reklama

Królewska prostota

Rezydencje

Jak stworzyć dom dla rodziny, do codziennego życia, a jednocześnie na oficjalne przyjęcia, opowiadają Hedy i Marnix Krop. Możemy być pewni – drugiej takiej rezydencji nie ma.

Marnix od dawna interesuje się historią krajów Europy Środkowej, więc nie ukrywał zadowolenia, że skierowano go do pracy w Polsce. Hedy była bardziej sceptyczna. Znajomi ostrzegali ją, że długie, mroźne zimy będą nie do wytrzymania, a w sklepach zapewne brakuje towarów. Zresztą, wciąż pytają, co jej przysłać, czy czegoś nie potrzebuje. Zawsze są zdziwieni, gdy tłumaczy, że w Warszawie ma więcej sklepów niż w rodzinnym mieście.

Wprowadzili się, jak na ambasadora z żoną przystało, do rezydencji Królestwa Niderlandów na skraju Łazienek. Rozmach budowli zaprojektowanej przez holenderskiego architekta Ericka van Egeraata naprawdę robi wrażenie i zaskakuje. Nowoczesna, przeszklona bryła, jakby zawieszona w powietrzu, a wokół niej specjalnie uformowany krajobraz – pofałdowany, wnikający w budynek. Architekt ten słynie z projektów, które działają na zmysły, a ludzie mają się w nich czuć wyjątkowo.

Ogród wspina się z dwóch stron budynku i bezkarnie zagląda nawet na piętro, do prywatnej części domu, jedynego miejsca w rezydencji, gdzie członkowie dyplomatycznej rodziny mogą czuć się naprawdę swobodnie. Parter bowiem musi być przystosowany do podejmowania ważnych gości, wymaganych protokołem przyjęć i spotkań.

Przestępując próg rezydencji, spodziewamy się więc oficjalnego, trochę sztywnego wystroju wnętrza. Rozglądamy się za stylowymi meblami i klasycznymi obrazami. Tutaj natomiast zaskakuje nas nowoczesny design, światło i nieskrępowana niczym przestrzeń, współczesna sztuka i surowość zastosowanych materiałów. A co najciekawsze, jest reprezentacyjnie, a zarazem przytulnie i domowo.

Kiedy Hedy i Marnix wprowadzili się do rezydencji dwa lata temu, była ona całkowicie urządzona, ale zdaniem pani domu źle i mało funkcjonalnie. Postanowiła zmienić aranżację. Ponieważ lubi łączyć stare z nowym, wstawiła kilka rodzinnych pamiątek. Drobne przedmioty, jak prosty holenderski zegar, chińskie skrzynie czy niebieska porcelana, pozwoliły domownikom poczuć się wreszcie jak u siebie.

– Skoro mieszkamy w nowoczesnym domu, sztuka też musi być nowoczesna – zdecydowała Hedy. I zabrali się za wybieranie prac współczesnych holenderskich artystów, które teraz wiszą na ścianach salonu i jadalni. To najlepsza wizytówka kraju, który reprezentują – jego sztuki, kultury i charakteru: otwartego, pełnego rozmachu, fantazji i nowoczesnego podejścia do życia.


Tekst, stylizacja i fotografie: Joanna Siedlar

reklama
reklama