Laura Makabresku fotografie

Baśniowość i niepokój – rozmowa z fotografką Kamilą Kansy vel Laurą Makabresku

Artyści

Są pełne magii i czułości jak historie, które opowiadają. Zdjęcia Laury Makabresku nikogo nie zostawią obojętnym.

Kansy vel Laura Makabresku fotografie
„Consolation”, 2020; powyżej: „Gratefulness”, 2020

Z Kamilą Kansy vel Laurą Makabresku rozmawiała Joanna Kornecka

Skąd taki pseudonim artystyczny?

Wymyśliłam go na początku mojej twórczości, jeszcze w liceum. Szukałam nazwy, która w jakiejś mierze oddałaby to, o czym chciałam poprzez swoje obrazy mówić w tamtym czasie (wówczas jeszcze pewnie bardziej intuicyjnie niż dojrzale i świadomie) – a więc o zmaganiu się i napięciu między ciemnością i brzaskiem poranka, ranami i czułością, rozpaczą i nadzieją. Pomimo niekiedy trudnych i „makabrycznych” wizji, mających często podłoże w moich własnych problemach i kryzysach, niezmiennie towarzyszyły tym pierwszym fotografiom subtelna forma i przenikliwe światło, które z perspektywy czasu odczytuję jako osobiste, podświadome dążenie ku nadziei i wolności.

Skończyła pani polonistykę i filozofię. Dlaczego nie studia artystyczne?

Nie aspirowałam nigdy do bycia artystką. Zaczęłam tworzyć z naglącej potrzeby duszy, z początku także dlatego, by nazywać i porządkować swoje emocje i uczucia. Moje zainteresowania biegły bardziej w stronę literatury i filozofii. Słowo, odkąd pamiętam, było i jest przestrzenią, która obok ciszy najbardziej pobudza moją wyobraźnię. Obrazy mniej, może dlatego że od dziecka jestem krótkowidzem, skupionym przez to na wewnętrznych krajobrazach duszy. Te literackie zainteresowania w pewnym stopniu budowały moją wrażliwość – szczególnie dzieła realizmu magicznego, teologia oraz mistyka rosyjska, filozofia personalistyczna. To jednak, co najistotniejsze w mojej twórczości, wynikało zawsze z własnych przeżyć i doświadczeń.
 

Skąd pomysły na takie niezwykłe kadry, czasem jak z filmu surrealistycznego?

Myślę, że jest to w dużej mierze tajemnica dla każdego, w kim rodzą się wewnętrzne obrazy, przeczucia czy natchnienia. Dla mnie są one owocem kontemplacji cudu, jakim jest akt stwórczy świata i człowieka. Ich pojawianiu się we mnie bardzo często towarzyszą zachwyt i wzruszenie nad pokornym i prostym Pięknem, którego Źródło pozostaje ukryte, choć mogę wejść z Nim w osobową i przemieniającą mnie relację.

Korzysta pani z tradycyjnych technik fotograficznych. Aparatem analogowym łatwiej uzyskać nastrój baśniowości?

Korzystam i z aparatów analogowych, i z lustrzanek cyfrowych. Zdarza się nawet,że z aparatu w telefonie. Nie przywiązuję do tego większej wagi, bo nie koncentruję się na aspektach technicznych – uwagę skupiam raczej na treści, opowieści, istocie obrazu. Oczywiście nie znaczy to, że nie jestem świadoma wartości plastycznych, jakich uzyskanie umożliwia każde z tych narzędzi, jednak są to sprawy drugorzędne.

Przeczytaj też: Rzeźbiarskie kadry i fascynacja ludzkim ciałem w fotografiach Arkadiusza Branickiego
 

Kansy vel Laura Makabresku fotografie
„Samaritan Woman”, 2020
Kansy vel Laura Makabresku fotografie
„The Suffering”, 2017

Ukazuje pani świat na granicy jawy i snu. Kim są bohaterowie pani zdjęć?

Dla mnie ta granica przebiega pomiędzy ciałem i duszą: tym, co zmysłowe i materialne, a tym, co obecne w ciszy i w tajemnicy własnej duszy. Nie chodzi mi o manichejskie przeciwstawianie sobie materii i ducha, historie czerpię bowiem z życia w całej jego pełni, wychodząc od realnych i wspólnych wszystkim przeżyć zmysłowych i uczuciowych (dojrzewania, relacji miłości, przyjaźni, cierpienia, tęsknoty, melancholii), kieruję uwagę w stronę tego, co nieoczywiste, ukryte pod tkanką rzeczywistości, a jednocześnie nadające tym doświadczeniom głęboki sens i cel. Na fotografiach najczęściej pojawiam się ja i mój drogi Mąż, niekiedy też nasi przyjaciele, bliskie mi osoby, zwierzęta i przyroda.

W pani pracach jest szczególnie dużo ptaków…

Ptaki są dla mnie nośnikiem tego, co pozazmysłowe, metafizyczne. Interesuje mnie też ich symbolika w mitologii, pobożności ludowej i sztuce chrześcijańskiej. Ostatnio zaintrygowało mnie znaczenie, jakie w średniowieczu przypisywano czapli – ponieważ może płakać z bólu, symbolicznie łączono ją z Chrystusem w Ogrodzie Oliwnym.
 

Kansy vel Laura Makabresku fotografie
„The Anatomy of Melancholy”, 2020

Fotografie, zwłaszcza te z cyklu Anatomia Melancholii, przypominają mi obrazy XIX-wiecznego malarza Vilhelma Hammershøia…

Jak już wspomniałam, malarstwo nie jest dziedziną, która stanowi źródło moich inspiracji, choć oczywiście są malarze, których obrazy cenię. Bardzo lubię wracać do twórczości wspomnianego przez panią Vilhelma Hammershøia, Piotra Stachiewicza, Jakuba Schikanedera, Paula Delvauxa, Hieronima Boscha, Gustave’a Doré czy Jerzego Nowosielskiego. Przyznam, że częściej niż do malarstwa sięgam po prawosławne ikony, które będąc nierozerwalnie związane ze Słowem, stają się dla mnie często początkiem głębokiej ciszy, w której rodzą się wewnętrzne obrazy.

Sporo w pani pracach erotyki i wątków biblijnych. Czy wiara jest dla pani ważna?

Myślę, że aspekt erotyczny jest mocno wpisany w teologię ludzkiego ciała, a najpiękniejszym tego wyrazem jest dla mnie treść dwóch ksiąg Starego Testamentu: Pieśni nad Pieśniami oraz Księgi Ozeasza. Miłość małżeńska (również ta w wymiarze erotycznym) jest w jakiś tajemniczy sposób obrazem miłości Boga do człowieka.

Są to jednak tak niewymownie piękne i potężne analogie, że kontemplowanie ich niejako samoistnie wyprowadza mnie ze słów w stronę Ciała Obrazu. Wiarę przeżywam nie jako zbiór moralnych reguł czy pocieszającą ideę, ale jako relację z Bogiem, i to Jego Osoba jest dla mnie najważniejsza.

Kontakt do artystki: laura.makabresku@gmail.com,
Instagram: @lauramakabresku

Zdjęcia: archirum artystki
Na zdjęciu głównym: „Samaritan Woman”, 2020

Zwierciadła Kalendarz Zwierciadła Kalendarz