reklama

Antoni Suchanek: malarz morza

Sztuka

Spiętrzone, załamujące się fale i widmowe statki w burzy uczyniły z Antoniego Suchanka czołowego polskiego marynistę. On sam twierdził, że jest malarzem kwiatów i kobiet.

Spacerując po skwerku w pobliżu molo w Gdyni-Orłowie, łatwo zauważyć tę ławeczkę. Wszystkie inne są białe, ta jedna ciemna. Na niej przycupnięta postać mężczyzny w kamizelce i birecie na głowie, w rękach pędzel i niedokończony obraz. Dalej leży pudło z malarskimi przyborami. Na ławeczce jest sporo miejsca – warto obok malarza przysiąść. O sztuce pogadać się nie da – to przecież tylko brązowy pomnik. Ale przez chwilę można podziwiać bezkresne morze – widok, który inspirował twórczość Antoniego Suchanka, jednego z najwybitniejszych polskich marynistów.

Akt namalowany jedną kreską

Nad morze malarz trafił z Bydgoszczy, tam z kolei przywędrował z Podkarpacia. Pochodził z inteligenckiej rodziny, ojciec był inżynierem kolejnictwa. Dzieciństwo spędził w Nowym Sączu, na studia ruszył do Krakowa. Od dziecka zdradzał zamiłowanie do malarstwa i muzyki poważnej.

Zapowiadał się na dobrego portrecistę. Uczył się u Mehoffera i Axentowicza (ten ostatni nauczył go techniki malowania pastelami), później od Wyczółkowskiego przejął zamiłowanie do gwaszu i akwareli. Z czasów studenckich została anegdota obrazująca umiejętności Antoniego: potrafił narysować akt stojący, wyprowadzając kreskę od małego palca modelki i nie przerywając linii.

reklama


Studia przerwał, by zaciągnąć się do 5. Pułku Piechoty Legionów. Gdy został ranny, odesłano go jako rysownika do sztabu. Wyruszył potem w artystyczne podróże do Wiednia i Monachium, wrócił jednak szybko ze względu na niechętną Polakom atmosferę. Wziął ślub z Teofilą Foltą i ruszył do Bydgoszczy pracować w zakładach graficznych. 

Dziś malarz dąży na pełne morze… 

...nie lęka się, gdy niewielki szkuner pruje odważnie dalekie wody! – tymi słowami artystyczne tendencje międzywojnia relacjonował miesięcznik „Morze”. W latach dwudziestych polski Bałtyk był modny – pobudzał wyobraźnię zarówno zwykłych ludzi, jak i artystów. Budowa portu w Gdyni, powstanie marynarki wojennej i floty handlowej wzmagało uczucia patriotyczne. Nie bez znaczenia były też walory turystyczne.

Suchanek jeździł latem z Bydgoszczy do Helu, Jastarni, Orłowa i Juraty. Dokumentował rozwój Gdyni. Jako pierwszy w kraju poświęcił swą twórczość portom i stoczniom. Pierwszą wystawę indywidualną zorganizował w 1929 roku w Jastarni. Chociaż malował także sceny rodzajowe, portrety, a wcześniej nawet górskie krajobrazy, tutaj pokazał obrazy morskie. „Dziennik Bydgoski” pisał o nim: „nasz artysta, znany szczególnie jako portrecista”, który na Helu „zabawił się w marynistę”.

W jego obrazach często powracał motyw złamanej fali – nie jako zagrożenia, lecz jako pokazu siły życia i natury. 

Cuda pięknych barw kontra obozowa trauma

Malarz przeprowadził się w końcu do Warszawy. Działał w Lidze Morskiej i Kolonialnej oraz w Sekcji Morskiej Polskiego Towarzystwa Artystycznego. Był już wtedy związany z drugą żoną – Stefanią Olmą. Wracał malować nad morze i stamtąd właśnie w pośpiechu przybył do Warszawy w sierpniu 1939 roku. To on zwołał zebranie komitetu Zachęty, na którym podjęto decyzję o ewakuacji z miasta obrazów Jana Matejki. Dostał za to po wojnie Złoty Krzyż Zasługi.

Przełomowy moment w okupacyjnym życiu nadszedł 5 czerwca 1943 roku. Podczas ślubu córki malarza, Teofili, gestapo aresztowało cały orszak – 90 osób. Dwaj synowie malarza cudem uniknęli losu reszty, bo akurat wyszli z kościoła. Suchanek trafił na Pawiak; mówił, że „rysuje, bo mu pozwolili”. Robił portrety współwięźniów, a na zamówienie strażników obrazy marynistyczne.

Wywieziono go do Oświęcimia, gdzie pracował przy „muzeum” – artystycznych przedmiotach odebranych ofiarom. Po kilku miesiącach dzięki staraniom rodziny został zwolniony. Ukrywał się u znajomego malarza, który pracował w kwiaciarni. Malował przede wszystkim kwiaty, „wyżywając się w cudach tych pięknych barw”. Ale obozowa trauma powracała w pracach pełnych statków widmo i pokładów zalanych krwią. Wszystkie poginęły w powstaniu, w którym Antoni o mało nie stracił ręki trafionej kulą snajpera. 

Ślady przeżyć pozostały w powojennym malarstwie. Jego statki walczyły na płótnach z wielkimi falami, pojawiał się motyw Latającego Holendra.

Zamieszkał w Orłowie, malował portrety i ukochane kwiaty, dokumentował postaci lokalnego życia, a także rozwój przemysłu stoczniowego i portów. Stworzył cykl przedstawiający aktorów Teatru Wybrzeże i Opery Bałtyckiej na scenie. Choć tak mocno związany z morzem (jego obrazy zdobiły kajuty „Batorego”!), to aż do śmierci w 1982 roku powtarzał, że jest malarzem kobiet i kwiatów


tekst: Staszek Gieżyński 
zdjęcia: Kolekcja Andrzeja Cerlińskiego "Artyści sami o sobie", Marcin Koniak/Desa Unicum,
Muzeum Miasta Gdyni, Narodowe Muzeum Morskie w Gdańsku 
wykorzystano: "Antoni Suchanek. malarstwo, rysunek", Gdańsk, MN 2003, "Morze Antoniego Suchanka", Gdańsk, CMM 2010

reklama