Andrzej Mędrek ceramika

Jak alchemik – Andrzej Mędrek tworzy nie tylko naczynia, ale też autorskie szkliwa według własnych receptur

Artyści

Andrzej Mędrek dba o każdy najmniejszy szczegół – starannie wybiera glinę, dopieszcza formę i robi szkliwa według własnych receptur. Ale o tym, co ostatecznie wyjdzie z pieca, decyduje los. Żeby nie było nudno.

Andrzej Mędrek ceramika


Z Andrzejem Mędrkiem rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Jak powstaje takie ceramiczne naczynie?

Większość ceramików zaczyna od szkiców. Ja od razu siadam przy kole i toczę do momentu, aż kształt mi odpowiada. Nie rysuję wcześniej, nie mierzę. A zaczynam od dobrania gliny. Działam w temperaturach bardzo wysokich, granicznych, więc musi być odpowiednia, żeby się nie roztopiła ani nie osiadła. Formuję ją i odstawiam na dzień, żeby podeschła, a potem okrawam niedoskonałości bardzo ostrym narzędziem. Czasem poprawiam kształt, bo gdy się siedzi nad kołem, perspektywa jest inna niż z boku. Potem naczynie musi odstać trochę w ciepłym miejscu, koniecznie bez przeciągów, bo może się powyginać albo pęknąć. Dalej jest pierwszy wypał i dobór szkliwa…

…które pan robi sam.

Tak, od początku do końca z podstawowych surowców – skaleni, kwarcu, tlenków i soli metali oraz fryt ceramicznych, czyli w uproszczeniu – przemielonego szkła o szczególnym składzie. Ustalam proporcje i tworzę recepturę. Mieszam to, dodaję spoiwo, które ułatwia nakładanie szkliwa pędzlem. Moje szkliwa są trudne, bo płyną, ale dzięki temu pojawiają się tzw. kryształy. Ich wielkość i kształt zależą od temperatury i czasu przetrzymania w piecu.

To ten efekt kółeczek jakby z porostów czy mchów?

Tak, przy wyższych temperaturach mogą mieć też kształt igły, wachlarza czy podwójnego liścia miłorzębu. To, jak będą wyglądały, zależy od światła i zmienia się wraz z nim.

 

Na ile da się zaplanować to, co wyjdzie z pieca?

Mam wpływ na to, jak dużo kryształów się pojawi, w jakim kształcie i kolorach, ale już nie na to, gdzie się pojawią. W tym przypadku decyduje los. To pozwala nie zanudzić się na śmierć.

Wszystkie te wazy, butle i misy są trochę antyczne, a trochę wschodnie. Skąd inspiracje?

Chyba nie umiem sprecyzować. Składają się na to moje lektury, obserwacje, lata pracy w glinie. To wszystko się nawarstwiło i wyłazi z człowieka. Naturalnie podoba mi się ceramika azjatycka, bardziej japońska niż koreańska. Robię czajniczki i czarki do herbaty dla krakowskiego Centrum Sztuki Japońskiej Manggha i to duża przyjemność. Wiem, że Japończycy, którzy tam przyjeżdżają, zwracają na nie uwagę, a z moich czarek pił nawet następca tronu Japonii, który odwiedził centrum. To miłe, ale jestem ostrożny, bo dziś nadużywa się odniesień do estetyki japońskiej, przede wszystkim „wabi sabi” – szczególnym nadużyciem jest użycie tego terminu w odniesieniu do przedmiotów po prostu niedoskonałych warsztatowo.
 

 

Pana ceramika jest raczej w opozycji do tej estetyki, w pewien sposób jest idealna.

Trochę żartem powiem, że moim zdaniem na „wabi sabi” może sobie pozwolić mistrz, a ja się za takiego nie uważam. Moim mistrzem jest pewien mocno starszy ceramik, który uważa, że jego przedmioty mają być jak z kosmosu, bez śladów ludzkich palców. Konsekwentnie oddala się od tego „wabi sabi”. Podoba mi się takie podejście.

Przedmioty artysty dostępne na: toczto.pl
Zdjęcia: archiwum artysty, Agnieszka Wojtuń, materiały prasowe/toczto.pl


Przeczytaj też:

Zwierciadła Kalendarz Zwierciadła Kalendarz