Kiedy Marzena urządzała kawalerkę na Mokotowie, była w ciąży. Na świat miała przyjść jej druga córeczka i to właśnie dodawało jej energii i odwagi.

Wanna przy oknie, puszyste dywany, ciepłe kolory – tak wyobrażała sobie miejsce, gdzie mogłaby zaprosić koleżanki na wino albo zjeść z mężem romantyczną kolację. Efekt przerósł jej najśmielsze oczekiwania, a kawalerka zachwyca odwiedzających. Wszystko dzięki Joannie Liss, młodej energicznej architektce, którą poleciła jej koleżanka.

Urządzanie mieszkania Marzena wspomina jako wciągającą zabawę. Już samo spotkanie z architektką było niezwykłe. Natychmiast się polubiły i zrozumiały. Przez pierwsze trzy godziny znajomości opowiedziały sobie całe swoje życie! Nawzajem się inspirowały i razem ciężko pracowały. Tak było na przykład z tapicerowaną białym aksamitem ścianą w sypialni.

Wykonanie jej nie było łatwe. – Przez tydzień co wieczór spotykałyśmy się, żeby mierzyć, kleić, przycinać i mocować tkaninę zszywaczem tapicerskim – wspomina Marzena. Nie zniechęciły ich nawet bąble na palcach ani codzienne wizyty sąsiadki z dołu, która punktualnie o 22 przychodziła w szlafroku, żeby przypomnieć, że właśnie rozpoczęła się cisza nocna.

Teraz „poduszkowa” ściana idealnie pasuje do łazienkowych płytek, bo Marzena ma... wannę w sypialni. Od łóżka dzieli ją murek. Tylko tak w malutkiej kawalerce można było spełnić marzenie właścicielki o wannie przy oknie. Nietuzinkowych rozwiązań jest więcej. Mieszkanie, choć nowoczesne, jest przytulne. To za sprawą umiejętnie dobranych jedwabnych i pluszowych tkanin, dywanów i, oczywiście, gorącej kolorystyki.

W salonie Marzena powiesiła niedawno obrazy Elżbiety Astor. Wypatrzyła je w restauracji, gdzie jada lunch. Przyglądała się im prawie dwa lata i w końcu stwierdziła, że idealnie pasują do jej azylu.


Tekst: Monika Lewandowska, Katarzyna Sadłowska-Kittel
Fotografie i stylizacja: Monika Lewandowska
Więcej o projektantce: www.liss.pl