Bluszcz akrobata

Rośliny

Bluszcz

Zapytałam kiedyś znajomego Anglika florystę, dlaczego tak często sadzi bluszcz. – Because it's very elegant – odparł bez wahania. Trudno się z nim nie zgodzić – bluszcz pospolity (Hedera helix) to jedna z najbardziej wytwornych roślin. Jego zgrabnie wykrojone liście zawsze trzymają fason: nie żółkną, nie opadają. Dodajmy umiejętność radzenia sobie w głębokim cieniu, odporność na choroby, suszę... Nic dziwnego, że to numer jeden wśród pnączy.

Tworzy zielone poduchy, pnie się po kutych ogrodzeniach, spływa kaskadami z parkanów, owija się wokół latarń... Jak wykonuje te akrobacje? Otóż, dopóki nie ma wsparcia, płoży się i wije po ziemi. Lecz gdy tylko wyczuje podporę, od razu zaczyna się piąć. Chwyta się korzonkami i w górę! Średnio w tempie metra na rok. Po kilkunastu latach zamienia się w drzewo. Tworzy pień, kwiaty i owoce.

Bluszcz pod kontrolą

W USA, dokąd przybył z Europy, bluszcz stracił wszelkie hamulce. Wydostał się z ogrodów do lasów, gdzie zagłusza drzewa, a niekiedy przewraca je swoim ciężarem. Powstają całe „bluszczowe pustynie”. W stanie Waszyngton wylądował na liście gatunków inwazyjnych, w Oregonie dodatkowo zakazano jego sprzedaży. Powołano nawet organizację No Ivy League, której członkowie oczyszczają lasy z bluszczu i doradzają, jak się go pozbyć z ogrodu. A nie jest to wcale proste, bo skórzastych liści nie ima się większość środków chemicznych. U nas nie ma powodu do paniki.

W Polsce bluszcz musi rywalizować z innymi roślinami, do tego stopnia, że jest pod ochroną! Z lasu nie wolno go wyrywać, a gdy w ogrodzie zapędzi się za daleko, wystarczy sekator (ja po prostu strzygę kosiarką wpełzające na trawnik pędy). Można też wybrać mniej ekspansywne odmiany (np. o biało-zielonych liściach). Oprócz opisywanego rodzimego bluszczu pospolitego w naszym klimacie radzi sobie bluszcz kolchidzki (H. colchica) oraz irlandzki (H. hibernica).

Niech się bluszczy, czyli jak hodować bluszcz?

A co zrobić, jeśli chcemy, aby bujniej rósł? Warto pamiętać, że bluszcz nie przepada za słońcem. Lubi zaciszne miejsca – w wietrznych może przemarzać. Zadowala się przeciętną ziemią, ale oczywiście woli żyzną. Chcesz mieć więcej bluszczu?

Zetnij kawałki pędów z dwoma, czterema listkami i posadź w skrzynce z wilgotnym piaskiem. Po kilku tygodniach wytworzą korzenie i będzie je można posadzić w ogrodzie. Bluszcz to także znakomita roślina do „ogrodu pamięci”. Niegdyś często sadzono go na cmentarzach jako symbol wieczności, gdyż jest przez cały rok zielony i żyje nad podziw długo. Przy okazji warto wspomnieć, że najstarszy okaz w Polsce, zwany bluszczem kolejarzy – bo oplata stację PKP – rośnie w Zebrzydowej na Dolnym Śląsku. Ten pomnik przyrody liczy sobie niemal 150 lat (a są na świecie i czterystuletnie egzemplarze).

Chcecie żyć w zgodzie z małżonkiem w nadchodzącym roku? Anglicy mają na to sposób. Na święta Bożego Narodzenia przybierają kolczasty ostrokrzew, uosobienie męskości, bluszczem – symbolizującym kobiecość.

Co ma bluszcz do wina?

Bluszcz był od wieków atrybutem rzymskiego Bachusa i greckiego Dionizosa, bogów wina. W Anglii na szyldach wielu starych winiarni można zobaczyć nie winogrona, lecz właśnie gałązkę bluszczu. Jednak nie próbujmy robić z niego wina – jest rośliną trującą! Z powodzeniem natomiast stosuje się go w kosmetyce – jako składnik preparatów służących do zwalczania cellulitu, wywar z jego liści przyciemnia włosy.


Tekst: Anna Karska
Fotografie: Mariusz Purta, Medium