Najpierw z ziemi wystawiają główki pokryte miękkim puchem. Kiedy słońce mocniej przygrzeje, szeroko otwierają „dzioby”, jakby chciały się go nałykać. To znak, że wiosna tuż-tuż...

 


Sasanki - wygląd 


„Wykluwające się” sasanki są suto opierzone – na razie wciąż obawiają się chłodu. Ale zachęcone ciepłem, wyglądają coraz dalej nad ziemię. Z czasem stracą gęste srebrzyste włoski. A po kwitnieniu znów zrobią się puchate, strosząc rozczochrane fryzury owocostanów.

Z urodą tego kwiatka wiążą się ludowe nazwy – futrzany zawilec (niem. Pelzanemone), wstydliwa panienka (ang. Shamefaced Maiden), kwiat wielkanocny (Pasque flower, Easter flower) – jako że sasanki kwitną zwykle na Wielkanoc. Z ich płatków otrzymywano zielony barwnik do farbowania pisanek. Z kolei łacińskie imię Pulsatilla (od pulso – „uderzam”) pochodzi od ich dzwoneczkowatego kształtu. Ale najbardziej sasanka kojarzy się z wiosną, jest wręcz jej symbolem.
 

Sasanki: ginące skarby


Choć to nasze polskie, swojskie kwiatki, nie znaczy wcale, że są rozpowszechnione. Tej najpiękniejszej, sasanki zwyczajnej (Pulsatilla vulgaris), próżno by u nas szukać, choć jeszcze w XX wieku rosła na pograniczu Wielkopolski i Kujaw.

Uchowała się tylko „w niewoli” – w ogrodach botanicznych i u hodowców. Na szczęście wciąż możemy zobaczyć inne dziko rosnące sasanki. Kto w czerwcu wędrował po szlakach Tatr, Karkonoszy lub w okolicach Babiej Góry, być może natknął się na białe kwiaty sasanki alpejskiej (P. alpina). Rośnie na wysokości ponad 1200 m n.p.m. W Alpach zobaczymy też jej odmiany o cytrynowożółtych kwiatach – nazywana jest tam krowim dzwonkiem (Kuhschelle). Jak dostała się pod szczyty?

reklama



Według góralskiej legendy pewien myśliwy ustrzelił kiedyś czarownicę lecącą na miotle, a tam, gdzie spadła, wyrosły kwiaty zwane miotłą Baby Jagi, brodą czarownicy lub wilczą łapą. Ale są i gatunki rosnące na nizinach. To one zwiastują wiosnę, zakwitając pod koniec marca.

Na spacerach po leśnych polanach wypatrujmy sasanki łąkowej (P. pratensis) – poznamy ją po skromnie zwieszonych dzwoneczkach w kolorze złamanego fioletu. Natomiast trzeba być szczęściarzem, żeby zobaczyć sasankę otwartą (P. patens) o fioletowych kielichach, zwaną czarnym zielem lub wietrznicą, oraz sasankę wiosenną (P. vernalis) o kwiatach z zewnątrz liliowoniebieskich, a w środku białych.

Jak wszystkie sasanki, są chronione, trafiły też do Polskiej Czerwonej Księgi Roślin jako zagrożone wyginięciem. Botanicy niechętnie zdradzają miejsca, gdzie występuje (takiej informacji nie znajdziemy nawet na stronach internetowych parków narodowych) – cóż, nie od dziś wiadomo, że największym zagrożeniem dla roślin są ich „miłośnicy”. Warto dodać, że wszystkie sasanki są trujące. Jednak w małych ilościach wyciąg z nich ma działanie lecznicze. Od 1805 roku – pod nazwą Pulsatilla – stosowany jest w homeopatii.

 

Sasanka - królowa skalniaka


Sasanki sprzedawane w sklepach pochodzą z hodowli i górują nad dzikuskami urodą – mają większe kielichy, a oprócz fioletowych kwiatów również białe, purpurowe, różowe czy czerwone. Są też odmiany o postrzępionych płatkach. Kupiliśmy i co dalej?

Od razu uprzedzę, że sasanka potrzebuje wygodnego gniazdka. Posadzona byle gdzie, przepadnie z kretesem. Jako roślina rodem z gór nie przepada za wilgotną, ciężką glebą i cieniem. Może za to zostać królową skalnego ogródka. Uwielbia słońce, a dzięki długim korzeniom nie boi się suszy. Mocno się też rozrasta – jedna roślinka ma kilkadziesiąt kwiatów!

Kwitną nawet przez miesiąc, ale najdalej po pięciu latach zaczynają zamierać. Roślinę trzeba wtedy wykopać i podzielić kępkę na części lub wysiać nasiona. Dochowamy się w ten sposób całego stadka „kosmatych pisklaków”.


Tekst: Anna Karska
Fotografie: Lilianna Sokołowska, Medium, shutterstock.com