Podłoga jest dla domu tym, czym buty dla kobiety – jednym z ważniejszych elementów stroju. Doda więcej szyku niż najbardziej designerski dodatek.

Nowe i z odzysku

Woskowana czy lakierowana, drewniana podłoga jest ozdobą samą w sobie, choć nie zawsze tak uważano – w epoce wiktoriańskiej posadzki malowano na ciemny kolor i przykrywano dywanami. Czasy się zmieniły i dziś w cenie jest przedwojenny parkiet albo odnowione stare deski (na Allegro znajdziemy firmy skupujące drewno z rozbiórki), które możemy zabejcować na biało, pomalować na szaro, czy za pomocą szablonów ozdobić ornamentem w romby.

– Ostatnio wiele osób decyduje się na tzw. obwódkę, wzorowaną na podłogach w renesansowych pałacach: dookoła ściany układamy deski z innego gatunku drewna – dodaje Paweł Sądek z DLH, firmy sprzedającej podłogi.

Od bladego różu po zapach lnu

Na podłogę najlepsze są gatunki twardego drewna liściastego: jesion, klon, dąb (choć jeszcze na początku XX wieku w domach mieszczańskich popularne były deski sosnowe, mniej trwałe, za to łatwiejsze w renowacji) oraz drewno egzotyczne.

– Najpopularniejsze to merbau, najdroższe – wenge (nawet 390 zł za metr kwadratowy) i afrykańskie doussié wykorzystywane do budowy torów rowerowych na olimpijskich stadionach – opowiada Paweł Sądek. Wytrzymałe jest drewno oliwkowe i różane, ale uwaga: – Żeby ułożyć z niego kilkanaście metrów kwadratowych podłogi, trzeba wyciąć aż 100 hektarów plantacji. Zachcianka to więc droga – dodaje.

Ostatnio popularna stała się sklejka. W latach 60. układali z niej podłogi Le Corbusier i Mies van der Rohe. U nas spotkać ją można było w każdej „tysiąclatce” na... szkolnych krzesełkach. Moi znajomi wykorzystali też ostatnio płyty paździerzowe (zrobione z części łodyg lnu i konopi): przeliczyli się z remontem i zabrakło im funduszy na parkiet, pomalowali więc płyty na brązowo, a efekt przeszedł ich oczekiwania.

Wrzask stubarwnej kłótni

Tak Maria Pawlikowska-Jasnorzewska w wierszu „Dywan perski” opisuje stary wzorzysty kobierzec. Ręcznie tkanym z Iranu, Indii czy Pakistanu nie żal przykryć i najpiękniejszej podłogi. Najstarszy dywan pochodzi z V w. p.n.e. z grobowca scytyjskiego wodza w Pazyryku na Syberii. Był zamarznięty w bryle lodu, dzięki czemu idealnie zachował się wzór. W tamtych czasach na dywanach jadano, modlono się, spano, rozwijano je podczas zaślubin i rodzinnych narad. Przypisywano im magiczną moc.

Dziś o tym zapominamy. – A to przecież prawdziwe dzieła sztuki, jeden dywan powstaje nawet pięć lat – mówi Ewa Kośka z warszawskiego Salonu z Dywanami. W jej sklepie kupimy nawet 50-letnie egzemplarze. Możemy zrobić w domu przymiarkę, bo to poważna inwestycja – perski dywan tkany ręcznie na jedwabiu kosztuje ok. 3000 zł/m².

– Polacy często dobierają dywan pod kolor mebli i ścian. A przecież kobierzec jest jak obraz. Czy płótno kupujemy po to, by pasowało do kanapy? – dodaje. I pamiętajmy o podstawowej zasadzie: nie ograniczać się do jednego egzemplarza – na Bliskim Wschodzie dywany rozwieszane są na ścianach, leżą na podłogach, taboretach, jeden przykrywa drugi. I, broń Boże, nie są identyczne!

Dla wielbicieli nowoczesnych dywanów mamy designerskie egzemplarze. Na przykład Hiszpanki Nani Marquina. – Swoje kolekcje mają też marki odzieżowe, jak Pierre Cardin czy Esprit – dodaje Emilia Kasperczak z salonu Komfort. – Modne jest dziś soczyste jabłuszko, odcienie różu, ostre fiolety i nietypowe zestawienia, jak zieleń z niebieskim – wymienia. – Polakom coraz bardziej się to podoba. Przestajemy już traktować dywan wyłącznie jak tło – podkreśla.


Tekst: Monika A. Utnik
Fotografie: archiwa firm

reklama