werandacountry.pl werandaweekend.pl
reklama

Willa Necchi Campiglio

Domy i Mieszkania

Gdyby nie film „Jestem miłością”, dom przy via Mozart 14 w Mediolanie byłby pewnie zwykłym muzeum modernizmu.

Zaprojektował go mediolański architekt Piero Portaluppi, który skończył wprawdzie politechnikę, ale był też utalentowanym rysownikiem i karykaturzystą współpracującym z włoskimi gazetami. Tworzył budynki przemysłowe, według jego pomysłu odbudowano po wojnie jedną z najsłynniejszych galerii obrazów z kolekcją malarstwa włoskiego – Pinakotekę Brera, zaprojektował także domy dla rodziny Buonarroti-Carpaccio-Giotto.

Nie ma co, obracał się wśród najbardziej wpływowych i starych rodów. Ale to nie dzięki nim mówi się o architekcie także dziś, choć od jego śmierci minęło prawie 50 lat. Wszystko za sprawą melodramatu „Jestem miłością”, w którym fenomenalną rolę zagrała Tilda Swinton, muza Dereka Jarmana. Romans statecznej damy z przyjacielem syna zapamiętuje się równie mocno jak wnętrza domu mediolańskich bogaczy, w którym kręcone były zdjęcia.

To willa Necchi Campiglio – najpiękniejsze dzieło Piera dowodzące, jak utalentowanym był człowiekiem – zaprojektował nie tylko czteropiętrowy dom ze świetlistymi pokojami ustawionymi w amfiladzie, ale też okazałą klatkę schodową, bibliotekę, jadalnię ze ścianami obłożonymi koźlą skórą, ze stiukami na suficie (sam je malował!) oraz meble: sofę, fotele, stół z lapis-lazuli. W Mediolanie każdy gna obejrzeć Duomo, galerię Wiktora Emanuela II i modne uliczki, z Montenapoleone na czele. O tej perełce, poza architektami, mało kto wie. Wielki błąd.

Przed wojną była jednym z najsłynniejszych włoskich modernistycznych domostw. Zbudowana dla zamożnych przemysłowców z Varese, rodziny Necchi Campiglio, przypominających nieco bohaterów filmu Luki Guadagnina, ma nawet swoją legendę. Głosi ona, że państwo zagubili się wśród krętych mediolańskich uliczek, wracając z koncertu w La Scali, gdy wśród mgieł dostrzegli na końcu via Mozart działkę wprost wymarzoną na rodową rezydencję.

Willa ociekała niebywałym luksusem. Nic dziwnego – architekt mógł sobie pozwolić na rozmach, bo przemysłowcy dali mu wolną rękę w kwestiach finansowych. Podziwiamy więc drogocenne forniry, m.in. orzechową czeczotkę na klatce schodowej, jedwabie, aksamity, skóry na ścianach, marmury na posadzkach, obramowania drzwi z onyksu, kryształowe lustra. Cudownie dopieszczone detale: gałki przy drzwiach, klamki u okien, puzderka w łazienkach. Luksus czuć na każdym kroku, choć fasada wcale nie przypomina bogato zdobionych mieszczańskich kamienic. Art déco w najlepszym wydaniu – proste geometryczne kształty i najszlachetniejsze materiały. Na ścianach obrazy artystów Novecenta: Maria Sironiego, Giorgia Morandiego i Giorgia de Chirica. Zza ulicznego muru jednak niewiele widać.

Całe miasto plotkowało więc o ukrytych za szpalerem bujnych drzew cudach – szafie-galerii przypominającej raczej nawę w kościele, a nie garderobę, podgrzewanym basenie, korcie tenisowym, rozsuwanych metalowych drzwiach do oranżerii, ozdobionych geometrycznymi wzorami, szklanych ścianach, przez które ogród dosłownie wdziera się do środka, i o wrotach wejściowych wysokich na pięć metrów, z przejrzystych tafli oprawionych w mosiądz. Tylko przyjaciele rodziny, między innymi scenograf z La Scali (miał nawet swój pokój gościnny), zapraszani tu na imprezy, mieli okazję przekonać się, że krążące o cudownym domu plotki są prawdziwe.

Siostry Gigina i Nedda Necchi mieszkały tu przez całe życie, nie miały dzieci, więc przekazały dom miastu. 98-letnia Gigina postawiła w 2001 roku jeden warunek: muzeum ma wyglądać jak za ich życia. Willa, odkryta przez scenografów „Jestem miłością”, nie wymagała żadnych poprawek, nawet na potrzeby filmu. Jest zachwycającym i wciąż szalenie nowoczesnym projektem.
Gdy będziecie w Mediolanie, koniecznie wybierzcie się na spacer od La Scali do via Mozart śladami rodziny Necchi. Willa jest czynna od środy do niedzieli. Wstęp kosztuje 9 euro.

Tekst: Joanna Halena

reklama
reklama
reklama