Tylko kolor i kształt – rozmowa z malarzem Piotrem Pacheckim wiernym tradycji kapistów
ArtyściPiotr Pachecki szkicuje w tramwajach, marzy o namalowaniu fresku na całą ścianę i odkrywa, że kredki córki to też fajne narzędzie malarskie.
Z malarzem Piotrem Pacheckim rozmawia Stanisław Gieżyński
Maluje pan pejzaże, martwe natury, sceny rodzajowe. Czy to nie jest nieco staromodne?
Bliska jest mi tradycja kapistów, bardzo lubię twórczość Jana Cybisa. Co rok jak do Mekki jadę do Opola, żeby popatrzeć na jego obrazy (śmiech). Chociaż tak po prawdzie, to lepszą malarką była jego żona… Po prostu uważam, że od czasów modernizmu nic bardziej sensownego w malarstwie się nie pojawiło. W mojej twórczości nie chodzi o pokazanie krajobrazu czy ludzi, ale o harmonizowanie form i kolorów. Dlatego też nie lubię fotografii, bo ona wytwarza świat, który nie istnieje. Nawet fotografowanie obrazów jest bez sensu. Dobrej jakości materia malarska nie da się utrwalić w barbarzyńskim urządzeniu.
Przeczytaj też: Oniryczne krajobrazy – kamień motywem przewodnim malarstwa Stanisława Ryszarda Kortyki
Chwileczkę… To malarstwo nie manipuluje rzeczywistością?
Tylko to złe! Malarstwo jest o kolorach i kształtach, operuje swoimi właściwościami. Bez literatury czy opowieści. Malarska materia ma być tak poprowadzona, by wyczuwało się intelekt, który ją porządkuje. Realizm to dobra szkoła i punkt wyjścia. Obserwacja natury pomaga osiągnąć większą sprawność. Zauważmy, że światło nie ma neutralnego koloru – inne jest w południe, inne pod wieczór. Na kolor wpływają refleksy z przedmiotów stojących obok, kopuła nieba rzuca barwę na krajobraz.
W pana obrazach punktem wyjścia jest jednak to, co widzimy dookoła.
Trochę to wymusza samo życie. Pracuję na etacie, mam rodzinę. Jadę tramwajem do pracy, coś wpadnie mi w oko i robię szybki trzydziestosekundowy szkic. Albo obserwuję jakieś porozrzucane przedmioty. Świat więcej czasu nie daje i dopiero potem mogę uzupełnić szkic kolorem. Wieczorem uśpię dziecko i idę malować. Przy sztucznym oświetleniu, więc ten kolor to tylko podmalunki. W weekend mam czas popracować nad nim w naturalnym świetle. Nie przepadam za podróżami, ale moja żona uwielbia nurkować, więc jeździmy tam, gdzie są rafy. Ja sobie wtedy rysuję. Ale emigracji na Lazurowe Wybrzeże wzorem impresjonistów nie planuję. Ołowiane polskie niebo jest wystarczająco malarskie!
Nim został pan malarzem, skończył pan studia filozoficzne…
…a teraz pracuję jako nauczyciel informatyki. Filozofia to była próba odpowiedzi na różne młodzieńcze pytania. Malarstwo zawsze mnie interesowało. Zaczynałem od akwareli i potem poszło dalej. Praca nauczyciela daje mi bezpieczeństwo finansowe, a przez to wolność. Mogę sobie malować, co i jak chcę.
Mało pana widać w internecie, fotografii pan nie lubi. Gdzie można zobaczyć pana obrazy?
Do marca mam wystawę w Galerii Linia na Uniwersytecie Przyrodniczym we Wrocławiu. Taka trochę anarchistyczna inicjatywa, płótna wiszą na korytarzu. Gdyby któreś zginęło, to chyba bym się nawet ucieszył, że ktoś złamał prawo, by mieć mój obraz (śmiech). A w ogóle to mam marzenie, żeby namalować taki klasyczny fresk na mokrym tynku. Tylko jakoś nikt nie chce mi ściany udostępnić.
Kontakt z artystą: @piotr_pachecki_art
Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękujemy Galerii Xanadu
Zdjęcia: archiwum artysty
Na zdjęciu głównym obraz Dzieci na boisku szkolnym, 2022, poniżej: Martwa natura z melonem, 2023