Kapelusze bywały źródłem zamieszek i malarską inspiracją. Przede wszystkim jednak chronią przed słońcem. I fascynują kreatorów mody.
 

Polowanie na słomkowe kapelusze

Wszystko przez słomkowe kapelusze. A może raczej przez bezlitosne przykazania mody. Oto 13 września 1922 roku do nowojorskich posterunków policji zaczęli zgłaszać się poszkodowani. Opisywany przebieg wydarzeń był podobny. Szli ulicą, nagle pojawiała się banda wyrostków. Napastnicy strącali ofierze kapelusz (koniecznie słomkowy!), deptali go i rozszarpywali, po czym uciekali. Policja wszczęła śledztwo, a sami poszkodowani – głównie dokerzy – zebrali się w grupy i ruszali wymierzać sprawiedliwość. Skończyło się to zamieszkami, podczas których niejeden przechodzień stracił nakrycie głowy oraz zdrowie. „New York Times” moralizował, że „każdy ma prawo chodzić w słomkowym kapeluszu choćby i w śnieżycy”, ale wszyscy znali przykazanie mody. Słomkowe kapelusze wypadało nosić tylko do 15 września. Niepisanym prawem po tej dacie każdy przechodzień mógł „modowemu przestępcy” strącić nakrycie głowy. W całej aferze pozostała do dziś zagadka: czemu polowanie na kapelusze zaczęło się akurat tamtego roku?


Modnie i wygodnie

Zanim słomkowe nakrycia głowy stały się kwestią mody, były po prostu użyteczne. Robiono je od niepamiętnych czasów. Na freskach z Pompejów można zobaczyć dwóch mężczyzn przebranych za kobiety i strojnych w kapelusz oraz czepiec o wyraźnie zaznaczonej strukturze roślinnych włókien. O słomianych nakryciach głowy wspominali w swoich sztukach Szekspir i Spencer. U nas ksiądz Kitowicz widział w nich nieodrodny atrybut polskiego chłopa. „Koszula gruba do roboty, cieńsza do kościoła (…) latem słomiany kapelusz” – notował w „Opisie obyczajów”.


Boom na słomkowe kapelusze

Już w początkach XVIII wieku produkcja tego typu nakryć głowy była dochodowym biznesem. We Włoszech zbierano słomę specjalnie w tym celu, a następnie zaplatano w warkocze. Powstawały z nich głównie czepce wyrabiane w okolicach Florencji. Ze słomianych (i nie tylko) kapeluszy zasłynęło miasteczko Montappone. Jeden z nich nosił później reżyser Federico Fellini. Produkcja kwitła w Szwajcarii i Belgii, a także w Anglii. Ocenia się, że w tej ostatniej w połowie XIX wieku wyrobem słomy i jej zaplataniem trudniło się sześćdziesiąt tysięcy ludzi. Duża część produkcji szła na eksport, także do Ameryki. Gdy w 1807 roku prezydent Jefferson zakazał importu z Anglii, amerykański przemysł modowy musiał zdać się na własne pomysły. Mary Dixon Kies, mieszkanka Connecticut, wymyśliła, aby mieszać słomę z jedwabnymi nitkami i wstążkami, co pięknie zdobiło czepki i kapelusze. Na wynalazek dostała patent – jako pierwsza kobieta w Ameryce! Podpisał go osobiście nowy prezydent James Madison, a jego żona wysłała dziewczynie list z gratulacjami.


reklama


 

„Jeśli zjawi się on (mężczyzna) na garden party we fraku i słomkowym kapeluszu, potępiony zostanie niczym pospolity przestępca” – ostrzegała modnisiów u schyłku XIX wieku pani C.E. Humphrey, wyrocznia savoir-vivre’u tamtych czasów. Słomkowe kapelusze były już wszędzie. Te o płaskim denku i małym rondzie typu boater nosiły dzieci do szkolnych mundurków, dorośli zaś na zawody i nieformalne imprezy. Podobno kształt ten rozpowszechnili weneccy gondolierzy. Wyplatane w Ekwadorze z włókien łyczkowca dłoniastego kapelusze zwane panama wkładali najpierw robotnicy pracujący przy budowie Kanału Panamskiego, potem brytyjscy żołnierze, wreszcie zwykli ludzie. Tradycyjna czarna wstążka na kapeluszu to hołd dla zmarłej w 1901 roku królowej Wiktorii. We Francji biedny jak mysz kościelna Vincent van Gogh nie mógł sobie pozwolić na wynajęcie modela, malował więc siebie. Za akcesoria dające kolor obrazowi służyła czarna fajka i, jak pisał w liście do siostry, „żółty słomiany kapelusz, zupełnie jak żniwiarza”. Gdy w 1939 roku na ekrany weszło „Przeminęło z wiatrem”, kobiety oszalały na punkcie słomianych kapeluszy o wielkich rondach, które nosiła Scarlett O’Hara.
 

Słomkowe kapelusze nieustannie fascynują projektantów mody. Dwa lata temu Holendrzy Viktor & Rolf pokazali kolekcję zainspirowaną nakryciem głowy z obrazów Vincenta van Gogha. Letnia kolekcja Gucciego na ten rok to przegląd rustykalnego stylu: bose stopy, ogrodniczki i słomiane nakrycia głowy. Prawdziwi miłośnicy wyplatanych kapeluszy udadzą się do firmy Brent Black, której wyroby nosi aktor Harrison Ford, wokalista Steven Tyler czy legenda koszykówki Michael Jordan. Kapelusze męskie i damskie wyrabiane są ręcznie w ekwadorskim miasteczku Montecristi. Cena: od prawie trzech do dwudziestu pięciu tysięcy dolarów! Bo te najdroższe wyplata podobno najzdolniejszy rzemieślnik w historii tego fachu. I robi ich nie więcej niż pięć rocznie.


Tekst: Staszek Gieżyński
Zdjęcia: Getty Images, Bridgeman/Photopower, East News, Met Museum, 1STDIBS.com, Shutterstock, Wikipedia, materiały prasowe