma tutaj bardzo duże znaczenie, bo dzieli obraz w sposób tradycyjny. A dalej zaczyna się zabawa. Obrazy to zlepek widoków, które zobaczyłem i przepuściłem przez moje myśli i uczucia w danej chwili. 

Grzegorz L. Piotrowski malarstwo
„Nasze miejsce”, 2021

Dlatego czasami są lekkie, delikatne i świeże, mają dużo oddechu, jak „Dolina Baryczy”, a kiedy indziej jest na nich kilogram farby, dużo emocji i walki, czyli życia po prostu. Jak powiedział mój pierwszy nauczyciel, malarz Henryk Szarzyński z Mościc: życie jest jak jazda kolarzówką: jedziesz po asfalcie – jest lekko; po nierównej, gliniastej drodze – robi się ciężko, ale zawsze trzeba jechać.

Napisałeś mi w e-mailu, że twój szkicownik to… spacery.

W pandemii zacząłem maszerować po okolicy – prawie codziennie robię tę samą dziewieciokilometrową trasę. Idę i patrzę na zmieniający się krajobraz przez kolejne miesiące. Pamiętam, jak były śniegi, jak stopniały, jak kwitły jabłonie, potem widzę jabłka, one spadają… wsiąkam w pejzaż. Moje prace to odbicie tego czasu. Gdy namaluję obraz, stawiam go przed pracownią na sztaludze i jeśli czuję, że „siedzi” w otoczeniu, wiem, że jest skończony. Trochę jak w filmie „Pachnidło”, gdzie wszystkie soki i zapachy są zebrane i zamknięte w jednej buteleczce.

Grzegorz L. Piotrowski malarstwo
„Nokturn codzienności”, 2021

Nie nudzi cię ten pejzaż?

Miasto mnie nigdy nie pociągało. To na wiosze najlepiej się czuję i ona jest moją inspiracją. Pejzaż jest tu dostępny na wyciągnięcie ręki, wystarczy otworzyć okno i jest model, w dodatku bardzo cierpliwy. Inspirują mnie patyk, kamień, cień, jaki liście rzucają na drogę.

Mam wrażenie, że od kiedy wróciłem do tej tematyki, maluję z większą niż kiedyś uważnością i namysłem. Może to kwestia wieku. Uważam, że nie trzeba jeździć w odległe krainy, które kuszą widokami i przestrzeniami – do Grecji, Chorwacji czy Afryki. Można tu i teraz zatrzymać się na chwilę, zachwycić tym, co najprostsze – spojrzeć na kroplę deszczu i zobaczyć coś fantastycznego. Wiesz, że kilkanaście kilometrów stąd mam takie swoje miejsce: pole, kawałek góry, wierzby – otoczony brzydotą przepiękny fragment krajobrazu. Namalowałem go już 40 razy, bo zamiast rozszerzać temat, wolę go zgłębiać i patrzeć na niego ciągle pod nowym kątem. Ostatnio do mnie dotarło też, że chyba świadomie przeciwstawiam się głosowi, że malarstwo sztalugowe się kończy. Myślę, że ludzie wciąż potrzebują tradycyjnych obrazów.

Kontakt do artysty: facebook.com/grzegorz.l.piotrowski

Autorka fotografii: Aldona Wańdyga
Na zdjęciu głównym: „Dolina Baryczy”, 2021, poniżej: „Powracająca myśl”, 2021


Przeczytaj też: Martyna Merkel wierzy, że każdy obraz to autoportret artysty. Pejzażami opowiada o sobie