reklama

Biżuteria Marcina Zaremskiego

Projektanci

Kiedy siedmiolatek projektuje i robi pierścionek, wiadomo, co z tego wyniknie. Biżuteria stanie się największą pasją jego życia.

Od początku było wiadomo, kim zostanie Marcin. Przez czterdzieści lat jego rodzice, Jadwiga i Jerzy, prowadzili najsłynniejszą w Warszawie pracownię biżuterii. Pisały o nich gazety, m.in. „Tygodnik Polski” z 1962 roku poświęcił im całą rozkładówkę, a naszyjniki i bransolety wdzięcznie prezentowała młodziutka, piękna aktorka Ewa Wiśniewska. Ich biżuterię upodobały sobie także prezenterki, modelki, zagraniczni dyplomaci, ale była też w zasięgu przeciętnej Kowalskiej.

Zaremscy mieszkali w niewielkim mieszkaniu na Bielanach, w piwnicy mieli pracownię. Mały Marcin nie dawał się z niej wyrzucić. Te wszystkie narzędzia, materiały, ten cały rozgardiasz niesamowicie go fascynowały. – Pierwszy pierścionek zrobiłem, mając siedem lat, ale prawda jest taka, że trzeba pazury połamać, aby nauczyć się pracy ze srebrem – opowiada.

Wspomina koniec komuny, kiedy brał w kieszeń kilka srebrnych drobiazgów, wchodził do wybranych galerii na Zachodzie i za dewizy sprzedawał wszystko na pniu. Zachęcony sukcesem dziesięć lat temu ruszył na największe targi do Monachium. Najpierw jego stoisko było wciśnięte w kąt obok biżuterii afrykańskiej. Rok później wylądował już na skrzyżowaniu głównych alejek. Poczuł się dopieszczony, kiedy zobaczył w oczach niemieckich kolegów zazdrość. Konkurencji podobały się zarówno dizajn, jak i staranność oraz rzetelność wykonania. – Ojciec mówił, że nawet zapięcie powinno być biżuterią – wyjaśnia. – A pomysły? Wystarczy się rozejrzeć. Wczoraj siedząc w wannie, zachwyciłem się pająkiem, który przycupnął na ścianie. Kto wie, może coś z tego wyniknie?

Kiedy chce się oderwać od błyskotek, zaszywa się w Kazimierzu, ale nie leniuchuje. – Remontuję stary dom z najpiękniejszym widokiem na miasto i przywracam mu świetność. Elewacja jest już zrobiona, teraz rysuję elementy architektoniczne wnętrza. Mam na tym punkcie fioła – śmieje się.


Tekst: Beata Woźniak
Fotografie: archiwum artysty
Kontakt z Marcinem Zaremskim: www.zaremski.pl

reklama
reklama