dekoracyjne talerze na ścianę

Dekoracyjne talerze na ścianę – Ania Gubernat pokazuje, że używane rzeczy mogą być piękne

Projektanci

Na starej porcelanie Ania maluje wzory przypominające dawne ryciny i ilustracje z zielników. Tworzy dekoracyjne talerze do powieszenia na ścianie i pokazuje, że używane rzeczy mogą być piękne.

reklama
Ania Gubernat @anilamis

Zaczęło się od…

rysunku żaby na starym porcelanowym talerzu, który kupiłam w lokalnym składziku rzeczy używanych ze Skandynawii i Holandii. Maluję od dziecka, skończyłam poznańską ASP i tworzyłam obrazy olejne. Ale gdy kilkanaście lat po studiach przeprowadziliśmy się z moim partnerem na Suwalszczyznę i urodzili się nasi synowie, Adam i Tymek, porzuciłam tę technikę, bo jest czasochłonna, a podczas malowania używa się chemikaliów. Miałam kilka lat przerwy, ale bardzo za tą pracą tęskniłam. Tym talerzem, trochę przypadkiem, otworzyłam nowy rozdział. Zobaczyła go moja przyjaciółka i tak się zachwyciła, że postanowiłam malować na talerzach więcej.

Inspiruje mnie…

przyroda. Od czasu przeprowadzki na Suwalszczyznę zaczęłam uprawiać ogród, z przyjaciółmi założyliśmy leśne przedszkole dla dzieci, więc wszystko kręci się wokół niej. Sięgam po dziewiętnastowieczne botaniczne ilustracje i ryciny dawnych mistrzów i łączę różne motywy w kolaże na porcelanie. Kiedyś najważniejsze były dla mnie barwne plamy, to one zapełniały moje obrazy, a teraz liczy się kreska.

Poznaj również innych polskich artystów i projektantów. Zobacz: 

Malla Vintage – świece sojowe w kryształach

Niegrzeczna porcelana – niezwykłe talerze dekoracyjne od Révolte

Ceramika od Flook Studio – ręcznie robione naczynia ceramiczne

Mam sentyment do kobaltu…

bo mam słabość do ceramiki z wzorami w tym odcieniu. W moim domu rodzinnym na Śląsku wisiały w kuchni talerze z Włocławka w niebieskie kwiaty. Ta barwa kojarzy mi się też z portugalskimi płytkami azulejos, które bardzo lubię i nawet malowałam je kiedyś na obrazach. To odcień od wieków wykorzystywany w zdobieniu ceramiki, bo nie zmienia się pod wpływem wypalania.

Niedawno na zamówienie namalowałam coś koralową farbą i chyba ją też włączę na stałe do mojego repertuaru. Chętnie sięgam też po złoto. Mój tata, który pisze ikony, dzieli się ze mną zapasami takiego dwudziestoczterokaratowego, którego sam używa. Złoto ożywia kobalt, a jednocześnie sprawia, że stara porcelana, na której maluję, nabiera wartości, uszlachetnia ją.

Cenię stare naczynia…

są moim „płótnem” i każde ma historię, którą czasem sobie dopowiadam. Wyszukuję je w składach z używanymi rzeczami, których mam sporo w swojej okolicy. Wiekowa porcelana jest bardzo dobra jakościowo, nauczyłam się też, że rysy czy uszkodzenia mogą być wartością. Włączam je w rysunek, uszczerbienia wypełniam złotem, trochę jak w japońskiej sztuce kintsugi. Bardzo zresztą przemawia do mnie ta filozofia – stłuczone naczynia sklejone tym kruszcem są cenniejsze niż były wcześniej.

To moja misja – pokazać ludziom, że coś, co wydawałoby się śmieciem, na przykład pojedynczy talerz z zastawy, może być piękne i cenne, gdy to naprawimy albo przetworzymy. Bardzo chcę, żeby moje prace były przyjazne dla planety, eko, dlatego nie maluję na nowych talerzach – jest tyle rzeczy wokół nas, nie chcę tworzyć kolejnych. I cieszy mnie, że taki talerz jest bardziej dostępny niż obraz, a wiele osób może sobie na niego pozwolić.

Z Anną Gubernat rozmawiała Agnieszka Wójcińska

Kontakt na Instagramie: @anilamis

Zdjęcia: Aneta Stabińska