Wyrywki codziennego życia – bohaterami malarstwa Anny Wardęgi-Czai są zwykli ludzie
ArtyściAnnę Wardęgę-Czaję interesują ludzie pozornie zwykli. Mówi do nich: – Widzę was! Z ulotnych momentów tworzy opowieści.
Z Anną Wardęgą-Czają rozmawiała Agnieszka Wójcińska
Lubisz obserwować ludzi?
Robię to, odkąd pamiętam. Słucham też przypadkowych rozmów. Z tych wyrywków codziennego życia, zauważonych mimochodem na ulicy czy w autobusie, staram się odczytać historie. Zapamiętuję poszczególne osoby, czasem robię im zdjęcia, a potem układam w kompozycje na płótnie.
Co muszą mieć w sobie, żeby przyciągnąć twoją uwagę?
Każda twarz ma w sobie głębię, emocje, historię. Pociąga mnie pozorna zwykłość. Jak w reportażu. Człowiek równa się opowieść. Dzieje się wprawdzie w mojej głowie, bo z osobami z obrazów nie rozmawiam, ale historia jest zapisana w twarzy. Zresztą bardzo lubię czytać polskie reportaże o codziennym życiu i zwyczajnych ludziach, na przykład Mariusza Szczygła.
To dlatego malujesz realistycznie?
Rozumie się to samo przez się, skoro interesuje mnie człowiek. Jego emocje można oddać przez abstrakcję, jednak ja wolę obserwację bardziej dosłowną. Tworzę nie tylko obrazy, ale i murale. Szukając pomysłów, oglądam radzieckie mozaiki z elewacji budynków. Inspiruje mnie socrealistyczne uproszczenie formy, geometryzacja podkreślona kolorem.
Mama z córeczką w tramwaju, para w galerii i ta z telefonami na łóżku – co to za sceny?
To sytuacje, które same ułożyły się w obrazy. Gdy zobaczyłam mamę pokazującą córeczce przez okno pojazdy i ludzi, ujęła mnie czułość tej relacji i fascynacja małego człowieka światem. Było wtedy bardzo intensywne słońce, które podkreślało ich figury. W wielu moich pracach pobrzmiewa smutek, ta jest optymistyczna. Parę pod obrazem z Minotaurem i Tezeuszem zobaczyłam z kolei na weselu przyjaciela. Zestawienie mitologicznej historii i relacji tej dwójki wydało mi się tak symboliczne, że zrobiłam im zdjęcie i namalowałam. Scenę z telefonami podpatrzyłam na studiach, gdy pozowało nam dwoje nagich modeli. W przerwie usiedli, patrząc w smartfony. Ujęła mnie naturalność tej sceny, taka kwintesencja naszych czasów. To by się mogło zdarzyć komukolwiek z nas. Na obrazie domalowałam im w tle pokój.
Przeczytaj też: Ewa Czwartos maluje Madonny jak u Botticelliego – jej obrazy przypominają dzieła renesansowych mistrzów
Za to ludzie śpiący na schodach to pełen surrealizm.
A wiesz, że ten obraz też powstał na podstawie zdjęcia reporterskiego? Zrobiono je w latach 50. w Nowym Jorku, 1 stycznia, po sylwestrze. Na płótnie dodałam kolory, a zwykłe schody zamieniłam na ruchome, które się nie kończą. Tak podkreśliłam zawieszenie postaci w otaczającym nas technologicznym świecie.
Twoje prace kojarzą się z Edwardem Hopperem.
est jednym z moich ukochanych malarzy i jednym z najsmutniejszych w historii. Genialnie pokazuje osamotnienie i to, że największe ludzkie dramaty dzieją się w momentach pozornie zwyczajnych. Jego postaci, pozostawione w chłodnej, obcej przestrzeni, odbieram bardzo pierwotnie i głęboko. Ja nie jestem jednak taką pesymistką i mam w sobie dużo czułości dla drugiego człowieka. Staram się pokazać, że to właśnie on, jego zainteresowanie, jest dla nas ratunkiem i daje nadzieję. To taka moja misja – żeby ludzie zatrzymali się na chwilę i dostrzegli innych.
Kontakt: Galeria Katarzyny Napiórkowskiej, napiorkowska.pl
Zdjęcie główne: „Obmycie”, 2020 r., fot. Archiwum prywatne