Gdy miała dziewiętnaście lat, była świetnie zapowiadającą się pianistką. Kiedy skończyła trzydziestkę, została stylistką we francuskim „Elle”. Ale życie zaczyna się po pięćdziesiątce – to wtedy wzięła się za projektowanie wnętrz i wreszcie świat usłyszał o Andrée Putman.

W dzieciństwie chciała być jak Billie Holiday. - Zazdrościłam jej koloru skóry i głosu, i duszy – śmieje się Andrée. Tymczasem zamiast w amerykańskim Harlemie, mieszkała w burgundzkim mieście Fontenay, gdzie rodzina od ponad stu lat produkowała ręcznie czerpany ozdobny papier.

Mała Andrée śpiewała w chórze, a w niedzielę chodziła z matką na koncerty muzyki poważnej. Potem zdała do paryskiego konserwatorium – grała na pianinie i... marzyła o tym, by zostać pisarką. Wkrótce rzeczywiście zaczęła zarabiać piórem, ale jako dziennikarka – we wnętrzarskim „L'Oeil” prowadziła kolumnę poświęconą designowi.

Jednak los wybrał dla niej inną drogę. O designie miała nie tylko pisać, ale i sama wyznaczać jego trendy. W 1978 roku otworzyła biuro Écart, które zasłynęło tym, że znowu ujrzały światło dzienne niedoceniane dotychczas meble znanych modernistów: Eileena Graya, Mariano Fortuny i Pierre'a Chareau. Ale to nie wszystko, czym może się pochwalić.

Putman zaprojektowała też sklepy dla Yves Saint Laurenta i Karla Lagerfelda, wnętrze samolotu Concorde, biuro byłego francuskiego ministra kultury, a także przygotowała scenografię do filmu Petera Greenawaya „Pillow Book”. Mało?

W 1984 roku rozpoczęła pracę nad siecią hoteli Morgans – jej znakiem rozpoznawczym były biało-czarne mozaiki w holach i łazienkach. Wtedy też narodziło się określenie „butik hotel”. W przeciwieństwie do Hiltona czy Marriotta, niewyróżniających się między sobą, Morgans Hotel postawił na klientów wybrednych, którzy szukają noclegu przytulnego i niepowtarzalnego, a jednocześnie bardzo wyrafinowanego i luksusowego.

Putman, która odrzuca chłodny minimalizm (mówi, że w pomieszczeniach urządzonych w tym stylu czuje się jak w lodówce), świetnie podołała zadaniu. Wkrótce poprosiły ją o pomoc również hotele Wasserturm w Kolonii i paryski Pershing Hall. Ale czy można się dziwić?

Meble i wnętrza zaprojektowane przez Andrée Putman mają miękkie, opływowe kształty i idealną symetrię. Dbałość o doskonałe proporcje to pewnie zasługa muzycznego wykształcenia. Nie zapomniała o takich zasadach, jak prostota, troska o szczegóły i stonowana elegancja.

Najważniejsze są dla niej dobry smak i naturalność. Ostatnio sygnowała swoim nazwiskiem zapach perfum. A co jeszcze chciałaby w życiu zaprojektować? Odpowiada jednym tchem: szpital dla dzieci.


Tekst: Monika A. Utni
Fotografie: Bisazza, Poltrona Frau, www.andreeputnan.com

reklama