Światło według Ferrucio

Design

Najbardziej znany jest z czarnej barokowej lampy Bourgie, choć świat zawojował kolorami. Żółte, czerwone, zielone i niebieskie – wszystkie razem, parami lub osobno.

Ferruccio Laviani, bo o nim mowa, zaraz po studiach na mediolańskiej architekturze trafił pod skrzydła Ettore Sottsassa, autora słynnej pomarańczowej maszyny do pisania Olivetti Valentine, który w 1981 roku założył z przyjaciółmi awangardową grupę Memphis. Ich projekty wyróżniały się jaskrawymi kolorami, błyszczącymi lakierowanymi powierzchniami i odważnym „popowym” kształtem – były antidotum na smutne i pozbawione humoru lata siedemdziesiąte. I choć najwięksi przeciwnicy Memphis mówili, że taki design nadaje się tylko na materiał badawczy dla psychiatrów, grupa szybko zyskała wiernych fanów.

Ferruccio Laviani dołączył do zespołu w 1986 roku i od razu rzucono go na głęboką wodę. Najpierw wziął udział w przygotowaniu kolekcji „12 Newcomers” i „Living on Earth”. Zaraz potem zaczął pracować nad pawilonem Memphis na targi w Mediolanie, a gdy właśnie dopinał wszystko na ostatni guzik, poproszono go o zaprojektowanie showroomu w Nowym Jorku. Ale młodemu Ferruccio było to na rękę.

Chętnie podejmował wyzwania, tym bardziej że styl Memphis bardzo przypadł mu do gustu. Wystarczy spojrzeć na charakterystyczne kolorowe lampy: jedna z pierwszych prac, Orbital Lamp z 1991 roku dla firmy Foscarini, od razu stała się jego wizytówką – to tak jakby kilka kinkietów o nieregularnych kształtach zamontować na aluminiowej nodze. Niby takie proste, ale wcześniej nikt na to nie wpadł.

– Uwielbiam formy, jakie tworzy światło – przyznaje Laviani. To dlatego nie poprzestał na jednej lampie, ale z każdym rokiem projektował ich coraz więcej: pękate żółte Fly, niebieskie i czerwone E’, zielone klasyczne lampki nocne Take. Dziwne, że spośród tak wielu kolorowych projektów najbardziej popularna jest ostatnio barokowa Bourgie, dostępna tylko w dwóch wersjach – białej i czarnej.

Choć projektant odszedł już z grupy Memphis i założył własną pracownię, nadal kieruje się zasadami, jakie wpoili mu starsi koledzy. Mówili, że projektowanie ma być zabawą – stąd pomysł na dowcipny stół Three Table z trzema tylko nogami. Ale przestrzegali też, że trzeba wiedzieć, kiedy zabawę przerwać. Swoje wesołe i często ironiczne prace Sottsass porównywał do narkotyku, którego nie można nadużywać. Dlatego Laviani od czasu do czasu przerzuca się na projekty trochę przygaszone, spokojniejsze: proste kuchnie i kanapy w brązach, kremach i szarościach.

Czasem też zmienia zajęcie i robi scenografię. Tak było w 1997 roku, kiedy rozpoczął pracę na planie jednego z najdłuższych włoskich seriali – „Ricominciare”. Ta mydlana opera opowiadała o losach rodziny Vallesi prowadzącej w Perugi duże wydawnictwo. Laviani zaprojektował biura i posiadłość bohaterów. Choć jest mocno zapracowany, zawsze znajduje czas na swoje pasje. Ostatnio zorganizował kilka wystaw. Zaprezentował szerszej publiczności fotografie z podróży po Brazylii. Pokazał też prace swoich ulubionych projektantów Vico Magistrettiego i Giò Pontiego.

Chętnie współpracuje z największymi osobistościami świata mody: od Vivienne Westwood pożyczył czarną tkaninę w stylu punk i obił nią kanapę Freestyle. A dla Dolce & Gabbana zaprojektował butik na najsłynniejszej handlowej ulicy Mediolanu via Spiga, biura, restaurację i kilka sklepów.


Tekst: Monika A. Utnik
Fotografie: Dada, Foscarini, Zoom Zoom Design Shop